Budowlańcy tworzą front przeciw GDDKiA

opublikowano: 30-11-2012, 00:00

Drogowa dyrekcja zjednoczyła firmy, które na co dzień ze sobą konkurują. Poszło o zasady budowy polskich dróg

Skarga irlandzkich firm budowlanych do Komisji Europejskiej, które mają zastrzeżenia do prowadzenia inwestycji przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA), zmotywowała rodzime branżowe organizacje do utworzenia sojuszu. Wspólnie z budowlanymi organizacjami z Unii Europejskiej liczą, że Bruksela pomoże im rozwiązać konflikt z największym zleceniodawcą publicznym w kraju, który w ostatnich latach przeznaczał na inwestycje co najmniej po 20 mld zł rocznie.

Branżowe uzbrajanie

— Na niedawnym spotkaniu z przedstawicielami unijnych organizacji branżowych ustaliliśmy, że do końca roku opracujemy listę szkodliwych dla wykonawców zapisów w umowach oraz projektów, podczas których wystąpiły patologiczne relacje między wykonawcą a zamawiającym — mówi Marek Michałowski, szef rady nadzorczej Budimeksu oraz prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Uzbrojone w taki oręż krajowe firmy spotkają się w Warszawie w lutym przyszłego roku z unijnymi przedstawicielami organizacji branżowych. Razem podejmą decyzję o interwencji w Brukseli. „Brak dialogu strony publicznej z przedsiębiorstwami sprawił, że nie istnieje możliwość wspólnej naprawy źle funkcjonującego systemu. Dotyczy to zarówno bieżących problemów występujących przy realizacji kontraktów drogowych (…), jak również postulowanych przez środowisko koniecznych zmian do prawa oraz stosowanych praktyk. (..) Próba zmiany patologicznej sytuacji w sektorze infrastruktury za pośrednictwem Komisji Europejskiej to jedyna droga, by uprawdopodobnić sukces. Inaczej strony rządowej nie zmusi się do refleksji” — czytamy w piśmie Związku Pracodawców Branży Usług Inżynierskich.

Miażdżąca krytyka

Szefowie branżowych organizacji z Unii są zaniepokojeni sytuacją na polskich budowach. — Nigdy nie spotkaliśmy się z tak ogromną krytyką praktyk stosowanych w zamówieniach publicznych oraz władz decydujących o przyznaniu kontraktów ze strony tak wielu wykonawców reprezentujących tak różne przedsiębiorstwa i kraje — tak spotkanie z działającymi na polskim rynku przedsiębiorcami drogowymi komentuje Ulrich Paetzold, dyrektor generalny Europejskiej Federacji Przemysłu Budowlanego (FIEC). Frank Kehlenbach, szef European International Contractors, unijnej organizacji zrzeszającej pracodawców budowlanych, podkreśla, że budujące polskie drogi koncerny mają wieloletnie doświadczenie w realizacji inwestycji w wielu krajach.

— Jednak to doświadczenie w Polsce się nie przydaje ze względu na niechęć inwestorów publicznych w Polsce do wykonania swoich obowiązków — komentuje Frank Kehlenbach. Działające w Polsce firmy zarzucają dyrekcji, że w umowach dba tylko o własne prawa, a obowiązki i ryzyko przerzuca na wykonawców. Skarżą się na błędy w dokumentacji oraz nieterminowe przekazywanie placów budowy, co często przyczynia się do opóźnień, za które karani są wykonawcy. Chcą też, by GDDKiA uwzględniła ich roszczenia, m.in. związane ze wzrostem cen materiałów, szacowane na ponad 2 mld EUR. Zarówno przedstawiciele polskich, jak i europejskich organizacji twierdzą, że dyskryminowanie firm przez dyrekcję może spowodować utratę części unijnych funduszy. „Istnieje niebezpieczeństwo, że brak efektywności wykorzystania funduszy europejskich może doprowadzić do zrewidowania przez Komisję Europejską polityki finansowania i kredytowania, która już dostarczyła Polsce 68 mld EUR” — czytamy w komunikacie unijnych organizacji.

Obrona dyrekcji

Tymczasem GDDKiA twierdzi, że wina leży po stronie wykonawców, którzy niedbale budują polskie drogi.

— Większość kosztownych dla branży barier wynika z błędów zarządczych i być może zbyt pobieżnej kontroli jakości. Błędy, wyłapywane m.in. przez laboratoria inwestora, czyli w tym przypadku GDDKiA, w konsekwencji muszą być naprawiane przez wykonawców jeszcze przed odbiorem, co kosztuje ich setki milionów złotych — uważa Lech Witecki, szef GDDKiA.

Jego zdaniem, najbardziej niepokojące jest to, że podczas spotkań branża budowlana nie zauważa tych problemów, lecz koncentruje się na rozwiązaniach mających na celu ograniczenie zasad wolnego rynku.

— Optymalizacja kosztów zarządczych, rzetelny dobór partnerów konsorcjum, skuteczna kontrola jakości przez wykonawcę — takie działania poprawiłyby kondycję branży. Na wielu kontraktach wykonawcy mają różne pomysły na zmianę zasad w trakcie gry, co może narazić polskiego podatnika nie tylko na stratę refundacji unijnych, ale także roszczenia firm, które rzetelnie przygotowały swoją ofertę i wyceniły poszczególne pozycje bez „cwaniakowania”, że uda im się pozmieniać parametry w trakcie realizacji — podkreśla Lech Witecki.

Zapewnia, że dyrekcja jest otwarta na dialog, zwłaszcza dotyczący kontrahentów. — Chcemy wiedzieć np., dlaczego wykonawcy tak bardzo bronią się przed wprowadzeniem do umów zapisów zaproponowanych przez GDDKiA, a chroniących interesy podwykonawców — mówi Lech Witecki.

Konferencja

Jeśli chcesz dowiedzieć się, jak opracować umowę zgodnie z prawem zamówień publicznych oraz zasadami FIDIC, jak podzielić ryzyko między inwestora i wykonawcę i jak skutecznie dochodzić roszczeń – przyjdź na organizowaną przez „PB” konferencję zatytułowaną „Umowy oparte o WK FIDIC w Projektach Infrastrukturalnych”. Odbędzie się ona 11-12 grudnia w Warszawie. Szczegółowe informacje na stronie konferencje.pb.pl

Konflikty między GDDKiA a firmami budowlanymi

Irlandczycy w Brukseli

Konflikt między dyrekcją oraz firmą SRB dotyczy odcinka A1 na południe od Torunia. Irlandczycy złożyli skargę z Brukseli, bo uważają, że polska instytucja niepokornych wykonawców dyskryminuje, a spolegliwych faworyzuje. GDDKiA nie ma sobie nic do zarzucenia, twierdząc, że Irlandczycy nie chcieli budować drogi bez sowitej dopłaty do nierentownego kontraktu.

(Nie)bezpieczny most

Pierwszy głośny konflikt wybuchł między GDDKiA i Alpine Bau. Austriacy nie chcieli budować odcinka A1 do granicy w Gorzyczkach, bo mieli wątpliwości dotyczące przekazanego im przez dyrekcję projektu mostu. Ich eksperci uważali, że po zbudowaniu konstrukcja może się zawalić. GDDKiA twierdziła, że Austriacy szukają wymówki, bo nie są w stanie wykonać nierentownego kontraktu. W efekcie umowa została zerwana i obie strony spierają się, kto faktycznie ją wypowiedział. Od tego zależy, kto komu wypłaci odszkodowanie. Gra toczy się o 1 mld zł.

Zawiedzione nadzieje

GDDKiA wierzyła, że Dolnośląskie Surowce Skalne (w upadłości układowej), przejmując kontrakt na A2 między Łodzią a Warszawą, dokończą budowę trasy przed EURO 2012. Spółka nie poradziła sobie z kontraktem. Jej syndyk zerwał kontrakt z dyrekcją. DDS żądały od zleceniodawcy ponad 200 mln zł zaangażowanych w budowę. GDDKiA natomiast zgłosiła roszczenie podobnej wielkości.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu