Bolesna lekcja prywatyzacji

Adam Sofuł
30-05-2008, 00:00

Wiadomość o groźbie Komisji Europejskiej odebrania polskim stoczniom pomocy publicznej, spadła w nocy ze środy na czwartek jak grom z jasnego nieba. Czy rzeczywiście? Przepychanka z Komisją Europejską w tej sprawie trwa od trzech lat. Można powiedzieć, że eurostruktury nie są może szczególnie łaskawe, ale braku cierpliwości z pewnością nie można im zarzucić.

Dla polskich stoczni taka decyzja oznacza praktycznie wyrok śmierci. Co w tej sytuacji robią politycy? Podrzucają sobie gorącego kartofla. Obecny rząd oskarża poprzedni (nie napomykając przypadkiem, czy ma jakiś realny plan, czy pokłada nieograniczoną ufność w dobrą wolę KE), poprzedni minister skarbu zapewnia, że jego rząd zrobił wszystko co możliwe, by stocznie uratować. Prawda. Zrobił nawet więcej. Prezesami stoczni gdyńskiej i gdańskiej zostali ludzie, którzy o zasadach rządzących przemysłem stoczniowym mieli mgliste pojęcie. Były minister Wojciech Jasiński zapomniał też dodać, że za jego rządów Komisja Europejska kilkakrotnie bezskutecznie domagała się planów restrukturyzacji, a kolejne zapowiedzi prywatyzacji były niedotrzymane. Stocznię Gdańsk udało się sprywatyzować rzutem na taśmę. Może za późno. Odzywa się również zatroskana lewica, która parę lat temu uznała, że państwo będzie najlepszym właścicielem dla tej branży. Wyniki tego zarządzania mówią same za siebie. Stocznie, traktowane jako rezerwuar kadrowy dla partyjnych działaczy kolejnych ekip, nie stanęły na nogi i bez państwowego wsparcia, które w UE podlega dość sztywno określonym zasadom, najprawdopodobniej by nie przetrwały. Na tę klęskę zapracowały solidarnie trzy ostatnie rządy. Polityka wygrała z ekonomią. Dziś ekonomia może wziąć srogi odwet.

Zagrożenie dla branży stoczniowej to kolejny przykład, jak politycy zaskakiwani są odsuwanymi przez lata problemami. Nagle przyspieszenia nabrały przygotowania do prywatyzacji — wiceminister skarbu zapewnia, że do 2 czerwca wpłyną oferty od zainteresowanych kupnem stoczni, a wicepremier Waldemar Pawlak mówi, że do końca czerwca stocznie będą sprywatyzowane. Cóż, biorąc pod uwagę, że oferty są jeszcze nieznane, byłaby to najszybsza prywatyzacja w dziejach. Chyba że znajdzie się ekscentryczny milioner, który kupi zakład w ciemno. A rząd w ciemno sprzeda, narażając się po zmianie władzy na komisję śledczą — jakżeby inaczej. Politykom kolejnych rządów trzeba jednak przyznać jedną zasługę. Zaniechaniami przekonali związkowców do prywatyzacji. Ba, związkowe manifestacje kilkakrotnie odwiedzały Warszawę, domagając się sprzedaży ich zakładów. Wiadomo, że żadne uczone wykłady o przewadze prywatnego nad państwowym nie trafią tak do przekonania, jak żywy przykład. O ile jednak związkowcy czegoś się nauczyli, o tyle politycy tę lekcję przespali. Wiele wskazuje na to, że na naukę w tym przypadku może być za późno. Oby nie.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Bolesna lekcja prywatyzacji