Bumech: o czym nie wiedzą inwestorzy

opublikowano: 28-09-2017, 22:00

Słynna „ściema z chińskim inwestorem” to tylko jedna z kilku spraw dotyczących giełdowej spółki, które prześwietla prokuratura

W marcu 2017 r. notowany na GPW Bumech poinformował, że jego znaczącym akcjonariuszem został chiński gigant węglowy China Coal Energy. Kurs niewielkiej spółki, świadczącej usługi dla górnictwa, wzleciał tak wysoko, że jej notowania zostały zawieszone. Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) szybko ustaliła, że żadnego chińskiego inwestora nie było, a to, co było, to manipulacja kursem, na której ktoś dużo zarobił. Sprawa trafiła do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, a wyjaśnia ją nadzorowany przez śledczych wydział ds. walki z przestępczością gospodarczą Komendy Stołecznej Policji.

TO POMÓWIENIA: Informacje o rzekomych nieprawidłowościach w Bumechu są kolportowane przez któregoś z byłych akcjonariuszy lub pracowników. Może to wynikać z frustracji albo motywowanej osobiście chęci rewanżu. W tej sprawie rozważamy zarówno pozwy o ochronę dóbr osobistych, jak też zawiadomienie do prokuratury — mówi Marcin Sutkowski, prezes i (wraz z powiązaną z nim Fundacją Przystań w Ścinawie) znaczący akcjonariusz Bumechu.
Zobacz więcej

TO POMÓWIENIA: Informacje o rzekomych nieprawidłowościach w Bumechu są kolportowane przez któregoś z byłych akcjonariuszy lub pracowników. Może to wynikać z frustracji albo motywowanej osobiście chęci rewanżu. W tej sprawie rozważamy zarówno pozwy o ochronę dóbr osobistych, jak też zawiadomienie do prokuratury — mówi Marcin Sutkowski, prezes i (wraz z powiązaną z nim Fundacją Przystań w Ścinawie) znaczący akcjonariusz Bumechu. Fot. Marek Wiśniewski

— Postępowanie prowadzone jest w sprawie nielegalnego wykorzystania informacji poufnej i zostało przedłużone do 21 października 2017 r. Jest na etapie gromadzenia i analizy materiału dowodowego. To wszystkie informacje, jakich mogę udzielić — mówi Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Uzasadnione podejrzenia

Na Śląsku natomiast toczy się śledztwo dotyczące podrobienia nieprawdziwego zawiadomieniao pojawieniu się China Coal Energy w akcjonariacie Bumechu — tu zawiadamiającymi byli zarówno KNF, jak i Bumech. O ustaleniach śledczych i w tej sprawie wiadomo niewiele. „PB” udało się dowiedzieć, że oprócz tych „chińskich” postępowań w Katowicach od grudnia 2016 r. i lipca 2017 r. toczą się jeszcze dwa inne śledztwa.

— Dotyczą m.in. podejrzenia karalnej niegospodarności, oszustwa, usiłowania pokrzywdzenia wierzycieli i wyrządzenia Bumechowi szkód poprzez wiele działań, podejmowanych przez zarząd spółki. Wszystkie toczą się w sprawie, a nie przeciwko komukolwiek. To wszystko, co możemy na tym etapie ujawnić — mówi Maria Górecka, szefowa Prokuratury Rejonowej Katowice-Wschód.

Wszczęcie śledztw w tak licznych wątkach oznacza, że prokuratorzy uznali, iż w każdym z nich istnieje „uzasadnione podejrzenie” popełnienia przestępstw. Co na to Marcin Sutkowski, prezes Bumechu? Zapewnia, że „jedyne śledztwa dotyczące Bumechu, o jakich wie, to te w sprawie China Coal Energy”. Z naszych informacji, pochodzących z kilku różnych źródeł, wynika jednak, że… mija się z prawdą.

Kasa dla fundacji

O przedmiocie tych śledztw nie mają pojęcia akcjonariusze Bumechu, a chyba powinni. Prokuratura prześwietla m.in. dwie umowy (menedżerską i marketingowo-sprzedażową), łączące giełdową spółkę z firmą CISE, czyli działalnością gospodarczą, prowadzoną przez Marcina Sutkowskiego. Choćby to, dlaczego Bumech w raportach za lata 2014 i 2015 nie ujawniał wynagrodzeń z tytułu tych umów, a o zobowiązaniach wobec CISE na ponad 2,5 mln zł poinformował dopiero w raporcie za pierwsze półrocze 2016, kiedy zwrócił na to uwagę biegły rewident. Wątków podlegających weryfikacji jest dużo więcej. Chodzi m.in. o wydarzenia z 2014 r., kiedy Bumech chciał skupić wierzytelności wobec swojego kontrahenta: Przedsiębiorstwa Robót Górniczych Mysłowice. Wartą 440 tys. zł brutto usługę zlecił firmie RS Consulting, należącej do Radosława Smorczewskiego.

— Nie mamy kompetencji w branży windykacyjnej i dlatego nie skupujemy długów. W przypadku PRG Mysłowice skorzystaliśmy z usług RS Consulting, które oferowało nam zakup długów wielu innych firm — tłumaczy Marcin Sutkowski. Według niego, „transakcja miała przynieść zysk Bumechowi i przyniosła”. Najwięcej zarobił jednak kto inny. Ponad 80 proc. kwoty wyłożonej przez Bumech, dokładnie 369 tys. zł brutto, z RS Consulting trafiło do... Fundacji Przystań w Lubinie (dziś Fundacja Przystań w Ścinawie), tak się składa — znaczącego akcjonariusza Bumechu. Prezesem fundacji była wtedy i jest obecnie Dorota Giżewska, członkini rady nadzorczej Bumechu, a prywatnie… kuzynka Marcina Sutkowskiego, który z kolei jest członkiem rady fundacji. Zapytaliśmy prezesa Bumechu, na czym miały polegać usługi „wyszukiwania wierzytelności”, które wykonała związana z nim fundacja, i to w sytuacji, gdy to sam Bumech dysponował informacjami o długach PRG Mysłowice, bo nie tylko z nim współpracował, ale nawet rozważał przejęcie tej spółki (w związku z czym wykonał jej audyt)? Odpowiedzi nie uzyskaliśmy, Marcin Sutkowski odesłał nas do RS Consulting. Radosław Smorczewski powiedział jedynie, że „kooperant” w postaci fundacji został mu „narzucony”, i odmówił dalszej rozmowy. O sprawę zapytaliśmy więc prezeskę Fundacji Przystań, na co dzień zajmującą się innymi rzeczami niż „wyszukiwanie wierzytelności”, bo… prowadzeniem w dolnośląskiej Ścinawie domu seniora „Przystań” i warsztatów terapii zajęciowej „Uśmiech”.

— Wszystko wyjaśniłam, gdy przesłuchiwała mnie policja, panu nic nie powiem, przepraszam, do widzenia — tyle tylko zdążyliśmy usłyszeć, zanim Dorota Giżewska zakończyła rozmowę telefoniczną. Warto tu podkreślić, że gdyby Bumech zlecił usługi „wyszukiwania wierzytelności” bezpośrednio fundacji, to musiałby o tym poinformować rynek. Korzystając z usług RS Consulting, nie miał takiego obowiązku. Tak przynajmniej twierdzi Marcin Sutkowski.

Puste faktury

Równie ciekawy jest kolejny wątek prześwietlany przez prokuraturę. Chodzi o nieprawidłowości w rozliczeniu VAT i podejrzenie wyrządzenia Bumechowi szkody na prawie 3,5 mln zł przy zakupie na przełomie lat 2012/13 form wulkanizacyjnych przez spółkę ZWG (z tą firmą Bumech połączył się pod koniec 2014 r.). Z ustaleń fiskusa, który zbadał łańcuszek transakcji w tej sprawie, wynika, że formy, będące elementami złomu użytkowego, zostały pierwotnie zakupione za zaledwie 66,5 tys. zł, potem w krótkim czasie przechodziły z rąk do rąk w powiązanych firmach, by wreszcie trafić do kierowanego ówcześnie przez Marcina Sutkowskiego ZWG, już za kwotę 3,53 mln zł. Zgodnie z decyzjami UKS we Wrocławiu (z czerwca 2015 r.) i Izby Skarbowej w Katowicach (ze stycznia 2016 r.), a co najważniejsze — z wyrokiem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach (z października 2016 r.), kolejne faktury „nie dokumentowały rzeczywistej sprzedaży towarów”, lecz jedynie „fikcyjne transakcje”. Przy tym „osobą niejako »spinającą« wszystkie transakcje był Marcin Sutkowski”, który „z racji pełnionych funkcji miał świadomość, jaka jest sytuacja prawna i ekonomiczna poszczególnych podmiotów biorących udział w transakcjach”. Wyjaśnienia szefa Bumechu dotyczące tego, dlaczego ZWG nie kupił elementów złomu bezpośrednio od pierwotnego sprzedającego i za wielokrotnie niższą cenę, zarówno fiskus, jak i sąd administracyjny uznały za „nieracjonalne”. Co na to sam zainteresowany? Do dziś nie zgadza się z ustaleniami fiksusa, o czym świadczy skarga kasacyjna złożona do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

— Nie doszło do nieprawidłowości w rozliczeniu VAT. Kwotę około 800 tys. zł VAT pierwotnie zapłaciliśmy w spółce córce, a zgodnie z decyzją urzędu skarbowego musieliśmy zapłacić w spółce matce. Skorygowaliśmy to, stosując się do decyzji skarbówki i dopłacając odsetki. Nie ma tu żadnej afery, skarb państwa nic nie stracił — twierdzi Marcin Sutkowski, dodając, że „o sprawie informowaliśmy publicznie w jednym z raportów”. Z ustaleń „PB” wynika, że wzmianka pojawiła się jedynie w memorandum informacyjnym, towarzyszącym łączeniu Bumechu z ZWG w 2014 r. O kolejnych niekorzystnych decyzjach fiskusa i WSA w Gliwicach spółka już nie informowała.

Noty i korekty

Giełdowi inwestorzy nie wiedzą też o kolejnym wątku śledztwa, również dotyczącym trudnych relacji z fiskusem. W I kw. 2017 r. Bumech wyłączył z konsolidacji spółkę zależną Bumech Technika Górnicza (BTG), informując, że dotyczące jej dane finansowe są dla grupy kapitałowej nieistotne, a ona sama przeznaczona do sprzedaży. Prokuratura sprawdza jednak, czy Bumech nie chciał przeznaczyć jej do czegoś zupełnie innego — upadłości, która miała nastąpić kosztem fiskusa i ZUS. BTG wykonywał dla Bumechu usługi, głównie remontowe, ale miał problemy z uzyskaniem zapłaty za nie — w 2016 r. dług spółki matki przekraczał 5 mln zł. To dlatego BTG zalegał z podatkami i składkami na ubezpieczenia społeczne. Jesienią 2016 r. zobowiązania sięgały około 1,7 mln zł. Z raportów Bumechu wynika, że w IV kw. 2016 r. obok zobowiązań wobec BTG nagle pojawiły się też należności od tej spółki — na prawie 5 mln zł. Według ustaleń„PB”, był to rezultat faktur korygujących i not księgowych wystawionych przez obie spółki. Prokuratura sprawdza, czy nie były to fikcyjne księgowania, które miały doprowadzić do utraty płynności przez BTG i tym samym pokrzywdzenia ZUS i fiskusa. Marcin Sutkowski zapewnia, że kontrolowany w tej sprawie Bumech „przekazał stosowne dokumenty” fiskusowi, a BTG w ciągu niecałego roku „spłaciła ponad 2/3 wszelkich, w tym zaległych, zobowiązań”.

— Pewna osoba ze ścisłego kierownictwa grupy Bumech na jednym z zewnętrznych kontraktów doprowadziła do powstania znaczącej straty. Chcąc ją ukryć, próbowała zawyżyćprzychody na innym kontrakcie, wykonywanym dla Bumechu. Między innymi dlatego zwolniliśmy ją w trybie natychmiastowym, a nowy szef spółki zależnej wystawił korekty faktur odpowiadające realnej wartości usługi i rozpoczął trwające do dziś działania restrukturyzujące spółkę — dodaje Marcin Sutkowski. Kiedy zapytaliśmy jednak, kto jest tym prezesem BTG restrukturyzującym spółkę, szef Bumechu… odmówił odpowiedzi. Być może dlatego, że — jak ustaliliśmy — w ostatnich kilku miesiącach spółka miała co najmniej czterech prezesów, przy czym przynajmniej trzech z nich pełniło swoje funkcje krócej niż miesiąc.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Bumech: o czym nie wiedzą inwestorzy