Brudy w szafie prezesa Electusa

Dawid Tokarz
13-07-2009, 00:00

Sądy dwóch instancji nie miały wątpliwości i skazały Marka Falentę. On zapewnia, że jest niewinny i chce kasacji.

Marek Falenta ma wyrok za pomoc w oszustwie i wyłudzeniu kredytu

Sądy dwóch instancji nie miały wątpliwości i skazały Marka Falentę. On zapewnia, że jest niewinny i chce kasacji.

Marek Falenta to prezes Electusa, największy akcjonariusz IDM SA i znaczący akcjonariusz Hawe. Jeszcze w 2008 r. "Wprost" umieścił go na 87. miejscu w rankingu najbogatszych Polaków, z majątkiem szacowanym na 340 mln zł. I choć sporą jego część zjadła giełdowa bessa, to wciąż informacje dotyczące decyzji młodego dolnośląskiego biznesmena potrafią mocno rozgrzać emocje giełdowych inwestorów. Jak choćby ta sprzed miesiąca, że Marek Falenta złożył Zygmuntowi Solorz-Żakowi ofertę przejęcia Hawe.

"PB" udało się dowiedzieć, że ten sam Marek Falenta w 2000 r. pomagał w oszustwie i wyłudzeniu kredytu wartego… 20 tys. zł. Miał za to dostać 10 proc. prowizji, czyli 2 tys. zł, a ostatecznie zainkasował jeszcze mniej, bo 1600 zł. Tak wynika z ustaleń legnickich sądów: rejonowego i okręgowego, które kolejno w październiku 2008 r. i w lutym 2009 r. (już prawomocnie) uznały go za winnego przestępstwa pomocnictwa w oszustwie i wyłudzeniu kredytu.

Wyrok za 1600 zł

Wyrok dotyczy wydarzeń sprzed dziewięciu lat, kiedy to Marek Falenta dopiero przymierzał się do założenia Electusa. Według ustaleń sądów, w czerwcu 2000 r. do Falenty z prośbą o pomoc w udzieleniu kredytu zgłosił się Bogusław Z., przyznając przy tym, że ma trudną sytuację finansową. Obecny największy akcjonariusz IDM SA miał zgodzić się załatwić sprawę za 10 proc. wartości kredytu, czyli 2 tys. zł. Kredytobiorcą miała być matka Bogusława Z., Genowefa.

To ona, choć tak jak syn była bezrobotna, złożyła w legnickim oddziale Banku Pekao wniosek o kredyt, załączając do niego sfałszowane zaświadczenie o zatrudnieniu i zarobkach. Kiedy okazało się, że wykazane w nim dochody są dla banku za niskie, Marek Falenta miał zalecić Bogusławowi Z., by wymienił je na takie z wyższymi zarobkami.

Rodzina Z. tak zrobiła, w efekcie czego 30 czerwca 2000 r. Genowefa Z. podpisała umowę kredytową i bank przekazał jej 20 tys. zł. Do Marka Falenty miała trafić prowizja, z tym że Bogusław Z. obecnemu akcjonariuszowi Hawe dał tylko 1600 zł z obietnicą, że brakujące 400 zł dostarczy później. Kiedy kredyt nie został spłacony, sprawą zajęła się prokuratura, a po niej sądy: rejonowy i okręgowy. Ten ostatni już prawomocnie skazał prezesa Electusa na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata.

Liczy na Sąd Najwyższy

Co na to Marek Falenta? Zaprzecza oskarżeniom i zapewnia, że jest niewinny. To dlatego kilka dni temu wysłał do prokuratora generalnego wniosek o wniesienie do Sądu Najwyższego kasacji od wyroku.

— W 2000 r. pracowałem w firmie obrotu nieruchomościami, gdzie zajmowałem się też pośredniczeniem w uzyskiwaniu kredytów. Jeden z nich, jak się później okazało, nie został spłacony i stąd moje kłopoty — twierdzi prezes Electusa.

Mówi, że w ogóle nie znał Genowefy Z. ani się z nią nie kontaktował.

— Według sądu miałem jej pomóc, a sama przyznała, że nigdy nawet nie słyszała mojego nazwiska. W ogóle nie uczestniczyłem w przygotowywaniu i składaniu dokumentacji kredytowej tej pani. A mimo to sąd uznał, że miałem świadomość, że ona już w momencie uzyskiwania kredytu zakładała, że go nie zwróci — mówi Marek Falenta.

Jego zdaniem, sąd pominął też zeznania Bogusława Z., w których ten przyznał, że Falenta, informując go o konieczności dostarczenia innych zaświadczeń, o zatrudnieniu z wyższymi zarobkami, doradzał mu znalezienie żyrantów.

Szef Electusa zapewnia, że nie wiedział, iż przedstawiane przez rodzinę Z. zaświadczenia są fałszywe. Twierdzi też, że nie zainkasował 1600 zł, o których jest mowa w orzeczeniach sądów obu instancji.

— Akt oskarżenia i późniejsze wyroki opierają się na twierdzeniach Bogusława Z., który zeznania złożył tylko w prokuraturze, a przed sądami już nie. Co więcej, nie powiedział, że taka sytuacja miała miejsce, ale że "mogła mieć miejsce" — mówi Marek Falenta.

340

mln zł

Na tyle wycenił majątek Marka Falenty "Wprost" w 2008 r.

20

tys. zł

Tyle był wart kredyt, w którego wyłudzeniu miał pomóc Marek Falenta...

1600

...a tyle obecny szef Electusa miał zainkasować za tę pomoc.

W 2008 r. "Wprost" umieścił Marka Falentę z majątkiem 340 mln zł na 87. miejscu w rankingu najbogatszych Polaków.

34-letni szef Electusa karierę w biznesie zaczął w 2000 r., zakładając w rodzinnym Lubinie Agencję Obrotu Wierzytelnościami "Electus". Po kilku latach przekształcił ją w spółkę akcyjną, która zajęła się skupowaniem długów szpitali, ich restrukturyzacją i odzyskiwaniem. W 2006 r. większościowy pakiet, a rok później wszystkie akcje Electusa przejął DM IDM SA. Po tej transakcji Marek Falenta stał się największym akcjonariuszem giełdowej spółki i nawet dziś, mimo mocnej przeceny, jego pakiet akcji IDM SA (blisko 10 proc.) wart jest ponad 30 mln zł. A kolejne prawie 25 mln zł Falenta ma w akcjach (13,5 proc.) spółki telekomunikacyjnej Hawe, budującej ogólnopolską sieć światłowodową.

Poza rynkiem publicznym ma 34 proc. udziałów w spółce ZNTK Nieruchomości, której majątek to działka o powierzchni ponad 20 ha w centrum Poznania. Jest też większościowym udziałowcem producenta stacji transformatorowych NT Polska i posiadaczem połowy udziałów Zakładów Wyrobów Gumowych Iwiny (spółki produkują głównie na potrzeby górnictwa).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Brudy w szafie prezesa Electusa