Bomby spadają, ale produkcja trwa

PARTNEREM PUBLIKACJI JEST VENTS GROUP
opublikowano: 13-01-2023, 16:23
aktualizacja: 17-01-2023, 16:43
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Wybuch wojny sparaliżował na kilka tygodni naszą ukraińską fabrykę. Skończyły się nam zapasy towaru, a dostawy nie dochodziły. Tymczasem klienci czekali na nasze produkty. Jednak zamiast się załamać, wykorzystaliśmy sytuację do przyspieszenia rozwoju – mówi Marek Łojewski, prezes Vents Group.

Jak się panu udaje prowadzić z sukcesem biznes mimo wojny?

Marek Łojewski: Nie sposób odpowiedzieć na to pytanie bez nakreślenia szerszego tła. Od jakichś 20 lat współpracujemy z grupą Blauberg, firmą produkcyjną, która ostatnio stała się także naszą spółką matką. W miejscowości Bojarka, położonej 20 kilometrów na południe od Kijowa, ten międzynarodowy koncern prowadzi produkcję, która m.in. za pośrednictwem Vents Group trafia aż do 120 krajów świata. Gdy niemal rok temu wybuchła wojna w Ukrainie, znaleźliśmy się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Postanowiliśmy wstrzymać wszelkie ruchy aż do odnalezienia się w zmienionych realiach. Trwało to około półtora miesiąca.

Michal Kalet PHOTOGRAPHY

Nowe grupy wyrobów, których produkcję uruchomiliśmy już i planujemy wkrótce rozszerzyć, trafią zarówno do odbiorców polskich jak i na rynki zagraniczne. Na tym polega nasz biznesplan.

Marek Łojewski
Marek Łojewski, szef wielkopolskiej firmy Vents Group

Z czego konkretnie wynikała ta decyzja?

Produkcja w Bojarce stanęła. Straciliśmy część pracowników, bo zostali powołani do wojska. Na potrzeby armii zarekwirowano też część tirów. Te zaś, które zostały, miały kłopot z przekraczaniem granicy z Polską. Trzeba było też na gwałt szukać kierowców w wieku popoborowym. Nie sposób wymienić wszystkich wyzwań, z którymi musieliśmy się wówczas mierzyć. Skutkowały one tym, że przez pierwsze miesiące wojny nie dostawaliśmy towarów. Był to koszmar, ponieważ zaopatrujemy duże sieci, takie jak Castorama, Leroy Merlin, OBI, PSB Mrówka, Majster czy Bricomarche. Na szczęście większość naszych klientów wykazała się dużym zrozumieniem dla zaistniałej sytuacji, a otrzymane od nich wsparcie było dla nas motywacją do działania w tym trudnym okresie.

Co sprawiło, że czarny scenariusz się jednak nie ziścił?

Przypisałbym to naszej przezorności. Przeczuwaliśmy, że wojna rosyjsko-ukraińska wybuchnie. Dlatego w styczniu i lutym zeszłego roku zrobiliśmy trochę zapasów, ale nie były one wystarczające. Zaczęliśmy więc reglamentować towar. Skoncentrowaliśmy się na przetrwaniu. Weszliśmy w tryb awaryjny, co kazało mi podjąć trudną decyzję o wstrzymaniu imponującej inwestycji: budowy naszego drugiego obiektu w Niepruszewie pod Poznaniem.

Kryzysowe sytuacje nierzadko wyzwalają w menedżerach, załodze niespożytą energię i pomysłowość. Jak to było w przypadku Vents Group?

Po kilku tygodniach otrząsnęliśmy się i postanowiliśmy wykorzystać kryzys jako szansę na rozwój. Ta szansa to wejście w produkcję, bo trzeba wiedzieć, że przed 24 lutego 2022 r. Vents Group był tylko firmą handlową.

Wojna zmobilizowała nas do rozszerzenia działalności. Podobno tę decyzję podjęliście kolektywnie?

Konstruktorzy, inżynierowie, kadra menedżerska — zebraliśmy się razem i zaczęliśmy radzić, jak skutecznie działać w nowych warunkach. Przedstawiłem koncept, który chodził mi po głowie co najmniej od aneksji Krymu w 2014 r., a który jednak ciągle napotykał na opór naszych głównych udziałowców. Teraz podeszli oni do sprawy entuzjastycznie. Także moi najbliżsi współpracownicy poparli pomysł. Natychmiast przeszliśmy do działania. Zlikwidowaliśmy sale pokazowe, w których odbywały się szkolenia. Postawiliśmy tam linię do montażu i przeszkoliliśmy ludzi. Ściągnęliśmy również potrzebne oprzyrządowanie z Ukrainy. Już po kilku tygodniach gorączkowych przygotowań, dokładnie 13 czerwca, rozpoczęliśmy w Niepruszewie produkcję rodziny wentylatorów.

Nie zabraliście Ukraińcom źródła zarobkowania?

W żadnym wypadku. Produkty, którą powstają w Polsce, nie kanibalizują tych wytwarzanych w Ukrainie. Praca w Bojarce toczy się w normalnym tempie, a tiry z towarem trafiają stamtąd do Polski bezproblemowo i na czas. Zmienił się tylko stan liczebny: przed wybuchem wojny tamtejsza fabryka zatrudniała 3 tys. osób, teraz jest ich niespełna 2 tys., ale nie wynika to ze zwolnień, lecz z mobilizacji: część mężczyzn wcielono do armii.

Praca w cieniu wojny to koszmar… Bucza, Irpień i Kijów, czyli miasta szczególnie doświadczone na początku tej wojny, znajdują się niedaleko Bojarki. Na szczęście rosyjskie pociski nie dosięgły naszych zakładów. Zagrożenie jednak nie minęło. Dlatego pracownicy fabryki stworzyli grupę obronną liczącą prawie 400 osób. Wyposażyliśmy ją w hełmy, kamizelki kuloodporne, noktowizory i inny sprzęt. Ci ludzie pracują razem ze wszystkimi, ale również czuwają nad bezpieczeństwem załogi, infrastruktury, budynków. Obawiają się nie tyle ataków lotniczych, ile aktów dywersji.

Słyszeliśmy, że pracę w Bojarce co pewien czas przerywa dźwięk syren informujący o ostrzale rakietowym. Trudno nam sobie to wyobrazić, ale Ukraińcy przyzwyczaili się już do takich sytuacji i niełatwo ich przestraszyć. Jeśli coś paraliżuje działanie ukraińskich firm, to są to przerwy w dostawie energii, bo wojsko Putina bombarduje najważniejsze obiekty sieci energetycznych. Ale i na tę ewentualność zdołaliśmy się zabezpieczyć. Zaopatrzyliśmy nasze ukraińskie zakłady w potężne agregaty prądotwórcze.

Czy wasze wsparcie ma także wymiar humanitarny?

Naturalnie. W Ukrainie są problemy z zaopatrzeniem, staramy się więc zapewnić pracownikom z Bojarki posiłki. Organizujemy także zbiórki żywności, środków czystości i generatorów prądu dla tamtejszych mieszkańców. W Polsce natomiast załatwiliśmy dach nad głową dla kilkudziesięciu rodzin. Część uchodźców dostała pracę u nas, wielu innym pomogliśmy znaleźć zatrudnienie w znajomych firmach.

Szkoda, że z powodu wojny musiał pan zrezygnować z budowy drugiego obiektu w Niepruszewie.

To nie tak. Zaraz po wybuchu wojny zawiesiliśmy budowę, ale już półtora miesiąca później postanowiliśmy ją wznowić. Obiekt oddamy do użytku w lipcu. Mówimy o prawie 5 tys. metrów wysokiego składowania.

Wygląda na to, że mimo zawirowań geopolitycznych i rynkowych prezes Vents Group konsekwentnie realizuje swoje plany?

Nie wszystkie (śmiech). Mam już 66 lat i w ubiegłym roku chciałem przejść na emeryturę. Tymczasem wybuchła wojna. Przetrwanie pierwszych tygodni konfliktu i częściowe przestawienie się na produkcję wymagało reorganizacji całego przedsiębiorstwa, stworzenia nowych działów i awansowania wielu ludzi. Podobno na naukę nigdy nie jest za późno, ale musiałem w ekspresowym czasie opanować rzeczy, którymi nigdy wcześniej nie chciałem się zajmować. To doświadczenie rozwojowe, ale też męczące. Szef firmy jednak powinien stawić czoła takiej sytuacji — poddanie się w tak dramatycznym momencie byłoby jak porzucenie statku przez kapitana w czasie burzy.

Zmiany przeprowadziliście szybko, sprawnie i – co chyba najbardziej zadziwia – bez zatrudniania kolejnych fachowców. W tym roku też nie będziecie rekrutować?

Przeciwnie. Zwiększymy zatrudnienie z obecnych 90 do 120 osób. Plany rekrutacyjne, podobnie jak wznowienie wspomnianej inwestycji w Niepruszewie, świadczą o tym, że przełączyliśmy się z trybu przetrwania w tryb rozwoju.

Vents Group

Z myślą o inwestorach zagranicznych w 1995 r. Marek Łojewski, absolwent Politechniki Poznańskiej, założył firmę Vents Group. Firma z Niepruszewa pod Poznaniem należy do liderów polskiego rynku systemów wentylacyjnych. Na początku jej udziałowcami byli Brytyjczycy. Od niedawna jest ona częścią grupy Blauberg z siedzibą w Luksemburgu, która ma oddziały w Polsce, na Węgrzech, w Wielkiej Brytanii, Niemczech, USA, Australii i Chinach. W ofercie koncernu znajdują się: wentylatory domowe, centrale wentylacyjne, urządzenia wentylacji decentralnej, rekuperatory oraz inne akcesoria wymiany powietrza (razem 4 tys. pozycji) wyposażające miliony mieszkań i budynków użyteczności publicznej w 120 krajach świata.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane