Roman Nowicki: Budownictwo jest dogłębnie przesiąknięte korupcją
RYNKOWA PATOLOGIA: Praktycznie żadnej sprawy związanej z budownictwem już nie można załatwić bez potężnych łapówek — twierdzi Roman Nowicki. fot. Małgorzata Pstrągowska
Jak wynika z moich obserwacji — niedawne opinie Banku Światowego o tym, że Polska należy do grupy krajów najbardziej skorumpowanych, nie wywołały w społeczeństwie specjalnych emocji. Mam wrażenie, że od dawna wszyscy dobrze wiedzą, iż siedzimy w tym bagnie po uszy. Na dodatek ogarnia nas powszechne zwątpienie, że można coś zmienić. Nieliczni bojownicy o naprawę Rzeczypospolitej padają jak muchy albo rezygnują z walki, widząc brak zrozumienia i pożądanych efektów.
GŁÓWNYM źródłem deprawacji zarówno życia publicznego, jak i działalności gospodarczej jest — w moim głębokim przekonaniu — klasa polityczna, która codziennie wysyła społeczeństwu sygnały, iż nie obowiązują jej żadne reguły gry, a takie wartości, jak prawda, uczciwość, przestrzeganie prawa — po prostu nie istnieją. Można bezkarnie uruchomić lawinę wszelkich pomówień, bezprawnie zniszczyć oraz równie bezprawnie dać szanse zbicia nielegalnych fortun. Można unicestwić przeciwników politycznych za pomocą kłamstw oraz szantażu i dalej sprawować urzędy, coraz mniej licząc się z opinią publiczną.
JEŻELI tak postępuje wielu polityków z najwyższej półki, to dlaczego mają zachowywać się akurat inaczej urzędnicy, władze spółdzielni mieszkaniowych, radni itp.? Sytuacja jest więcej niż alarmująca. Praktycznie żadnej sprawy związanej z budownictwem (tereny budowlane, pozwolenia na budowę, przyspieszenia decyzji, przetargi, pieniackie protesty) już nie można załatwić bez potężnych łapówek. Istnieją wręcz stałe cenniki. Wszyscy o tym wiedzą i powoli się do tego przyzwyczajają. Kto nie przestrzega mafijnych reguł — bankrutuje albo wycofuje kapitały z polskiego rynku i inwestuje gdzie indziej.
W BUDOWNICTWIE mieszkaniowym obserwujemy od roku 1995 sytuację pozornie zadziwiającą: z jednej strony następuje wyraźny wzrost dochodów gospodarstw domowych i spadek inflacji, a z drugiej — szybszy od wzrostu płac, stały wzrost cen mieszkań. Ciekawe, że koszty materiałów i robót budowlanych, uzbrojenia terenów, projektowania i nadzoru — relatywnie w tym czasie spadły! Jak się to dzieje, że koszty budownictwa rosną wolniej niż inflacja i dochody gospodarstw domowych, natomiast ceny finalne mieszkań są coraz bardziej wyśrubowane? Efekt tej sytuacji jest taki, że od kilku lat w Polsce można za średnią pensję kupić coraz mniej powierzchni mieszkania (aktualnie około 0,6 mkw., podczas gdy w Europie od 2 do 3 mkw.).
WEDŁUG opinii ekspertów, ta anormalna sytuacja daje się wytłumaczyć tylko tym, iż w Polsce podaż mieszkań napotkała przeogromne bariery pozarynkowe — koszty uzyskania pozwoleń na budowę, spekulacyjne ceny ziemi (kreowane przez samorządy i wielkie spółdzielnie mieszkaniowe), koszty uzyskania wpisów hipotecznych, dodatkowe wydatki na uzbrajanie terenów w infrastrukturę techniczną i drogową, nieformalne koszty związane z przetargami, itp. Wielu fachowców twierdzi, że gdyby na przykład w Warszawie wyeliminować wszelkiego typu łapownictwo — oraz legalne haracze dla rozbudowanych władz samorządowych — to ceny mieszkań powinny się utrzymać w okolicach 2 tys. zł za mkw. Jak wiadomo — znacznie przewyższają już 3 tys. zł.
POWSZECHNIE akceptujemy konieczność znacznego zwiększenia w najbliższych latach środków publicznych na budownictwo mieszkaniowe. Żeby jednak nie utopić ich w korupcji i łapownictwie — najpierw trzeba oczyścić tę stajnię Augiasza.
Roman Nowicki jest członkiem zarządu Warszawskiej Izby Gospodarczej, wiceprezesem Stałej Konferencji Inwestorów