Bunt przeciwko maszynom nie ma sensu

Jak znaleźć miejsce w świecie, w którym roboty pozbawiają nas pracy? Odpowiedzią jest ciągły rozwój, otwartość na zmiany, gotowość uczenia się i próbowania sił w nowych zawodach

W fabryce przyszłości będzie podobno tylko dwóch pracowników. Człowiek — do karmienia psa. I pies — do pilnowania człowieka, by niczego nie włączał. Ograniczenie do minimum tzw. elementu ludzkiego to następstwo wdrażania koncepcji czwartej rewolucji przemysłowej?

— Symbolami poprzednich przełomów w przemyśle były kolejno: maszyna parowa, taśma produkcyjna i automatyzacja. Teraz przyszła kolej na wpięte w sieć roboty i inne urządzenia, które wyręczają nas w coraz większej liczbie zadań — tłumaczy Artur Długosz, odpowiedzialny w Intelu za współpracę z kanałem resellerskim.

Nie wszystkich zachwyca perspektywa, według której maszyny i sztuczna inteligencja odbiorą pracę np. inżynierom, brygadzistom i operatorom urządzeń. Wielu pociesza się jednak tym, że nasze linie produkcyjne, montownie i placówki logistyczne znajdują się na wczesnym etapie digitalizacji. Myślą mniej więcej tak: im wolniej pracodawcy wprowadzają nowe technologie, tym dłużej nasze stanowiska są niezagrożone. Czy mają rację? Najnowszy sondaż IDC, zlecony przez Dassault Systèmes, podważa ich optymizm.

W tyle za Niemcem

W poprzedniej edycji badania, z 2016 r., co szósty respondent twierdził, że jego firma inwestuje w rozwiązania spod znaku przemysłu 4.0, teraz deklaruje to co drugi ankietowany. Wzrosła także popularność platform PLM (ang. product lifecycle management — zarządzanie cyklem życia produktu). Doceniają je głównie działy odpowiedzialne za rozwój (51 proc.), projektowanie (41 proc.) i przygotowanie produkcji (40 proc.). Większość przedsiębiorstw (56 proc.) korzysta z usług PLM w chmurze obliczeniowej, bo oznacza to niskie koszty (42 proc.), szybkie wdrożenie (38 proc.) i małą złożoność (34 proc.).

Ważne zastrzeżenie: IDC przeprowadził badanie wśród stu firm produkcyjnych w Niemczech, a to w tym kraju panuje prawdziwy kult przemysłu 4.0 (nasi zachodni sąsiedzi kilka lat temu ukuli to pojęcie i w całej UE promują komputeryzację procesów wytwórczych). Polsce daleko do standardów wyznaczanych przez Berlin, Hamburg czy Bonn.

— O sztucznej inteligencji w polskim przemyśle dopiero zaczyna się mówić. Część kadry menedżerskiej miałaby problem nawet ze zdefiniowaniem zjawiska industry 4.0. A niektóre związane z nim technologie, jak internet rzeczy, analizy big data, druk 3D, bardziej kojarzą się z filmami science fiction niż z biznesową codziennością — wskazuje Artur Długosz.

W Żarowie już o tym wiedzą

Pilotażowym wdrożeniem została objęta fabryka zmywarek Electrolux w Żarowie. Działający w Wałbrzyskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej producent zainwestował w oprogramowanie Indoorway Industry 4.0, które zbiera dane m.in. o ruchu pracowników i wózków widłowych w budynkach przemysłowych. Użytkownicy mają dostęp do intuicyjnego panelu analitycznego — w każdej chwili mogą sprawdzić stopień eksploatacji maszyn i kilometry przebyte przez pojazdy.

Indoorway zainstalowano w tzw. strefie przyjęć w magazynie komponentów. Kamila Gudzowska-Krzyżak, dyrektor łańcucha dostaw w Electrolux Żarów, wyjaśnia, że to miejsce strategiczne, w którym zaczyna się proces logistyki wewnętrznej. Każde opóźnienie na tym etapie może mieć konsekwencje dla całej produkcji.

— Indoorway informuje nas o poziomie wykorzystania ramp rozładunkowych, wydajności poszczególnych zmian i lokalizacji wózków widłowych. Mając tę wiedzę, łatwiej ustandaryzować pracę zespołów, monitorować środki trwałe i optymalizować procesy logistyczne. Kolejna korzyść: dzięki dokładnym algorytmom pomiarowym systemu udało się zmniejszyć liczbę sensorów potrzebnych do zdigitalizowania budynku — podkreśla Kamila Gudzowska-Krzyżak.

Natomiast Artur Długosz dodaje, że każde udane wdrożenie industry 4.0 zamienia zwolenników starych rozwiązań w entuzjastów nowych technologii. Cyfryzacja przemysłu — zaznacza — niesie z sobą oszczędności i usprawnienia. To argument, którego nie może zlekceważyć żaden menedżer, choćby wolał pozostać przy infrastrukturze analogowej.

— Zbieranie i inteligentne analizowanie danych w fabrykach i zakładach produkcyjnych spowoduje automatyzację pracy, pozwoli na redukcję kosztów związanych z naprawami sprzętu, zwiększy bezpieczeństwo pracowników. Coraz więcej decydentów zdaje sobie z tego sprawę — uważa Artur Długosz.

Elementy industry 4.0 dają użytkownikom przewagę konkurencyjną. Przynajmniej teraz, gdy jeszcze nie zdążyły się zadomowić w polskich fabrykach. — Warto spieszyć się z wdrożeniami. Za dwa, trzy lata internet rzeczy, który dzisiaj jest wyróżnikiem firmy na rynku, stanie się czymś zwyczajnym. Trzeba będzie szukać innych technologii, by wyskoczyć przed inne przedsiębiorstwa — twierdzi Szymon Krupiński, dyrektor polskiego oddziału firmy Rockwell Automation.

Z ziemi chińskiej do Polski

A co z lękiem, że roboty i sztuczna inteligencja pozbawią nas pracy? Zdaniem dostawców technologii i HR-owców, tak wcale nie musi być. Podają przykłady producentów, którzy innowacje technologiczne stosują na masową skalę, a mimo to zwiększają zatrudnienie — choć intuicja podpowiada, że powinny zwalniać ludzi.

— Uzyskane dzięki automatyzacji i robotyzacji oszczędności umożliwiają klientom rozszerzanie oferty, zdobywanie kolejnych klientów i wchodzenie na nowe rynki — aby nie stać się ofiarą swojego rozwoju, muszą tworzyć nowe stanowiska, ogłaszać rekrutacje i pozyskiwać fachowców — twierdzi Marek Suchar, prezes IPK, firmy doradczo-rekrutacyjnej.

Rewolucja cyfrowa daje nawet nadzieję na odrodzenie się przemysłu w USA i Europie, także w Polsce. W książce „Nieuniknione” amerykański wizjoner Kevin Kelly zwraca uwagę, że o produkcji myślimy jak o czymś, co dzieje się w Chinach. Ale w epoce robotyzacji ważniejsze od kosztów pracy stają się koszty transportu.

„Wszystko to, co jest niedaleko, będzie niedługo tanie. Więc pewnie wejdziemy w tę lokalną sieć fabryk, w której większość rzeczy będzie produkowana nie dalej niż 10 kilometrów od miejsca, gdzie będą potrzebne” — przewiduje autor.

Czy to oznacza, że możemy być spokojni o pracę? Niezupełnie. Wszystkie rutynowe czynności przejmą kiedyś inteligentne maszyny. Ludziom pozostaną działania, których nie da się łatwo wpisać w model zer i jedynek, schematycznego myślenia i twardych wytycznych. To jednak wymaga otwartości na zmiany i chęci ciągłego uczenia się. Kevin Kelly wieszczy: za jakieś 40 lat brak elastyczności skaże człowieka na bezrobocie. Elastyczność pozwoli mu zająć się czymś, o czym nawet nie śnił w tak dawnym 2018 roku...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Bunt przeciwko maszynom nie ma sensu