Czytasz dzięki

Bunt przeciwko maszynom nie ma sensu

opublikowano: 06-02-2018, 22:00

Jak znaleźć miejsce w świecie, w którym roboty pozbawiają nas pracy? Odpowiedzią jest ciągły rozwój, otwartość na zmiany, gotowość uczenia się i próbowania sił w nowych zawodach

W fabryce przyszłości będzie podobno tylko dwóch pracowników. Człowiek — do karmienia psa. I pies — do pilnowania człowieka, by niczego nie włączał. Ograniczenie do minimum tzw. elementu ludzkiego to następstwo wdrażania koncepcji czwartej rewolucji przemysłowej?

— Symbolami poprzednich przełomów w przemyśle były kolejno: maszyna parowa, taśma produkcyjna i automatyzacja. Teraz przyszła kolej na wpięte w sieć roboty i inne urządzenia, które wyręczają nas w coraz większej liczbie zadań — tłumaczy Artur Długosz, odpowiedzialny w Intelu za współpracę z kanałem resellerskim.

Nie wszystkich zachwyca perspektywa, według której maszyny i sztuczna inteligencja odbiorą pracę np. inżynierom, brygadzistom i operatorom urządzeń. Wielu pociesza się jednak tym, że nasze linie produkcyjne, montownie i placówki logistyczne znajdują się na wczesnym etapie digitalizacji. Myślą mniej więcej tak: im wolniej pracodawcy wprowadzają nowe technologie, tym dłużej nasze stanowiska są niezagrożone. Czy mają rację? Najnowszy sondaż IDC, zlecony przez Dassault Systèmes, podważa ich optymizm.

W tyle za Niemcem

W poprzedniej edycji badania, z 2016 r., co szósty respondent twierdził, że jego firma inwestuje w rozwiązania spod znaku przemysłu 4.0, teraz deklaruje to co drugi ankietowany. Wzrosła także popularność platform PLM (ang. product lifecycle management — zarządzanie cyklem życia produktu). Doceniają je głównie działy odpowiedzialne za rozwój (51 proc.), projektowanie (41 proc.) i przygotowanie produkcji (40 proc.). Większość przedsiębiorstw (56 proc.) korzysta z usług PLM w chmurze obliczeniowej, bo oznacza to niskie koszty (42 proc.), szybkie wdrożenie (38 proc.) i małą złożoność (34 proc.).

Ważne zastrzeżenie: IDC przeprowadził badanie wśród stu firm produkcyjnych w Niemczech, a to w tym kraju panuje prawdziwy kult przemysłu 4.0 (nasi zachodni sąsiedzi kilka lat temu ukuli to pojęcie i w całej UE promują komputeryzację procesów wytwórczych). Polsce daleko do standardów wyznaczanych przez Berlin, Hamburg czy Bonn.

— O sztucznej inteligencji w polskim przemyśle dopiero zaczyna się mówić. Część kadry menedżerskiej miałaby problem nawet ze zdefiniowaniem zjawiska industry 4.0. A niektóre związane z nim technologie, jak internet rzeczy, analizy big data, druk 3D, bardziej kojarzą się z filmami science fiction niż z biznesową codziennością — wskazuje Artur Długosz.

W Żarowie już o tym wiedzą

Pilotażowym wdrożeniem została objęta fabryka zmywarek Electrolux w Żarowie. Działający w Wałbrzyskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej producent zainwestował w oprogramowanie Indoorway Industry 4.0, które zbiera dane m.in. o ruchu pracowników i wózków widłowych w budynkach przemysłowych. Użytkownicy mają dostęp do intuicyjnego panelu analitycznego — w każdej chwili mogą sprawdzić stopień eksploatacji maszyn i kilometry przebyte przez pojazdy.

Indoorway zainstalowano w tzw. strefie przyjęć w magazynie komponentów. Kamila Gudzowska-Krzyżak, dyrektor łańcucha dostaw w Electrolux Żarów, wyjaśnia, że to miejsce strategiczne, w którym zaczyna się proces logistyki wewnętrznej. Każde opóźnienie na tym etapie może mieć konsekwencje dla całej produkcji.

— Indoorway informuje nas o poziomie wykorzystania ramp rozładunkowych, wydajności poszczególnych zmian i lokalizacji wózków widłowych. Mając tę wiedzę, łatwiej ustandaryzować pracę zespołów, monitorować środki trwałe i optymalizować procesy logistyczne. Kolejna korzyść: dzięki dokładnym algorytmom pomiarowym systemu udało się zmniejszyć liczbę sensorów potrzebnych do zdigitalizowania budynku — podkreśla Kamila Gudzowska-Krzyżak.

Stać cię na więcej
Newsletter autorski Mirosława Konkela
ZAPISZ MNIE
×
Stać cię na więcej
autor: Mirosław Konkel
Wysyłany raz w tygodniu
Mirosław Konkel
Jesteś lepszy, niż ci się wydaje, ale nie tak dobry, jak mógłbyś być. Zapisz się na newsletter - znajdź inspiracje i odpowiedzi na ważne pytania.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Natomiast Artur Długosz dodaje, że każde udane wdrożenie industry 4.0 zamienia zwolenników starych rozwiązań w entuzjastów nowych technologii. Cyfryzacja przemysłu — zaznacza — niesie z sobą oszczędności i usprawnienia. To argument, którego nie może zlekceważyć żaden menedżer, choćby wolał pozostać przy infrastrukturze analogowej.

— Zbieranie i inteligentne analizowanie danych w fabrykach i zakładach produkcyjnych spowoduje automatyzację pracy, pozwoli na redukcję kosztów związanych z naprawami sprzętu, zwiększy bezpieczeństwo pracowników. Coraz więcej decydentów zdaje sobie z tego sprawę — uważa Artur Długosz.

Elementy industry 4.0 dają użytkownikom przewagę konkurencyjną. Przynajmniej teraz, gdy jeszcze nie zdążyły się zadomowić w polskich fabrykach. — Warto spieszyć się z wdrożeniami. Za dwa, trzy lata internet rzeczy, który dzisiaj jest wyróżnikiem firmy na rynku, stanie się czymś zwyczajnym. Trzeba będzie szukać innych technologii, by wyskoczyć przed inne przedsiębiorstwa — twierdzi Szymon Krupiński, dyrektor polskiego oddziału firmy Rockwell Automation.

Z ziemi chińskiej do Polski

A co z lękiem, że roboty i sztuczna inteligencja pozbawią nas pracy? Zdaniem dostawców technologii i HR-owców, tak wcale nie musi być. Podają przykłady producentów, którzy innowacje technologiczne stosują na masową skalę, a mimo to zwiększają zatrudnienie — choć intuicja podpowiada, że powinny zwalniać ludzi.

— Uzyskane dzięki automatyzacji i robotyzacji oszczędności umożliwiają klientom rozszerzanie oferty, zdobywanie kolejnych klientów i wchodzenie na nowe rynki — aby nie stać się ofiarą swojego rozwoju, muszą tworzyć nowe stanowiska, ogłaszać rekrutacje i pozyskiwać fachowców — twierdzi Marek Suchar, prezes IPK, firmy doradczo-rekrutacyjnej.

Rewolucja cyfrowa daje nawet nadzieję na odrodzenie się przemysłu w USA i Europie, także w Polsce. W książce „Nieuniknione” amerykański wizjoner Kevin Kelly zwraca uwagę, że o produkcji myślimy jak o czymś, co dzieje się w Chinach. Ale w epoce robotyzacji ważniejsze od kosztów pracy stają się koszty transportu.

„Wszystko to, co jest niedaleko, będzie niedługo tanie. Więc pewnie wejdziemy w tę lokalną sieć fabryk, w której większość rzeczy będzie produkowana nie dalej niż 10 kilometrów od miejsca, gdzie będą potrzebne” — przewiduje autor.

Czy to oznacza, że możemy być spokojni o pracę? Niezupełnie. Wszystkie rutynowe czynności przejmą kiedyś inteligentne maszyny. Ludziom pozostaną działania, których nie da się łatwo wpisać w model zer i jedynek, schematycznego myślenia i twardych wytycznych. To jednak wymaga otwartości na zmiany i chęci ciągłego uczenia się. Kevin Kelly wieszczy: za jakieś 40 lat brak elastyczności skaże człowieka na bezrobocie. Elastyczność pozwoli mu zająć się czymś, o czym nawet nie śnił w tak dawnym 2018 roku...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane