Błysk, który zmienił wszystko

Karol Jedliński
opublikowano: 07-10-2011, 00:00

Steve Jobs przewrócił reguły biznesu do góry nogami. Podobnie jak pewien handlarz płótnem, fiński finansista i polski powstaniec

„Co jakiś czas pojawia się rewolucyjny produkt i wszystko zmienia” — mawiał Steve Jobs. Parafrazując, można śmiało powiedzieć, że co jakiś czas pojawia się rewolucyjny człowiek i odwraca wszystko do góry nogami. No i buduje w kilkanaście lat najbardziej wartościową firmę świata. — Marketing Apple? Jest świetny, ma 188 cm wzrostu, uwielbia czarne golfy i niebieskie dżinsy. Nie ma co się oszukiwać, Apple to Jobs. Jest sporo firm, które dzięki charyzmatycznemu przywódcy wyprzedziły pracowitą, ale mniej marketingowo nośną konkurencję. Tyle że taki błysk zdarza się niezwykle rzadko — przekonuje prof. Philip Kotler, guru marketingu. Każdy tekst o Stevie Jobsie zawiera dwa magiczne zwroty: „inspirujący wizjoner” i „guru innowacji”. Świat biznesu od czasu ery przemysłowej co kilkadziesiąt lat, czasem co kilkanaście, dostaje tego kotlerowskiego „błysku”. Oślepia on konkurencję i przyciąga rzesze klientów. Wybraliśmy kilku innych, którzy także potrafili rozmontować pozornie poukładany biznesowy świat.

Ubrany w złoto

Na pierwszy ogień może pójść człowiek, bez którego pomysłowości nie byłoby medialnego wizerunku Steve’a Jobsa. Dżinsy. Ich prekursorem jest jeden z „wielkich innowatorów” XIX wieku — Levi Strauss. W latach 70. XIX wieku zdecydował, że wie, jak podbije świat biznesu. Ze sztywnego płótna zamierzał szyć namioty i plandeki. — Świetny pomysł. Lepiej byś pan porządne spodnie zrobił, bo muszę je co tydzień wymieniać — zrecenzował jego zapędy jeden z poszukiwaczy złota. Kilka miesięcy później Strauss miał już opatentowany krój spodni, pracował nad wzmocnieniem ich metalowymi nitami. Na rysunku dołączonym do zgłoszenia patentowego stoi młody facet w koszuli, dżinsach i kilofem w ręce. Biznesowe elity pukały się w czoło, amerykańscy zamożni krawcy kręcili głowami. To miało się nie udać, podobnie jak na porażkę półtora wieku później skazany był dość duży telefon, którego podstawową funkcją nie jest dzwonienie. To był iPhone. A po kilkunastu latach od premiery spodnie Levi Straussa były najczęściej kupowanym ubraniem na całym świecie.

Guma nie dzwoni

Złośliwi twierdzą, że Steve Jobs zostanie zapamiętany jako biznesowy superbohater także dlatego, że nie doczekał niechybnego końca dobrej passy Apple.

Tak jak to było w przypadku finansisty Jormy Ollilego, od 1992 r. szefa Nokii. Ustąpił — w 2006 r., wcześniej wprowadził ją na szczyt szczytów — lidera telefonów komórkowych z miliardowymi zyskami. — Zostawiamy produkcję gumy, kabli i elektroniki użytkowej. Idziemy w komórki — ogłosił Fin kilka miesięcy po objęciu sterów w Nokii. Mówił to w czasach, gdy przenośny telefon ważył więcej od książki telefonicznej, a Steve Jobs konstruował komputer NeXT, który poniósł spektakularną klapę. Załoga Nokii, w tym potomkowie pierwszych pracowników firmy zajmującej się wcześniej produkcją przemysłową, nie wierzyli w to, co słyszą. Ale Ollila nie odpuścił. Nie odpuścił też Jobs, pracując nad ekranem dotykowym. Takim samym, jaki Nokia z inspiracji Ollili testowała kilkanaście miesięcy przed premierą pierwszego iPhone’a. Ale że szło jakoś opornie, projekt zarzucono.

Tykanie bez reklamy

Jeden z paradoksów Apple’a: im więcej sprzedawało się gadżetów z jabłkiem, tym firma mniej wydawała na reklamę. O takiej sytuacji marzy każda firma. A po takie marzenie jako jeden z pierwszych w biznesie sięgnął pewien powstaniec listopadowy. Antoni Patek, jeden z twórców zegarmistrzowskiej potęgi spod znaku Patek

Philippe ze Szwajcarii, podobnie jak Jobs, poświęcił kilka lat życia na opracowanie technologii objętej drogocennym patentem. Opracował więc mechanizm naciągowy, dzięki któremu nie trzeba było nakręcać co chwilę czasomierzy kłopotliwymi kluczykami. Po czym pojechał do Londynu na wystawę światową. Tam dokonał transakcji życia — on wyłożył urok osobisty, a pewna dama niewielką sumę, za którą kupiła pięknego „patka”. Cały myk w tym, że tą kobietą była królowa celebrytów tamtych czasów — sama Wiktoria, koronowana głowa Zjednoczonego Królestwa i przy okazji cesarzowa Indii. A gdy koleżanki i koledzy królowej zobaczyli możliwości jej najnowszego cacka, ruszyła lawina. Od europejskiej arystokracji po Einsteina, papieży, a nawet Stalina — każdy musiał tykać w rytmie szwajcarskiej manufaktury. Sam Jobs zapytany kiedyś o zegarek odparł: — Schowałem go. W iPhonie.

Inwestorzy nie znają żałoby

Przez ostatnie 11 lat wartość akcji Apple wzrosła 70-krotnie, z 5 mld USD do obecnych 355 mld USD. Na wieść o śmierci Steve’a Jobsa inwestorzy zareagowali początkowo nerwowo. Kurs akcji spadł o kilka procent. Jednak w chwili zamknięcia tego numeru „PB” papiery Apple były już droższe niż w środę. 927 milionów akcji Apple, z których każda w środę była wyceniana na 383 USD za sztukę, jest obecnie wartych więcej niż Microsoft, Hewlett-Packard, DirecTV, Dell i Nokia razem wzięte. Od 2000 r. do września tego roku akcje Apple drożały średnio o 44 proc. rocznie, podczas gdy nowojorski indeks blue chipów Standard & Poor's 500 zyskiwał mniej niż 0,5 proc. rocznie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu