Konkurencja nie śpi. Firma wprowadza innowację, buduje markę, opracowuje własną technologię — czym prędzej powinna ją zarejestrować.
Znana na początku lat 90. na rynku krakowskim informatyczna firma Cogito nie zarejestrowała swojej nazwy jako znaku towarowego. Po pewnym czasie jeden z jej pracowników odszedł i założył swoją firmę pod nazwą Przedsiębiorstwo Informatyczne Cogito.
Gdy tylko taki właśnie znak zarejestrował w Urzędzie Patentowym, pozwał byłego pracodawcę o naruszenie znaku towarowego i zażądał zaprzestania przez pierwotne Cogito używania tej nazwy. W pierwszej instancji sprawę nawet wygrał. Dopiero Sąd Najwyższy przyznał pierwotnemu Cogito rację, stwierdzając, że nawet jeśli rejestracja została dokonana, sąd rozpoznający sprawę powinien również wziąć pod uwagę jej kulisy i pobudki.
Najpewniej nie wszyscy będą mieli tyle szczęścia, co zaatakowany fortelem przedsiębiorca. Dlatego warto wiedzieć, jak skutecznie i bezpiecznie dbać o ochronę własności intelektualnej oraz przemysłowej firmy.
Pamiętaj o ochronie praw
Jeżeli firma wprowadzi już innowację, nowoczesną technologię, unikatową recepturę lub znak towarowy, istnieją dwie drogi ich ochrony. Po pierwsze, system patentowy, który najlepiej chroni wynalazki przed kradzieżą. W większości przypadków ochrona trwa 20 lat od daty zgłoszenia. Po drugie, zabezpieczenia w samym zakładzie — czyli pełna identyfikacja i zawężenie listy osób mających dostęp do nowoczesnego procesu technologicznego.
— Niektórych rzeczy zwyczajowo nie obejmuje się patentem, a jedynie skrupulatnie chroni przed konkurencją. Tak było w przypadku jednego z amerykańskich producentów bieli tytanowej, barwnika używanego do produkcji popularnych niegdyś koszul z nylonu, który znalazł sposób, aby zabezpieczyć materiał przed postępującą z czasem zmianą odcienia na żółty. Wydział produkujący specjalny rozpuszczalnik zabezpieczający barwnik przed żółknięciem był obiektem ściśle chronionym i do jego wnętrza mogły się dostać jedynie osoby uprawnione po przejściu kilku kontroli dokumentów — opowiada dr Janusz Fiołka, rzecznik patentowy z Krakowa.
Ile kosztuje patent?
Znany dowcip wyjaśnia—przynajmniej teoretycznie—dlaczego Steve Wozniak z Apple Computers, który wraz z kolegą złożył w garażu swój pierwszy komputer, nie mógłby tego zrobić w naszym kraju. Bo w Polsce przeciętny naukowiec nie ma garażu. Żarty żartami, ale pomijając nakłady na innowacje i wynalazczość, sama ochrona własności intelektualnej czy przemysłowej kosztuje.
— Koszt uzyskania patentu w Polsce to kwota od 2 do 10 tysięcy zł — wliczając w to pomoc rzecznika patentowego, który odpowiednio sformułuje wniosek, doprecyzuje oczekiwany zakres ochrony itp. — informuje Marek Łazewski z polskiej grupy międzynarodowego stowarzyszenia Licensing Executives Society, zrzeszającego m.in. przedsiębiorców, analityków finansowych i rzeczników patentowych, słowem, wszystkich zainteresowanych transferem technologii oraz ochroną własności intelektualnej.
— W systemie patentowym funkcjonuje zasada: kto pierwszy, ten lepszy. Dlatego, mimo że procedura związana z udzieleniem patentu trwa zwykle w Polsce 3-5 lat, już w momencie samego zgłoszenia wynalazku w Urzędzie Patentowym wynalazca zyskuje prawo wyłącznego z niego korzystania, a także zakazywania innym korzystania z danego pomysłu. Jednakże z roszczeniami na drogę sądową uprawniony może wystąpić dopiero po uzyskaniu patentu — wyjaśnia dr Janusz Fiołka.
— Oczywiście sama rejestracja w polskim urzędzie patentowym nie wystarczy. Patent powinniśmy zgłosić i w innych krajach. Przede wszystkim tam, gdzie dla naszego wynalazku przewidujemy rynki zbytu — dodaje Marek Łazewski z Licensing Executives Society.
Koszt rejestracji w urzędzie patentowym Stanów Zjednoczonych to 10-15 tys. USD. Europejski urząd patentowy (oprócz UE również Turcja, Norwegia, Szwajcaria, Rumunia itd.) przeprowadzi tę procedurę za blisko 35 tys. EUR.
— Wspomniane koszty są rozłożone na cały proces rejestracji — informuje Marek Łazewski. I zapewnia, że na samą rejestrację znaku towarowego trzeba wydać zdecydowanie mniej.
Skąd wziąć pieniądze?
Nakłady na wdrożenie innowacji zwykle przekraczają możliwości przeciętnego wynalazcy. Można oczywiście udzielić licencji lub wnieść nową technologię jako aport do wspólnego przedsięwzięcia, jeżeli uda się znaleźć partnerów. Można starać się o pomoc z funduszy Unii Europejskiej. Można ją też znaleźć we wspomnianym stowarzyszeniu Licensing Executives Society (www.les.org.pl).
— Są u nas firmy konsultingowe, które poszukają inwestora. Są też fundusze kapitałowe, które po analizie ryzyka i możliwości prawdopodobnego przychodu mogą zdecydować się na współpracę z wynalazcą. Ale rynek innowacji u nas dopiero raczkuje. Poza tym ciągle jeszcze żywe jest przeświadczenie, że fortunę da się zrobić już na pierwszym wynalazku, a tak różowo niestety nie jest — ostrzega Marek Łazewski.
— Na pocieszenie można dodać, że wynalazcy mają kłopoty wszędzie, nie tylko w Polsce. Jak stwierdził to Kiyohide Okamoto, prezydent japońskiej grupy LES, na spotkaniu w Instytucie Prawa Własności Intelektualnej UJ nawet w Japonii pojedynczy wynalazca może mieć problemy z komercjalizacją swojej innowacji. Kazuma Tateisi, twórca firmy Omron, czołowego dziś koncernu elektronicznego, na początku swojej kariery o mało nie zbankrutował, próbując rozwinąć na skalę przemysłową produkcję będących jego pomysłem pras do spodni. Swoje początkowe niepowodzenia skomentował stwierdzeniem: „Przeżyłem tragedię wynalazcy; komercjalizacja innowacji została podjęta zbyt wcześnie”. Początkowe niepowodzenia nie zniechęciły go jednak i obecnie firma Omron zatrudnia w świecie ponad 25 tys. pracowników, sprzedaje wysokiej klasy urządzenia elektroniczne automatyki przemysłowej i co roku zgłasza do ochrony za granicą około 100 wynalazków — optymistycznie kończy dr Janusz Fiołka.