Budimex wysyła niepokojące sygnały

Mateusz Wojtala
opublikowano: 11-04-2019, 22:00

Choć najgorsze miało już minąć, to wstępne wyniki wystraszyły rynek. Konkurenci budowlanej spółki mogą wypaść jeszcze gorzej

Ze względu na znaczącą zmianę wyniku finansowego zarząd Budimeksu zdecydował się na publikację wstępnych danych dotyczących zysku netto za I kw. 2019 r. — wyniósł on 29 mln zł, czyli o 54 proc. mniej niż w I kw. roku poprzedniego. Przyczynił się do tego głównie segment budowlany, który w okresie od stycznia do marca był tylko 6 mln zł nad kreską, czyli o 33 mln zł mniej rok do roku, co oznacza spadek o 85 proc.

— Z moich obliczeń wynika, że marża brutto spadła rok do roku o połowę, więc trend spadkowy z poprzednich kwartałów jest kontynuowany. W obecnej sytuacji nadwyżka przychodów spółki ponad koszty stałe jest już naprawdę niewielka. Z jednej strony było to spodziewane, a dotychczasowy wzrost notowań bardziej dyskontował poprawę dopiero w drugim półroczu, ale rynek odebrał to negatywnie — tłumaczy Tomasz Duda, dyrektordepartamentu analiz w Erste Group.

Inwestorzy mogli spodziewać się pogorszenia wyników, ale nie aż takiego. Rok 2019 z założenia miał być trudny dla branży, jednak na wieść o wstępnych wynikach podczas czwartkowej sesji kurs akcji Budimexu osunął się o 4,4 proc. do poziomu 143,4 zł. Mimo spadku notowań wciąż są znacząco wyżej niż na początku marca, kiedy za akcję płacono 117 zł.

Stary dobry wróg

Spółka poinformowała w komunikacie, że pogorszenie wyniku netto jest efektem spadku rentowności w segmencie budowlanym. Jako winowajcę wskazuje wzrost cen materiałów budowlanych oraz usług podwykonawczych.

— Sytuacja wciąż jest trudna. Nie widzimy żadnego przełomu w cenach materiałów czy dostępności podwykonawców. Oczekiwana poprawa marż od drugiego półrocza wiąże się raczej z wyczekiwaniem na duże bardziej rentowne kontrakty podpisywane powyżej budżetu zamawiającego, jak np. rozbudowa portu w Gdyni — mówi Tomasz Duda.

Wzrost kosztów pracy i materiałów znacząco wyhamował w porównaniu z minionymi kwartałami i stał się bardziej przewidywalny, ale wciąż mocno odbija się na rentowności działalności budowlanej. Zdaniem części analityków moment kulminacyjny spadku marż powinien nadejść dopiero w połowie roku, kiedy zaczną się kończyć kontrakty zawarte jeszcze w 2016 r.

— Sytuacja Budimeksu dobrze obrazuje obecny stan rynku. Mimo że ceny materiałów już nie galopują, to problem z dostępnością siły roboczej i podwykonawców wciąż ciąży spółkom. Już w 2018 r. rezultaty branży były słabe, a pytanie, moim zdaniem, nie brzmi, czy Budimex i branża będą poprawiać wyniki finansowe, ale czy nie pojawią się problemy z płynnością. Część podmiotów może sobie nie poradzić. Przetrwają najsilniejsi i to oni będą dopiero później poprawiać wyniki. Koniunktura zwalnia, wzrost cen i pensji również, więc kontrakty powinny być bardziej rentowne. Kluczowa będzie kwestia zapewnienia dostępu do finansowania, bo niektóre spółki, jak np. Trakcja, mają tę kwestię nieuporządkowaną — uważa Krzysztof Pado, dyrektor działu analiz w Domu Maklerskim BDM.

Bardzo dobre pytanie

Generalnie wyniki wszystkich spółek budowlanych w IV kw. 2018 r. kontynuowały spadki, a zarządy zapowiadały, że pierwsza połowa tego roku nie będzie pod tym względem lepsza. Na tle problemów, z jakimi borykała się branża, Budimex wypadł całkiem nieźle. Pojawia się zatem pytanie, czy erozja wyników spółki w I kw. nie jest zwiastunem dalszego pogorszenia się kondycji także innych podmiotów z branży.

— To bardzo dobre pytanie, bo już rok temu spółki budowlane notowały fatalne rezultaty. Choć nie wszystkie opublikowały wyniki za 2018 r., to przykładem może być Erbud, Trakcja czy Elektrobudowa. Jednak ze względu na funkcjonowanie w innych segmentach rynku każda spółka może mieć dołek koniunktury w zupełnie innym momencie — uważa Maciej Wewiórski, analityk w Domu Maklerskim BOŚ.

Potencjalne problemy płynnościowe, sugerowane przez Krzysztofa Pado, raczej nie powinny dotyczyć Budimeksu.

Spadek poziomu gotówki w spółce zawarty w sprawozdaniu finansowym za 2018 r. może być niepokojący, ale zdaniem analityków jest on pod kontrolą. W czwartek zarząd zarekomendował wypłacenie dywidendy w wysokości około 50 proc. zysku netto, co przełoży się na 6,30 zł na akcję. Jest to znacząco mniej niż rok wcześniej — wtedy akcjonariusze dostalił 17,61 zł. Niższą dywidendę zarząd tłumaczy trudną sytuacją na rynku oraz planowanymi inwestycjami. W innych spółkach sytuacja może nie być tak komfortowa. Przykładem może być Trakcja, która desperacko próbuje refinansować zadłużenie, ratując sie emisją nowych akcji.

— Sytuacja w branży powinna zacząć się poprawiać w drugiej połowie roku. Nowe kontrakty z indeksacją, przewidywalny wzrost kosztów czy nawet spadek cen niektórych materiałów, spowodowany pogarszającą się koniunkturą gospodarczą i szczytem robót infrastrukturalnych w latach 2020-21 powinny korzystnie wpłynąć na jej kondycję. Ulgi nie spodziewam się jednak w kosztach pracy — dodaje Maciej Wewiórski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz Wojtala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu