Buble prawne wykryte, będziemy z nimi walczyć

Jarosław Królak
opublikowano: 28-10-2009, 00:00

Czytelnicy wskazali kilkadziesiąt kuriozów. Zwycięzcy zainkasowali 20 tys. zł.

Finał konkursu "Pulsu Biznesu" i Konfederacji Pracodawców Polskich

Czytelnicy wskazali kilkadziesiąt kuriozów. Zwycięzcy zainkasowali 20 tys. zł.

Zakończył się trwający dwa miesiące konkurs "Pulsu Biznesu" i Konfederacji Pracodawców Polskich (KPP) na najbardziej kuriozalny pomysł rządu na walkę z kryzysem gospodarczym. Czytelnicy "PB" nadesłali nam kilkadziesiąt przykładów bzdurnych rozwiązań, spośród których kapituła konkursu wybrała 3 najjaskrawsze kurioza. Zwycięzcą został Andrzej Juszczyński (lat 31), zatrudniony w Telekomunikacji Polskiej. Czek na główną nagrodę wysokości 10 tys. odebrał za wskazanie przeforsowanej przez rząd kuriozalnej regulacji w… pakiecie antykryzysowym.

— Zajmuję się kontrolingiem finansowym i stąd moje zainteresowanie wyszukiwaniem źródeł finansowania przedsiębiorstw. Gdy dowiedziałem się o tym konkursie, postanowiłem zgłosić regulację dotyczącą warunków uzyskiwania przez firmy dofinansowania szkoleń. Absurd polega na tym, że aby otrzymać takie wsparcie, oprócz wykazania swojej trudnej sytuacji finansowej firma musi samodzielnie wyłożyć pieniądze na szkolenia swoich pracowników i czekać na dofinansowanie nawet rok. A przecież to wsparcie miało z założenia wyciągać firmy z kryzysowych sytuacji — mówi Andrzej Juszczyński.

Drugie miejsce w konkursie zajął Piotr Michalik, 26-letni inżynier logistyk ze Szczecina, który zainkasował nagrodę wysokości 5 tys. zł.

— Od kilku lat interesuję się sprawami gospodarczymi i finansami. Od 3,5 roku gram na giełdzie. Gdy dowiedziałem się o konkursie, nie miałem wątpliwości, że warto wziąć w nim udział, tym bardziej że w Polsce nie brakuje absurdalnych przepisów i kuriozalnych pomysłów gospodarczych — mówi Piotr Michalik.

Do konkursu zgłosił rządowy pomysł na oszczędności — automatyczną redukcję o 10 proc. zatrudnienia w administracji publicznej, niezależnie od występującej w danej instytucji sytuacji finansowej, kadrowej i jakości wykonywanej tam pracy.

Wszystko wskazuje na to, że rząd chyba zdał sobie sprawę z niefortunności tego pomysłu, gdyż od pewnego czasu zrobiło się o nim cicho.

Trzecie miejsce zajął Mariusz Makowski (nagroda wysokości 5 tys. zł), który nie mógł, niestety, stawić się na uroczystym wręczeniu nagród. Do konkursu zgłosił pomysł resortu finansów, aby to policja kontrolowała używanie samochodów firmowych w celach prywatnych. Kontrole te miałyby zwiększyć wpływy budżetowe z opodatkowania wykorzystywania aut firmowych do użytku prywatnego. Od pewnego czasu resort już nie wspomina o tym kuriozalnym pomyśle. I bardzo dobrze.

Koniec tego konkursu nie kończy naszej akcji. Wspólnie z ekspertami KPP zaproponujemy rządowi naprawę "zwycięskiego" absurdu.

Zwycięzcy konkursu

PIERWSZA NAGRODA

10 tys. zł

Andrzej JuszczyŃski

Odkrył, że pracodawca, który chce w ramach pakietu antykryzysowego skorzystać z dofinansowania na szkolenia, musi udowodnić, że jest w trudnej sytuacji, a potem sam za szkolenia zapłacić. Zwrot pieniędzy dostanie nawet po roku.

Ustawa antykryzysowa miała pomagać przedsiębiorcom w trudnej sytuacji finansowej. Okazuje się, że nie zawsze tak jest. Chcąc skorzystać z dofinansowania na szkolenia pracowników, przedsiębiorca musi wykazać, że jest w trudnej sytuacji finansowej i pokazać, że spadek jego obrotów jest większy niż 25 proc. Musi też przedstawić plan naprawczy i udowodnić, że nie zalega z podatkami i składkami ZUS. O dofinansowanie może starać się dopiero wówczas, gdy przebrnie przez tę biurokrację.

Okazuje się jednak, że nim je dostanie, sam musi wyłożyć pieniądze na szkolenia. Rekompensatę może dostać nawet po roku. Wynika to z par. 7 rozporządzenia w sprawie szczegółowych warunków dofinansowania ze środków Funduszu Pracy kosztów szkoleń i studiów podyplomowych oraz szczegółowych warunków finansowania stypendiów i składek na ubezpieczenia społeczne.

Przedsiębiorca musi zatem z jednej strony wykazać, że jest w trudnej sytuacji, a z drugiej — znaleźć pieniądze na szkolenie, które z założenia ma wyciągnąć go z tej trudnej sytuacji. Takie rozwiązania wręcz zachęcają do kombinowania i oszuki-wania.

DRUGA NAGRODA

5 tys. zł

Piotr Michalik

Udowodnił, jak kuriozalny jest pomysł ścięcia zatrudnienia w administracji o 10 proc., bez względu na to, jak działa dany urząd.

Jednym z absurdów, jakie funduje nam obecna ekipa rządząca, jest odgórne wprowadzenie nakazu redukcji etatów o 10 proc. w administracji, ZUS, KRUS, NFZ, agencjach rządowych i innych funduszach celowych. Powód: oszczędności. O ile w zakładach pracy, w których liczba etatów nie jest proporcjonalna do wykonywanych obowiązków (innymi słowy: pracownicy przez większość czasu pracy nie mają nic do roboty), to uzasadnione, o tyle w agencjach, w których pracowników czasami brakuje, spowoduje to problemy np. z terminowością.

Przykładem urzędu, któremu redukcja przysporzy wielu problemów, jest Urząd Wojewódzki w Szczecinie. Już brakuje tam pracowników. Co może zrobić urząd, widząc, że nie poradzi sobie z natłokiem pracy? W kuluarach mówi się o przekazaniu części obowiązków Urzędowi Marszałkowskiemu, bo plan cięć nie dotyczy samorządów. Absurd polega na tym, że rząd, chcąc zmniejszyć wydatki, tylko je zwiększy, bo Urząd Marszałkowski będzie musiał zatrudnić dodatkowych pracowników, a wynagrodzenia są w nim o kilkadziesiąt procent wyższe niż w Urzędzie Wojewódzkim. Tym sposobem zamiast ograniczenia wydatków mamy ich wzrost.

TRZECIA NAGRODA

5 tys. zł

Mariusz Makowski

Do konkursu kuriozów zgłosił proponowane zasady opodatkowania aut służbowych używanych do celów prywatnych. W kontrolę miała być zaangażowana policja.

Wiele emocji wywołał pomysł Ministerstwa Finansów, by opodatkować wykorzystywanie przez pracowników aut służbowych do celów prywatnych. Pracownik miałby doliczone do miesięcznego przychodu 0,5 proc. wartości samochodu. Teraz takie dodatkowe świadczenie też jest opodatkowane, ale jest kłopot z jego wyceną. Ponadto urzędnicy skarbowi mają małe możliwości, aby udowodnić, że pracownik jeździ prywatnie. Czasem za dowód robi faktura za paliwo z dnia wolnego od pracy. Czasem urzędnicy w piątek po południu liczą samochody na parkingu firmowym, ale szanse mają małe. Ministerstwo wymyśliło więc, że urzędnikom pomogą w tym... policjanci. Mieli informować urzędy skarbowe o zatrzymaniu służbowych aut używanych do celów prywatnych. Pomysłodawcy nie wyjaśnili, na podstawie jakich okoliczności policjant miałby stwierdzić, że kierowca jedzie w celach prywatnych. Czy każda jazda w weekend lub w nocy skutkowałaby donosem do urzędu skarbowego? Może dwa rowery na dachu, dzieci w fotelikach na tylnym siedzeniu i żona na siedzeniu pasażera byłyby taką przesłanką? A może po prostu policja informowałaby urząd skarbowy o każdym zatrzymaniu auta służbowego? Urząd następnie wzywałby pracodawcę do złożenia wyjaśnień, a firma posiadająca dużą flotę aut zatrudniłaby dodatkowego pracownika do odpowiadania na wezwania urzędu.

Jarosław

Królak

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu