Czytasz dzięki

Burza wokół OFE-komentarzy

opublikowano: 09-08-2013, 00:00

Znany prawnik przypuszcza, że rząd w debacie o OFE mógł korzystać z pomocy wynajętych, anonimowych komentatorów

Czy rządowi czarodzieje w debacie o reformie systemu emerytalnego znaleźli sobie klakierów i korzystają z „marketingu szemranego”, czyli wsparcia ze strony atakujących ich przeciwników anonimowych komentatorów do wynajęcia? W tym tygodniu prawnik Piotr Waglowski opublikował na serwisie Vagla.pl liczne przykłady idealnie współgrających z linią rządu w sprawie OFE komentarzy, powielanych przez kilka miesięcy na największych polskich portalach. Prawnik w połowie lipca spytał w trybie dostępu do informacji publicznej zaangażowane w debatę o OFE ministerstwa finansów oraz pracy i polityki społecznej, a także kancelarię premiera (KPRM) o to, czy podpisywały w ostatnim czasie „umowy o wsparcie w zakresie PR”. Ministerstwa odpowiedziały, kancelaria — nie. Gdy w końcu KPRM udzieliła odpowiedzi, mleko już się rozlało — internauci i dziennikarze zaczęli szukać dowodów na zaangażowanie rządu w kampanię czarnego PR przeciw OFE.

Zobacz więcej

Premier Tusk, minister Fedak i minister Rostowski to pierwsi politycy, którzy przerwali zmowę milczenia, ujawnili naturę OFE i mimo ogromnej wrzawy wszelkiej maści lobbystów zmniejszyli o 2/3 wysokość składki przekazywanej przez ZUS do OFE. Ta redukcja oszczędziła naszemu krajowi dodatkowego zadłużenia na około 18 mld zł! (...) Należałoby pójść znacznie dalej i całą składkę przenieść z OFE do ZUS.

Dziwne komentarze

Autor serwisu Vagla.pl sugerował dziennikarzom, by sprawdzili autorów „podejrzanych” wpisów, atakujących oponentów rządu w debacie o reformie emerytalnej. Zrobiliśmy to — sprawdziliśmy wszystkie komentarze na portalu pb.pl, które „pasowały do profilu”, czyli były nie tylko krytyczne wobec OFE, ale pojawiały się pod więcej niż jednym artykułem, a także na stronach innych niż nasza.

Jeden z najbardziej aktywnych komentatorów — który rekomendował czytelnikom „całkowitą rezygnację z OFE” i sugerował, że system kapitałowy „należy zlikwidować, i to jak najszybciej!” — niemal identyczne wpisy zamieszczał m.in. na stronach Money.pl, Forsal.pl, Obserwatora Finansowego, Interii czy na blogu Krzysztofa Rybińskiego. Inny — tak na stronach „PB”, jak i Onetu — po wydaniu rządowego raportu o OFE przekonywał, że „w OFE nie ma żadnych pieniędzy”, a gdyby ich zarządzający zaczęli „umarzać obligacje i sprzedawać akcje (…) zostałoby 10 proc. środków”. W efekcie obaj w komentarzach byli podejrzewani przez innych użytkowników forum o bycie „agitatorami z kancelarii premiera”. Nic jednak na to nie wskazuje. Konta założone zostały na długo przed rozpoczęciem debaty o OFE, a ich właściciele — publikujący komentarze z zupełnie niepowiązanych numerów IP — udzielali się regularnie w różnych wątkach, niedotyczących reformy emerytalnej. Czy jest możliwe, by takie komentarze publikowały wynajęte osoby?

— Nie da się ukryć, że istnieją „farmy fanów” — użytkowników hodowanych ze znacznym wyprzedzeniem i uwiarygodnianych dzięki regularnej aktywności na forach, którzy są używani w kampaniach marketingowych czy dyskusjach o produktach. Wydaje mi się jednak nieprawdopodobne, by rząd decydował się na ich wynajęcie — oznaczałoby to, że pod względem politycznej propagandy przenieśliśmy się kilkadziesiąt lat wstecz. Absolutnie nieetyczne byłoby też przyjęcie zlecenia, polegającego na krytyce konkurentów w debacie publicznej na temat dotyczący wszystkich obywateli, przez jakąkolwiek agencję PR — mówi Krystian Dudek, dyrektor ds. komunikacji i strategii medialnych Grupy PRC oraz członek krajowej Rady Etyki Public Relations.

Agencja nie pisała

Dzięki działaniom prawnika wyszło na jaw, że kancelaria premiera pod koniec maja zawarła z faceAddicted, agencją zajmującą się promocją w mediach społecznościowych, umowę na „usługi strategicznego wsparcia komunikacyjnego”. Ale agencja zaprzecza jakiemukolwiek zaangażowaniu w internetową debatę o OFE.

— Nie prowadzimy i nigdy nie prowadziliśmy działań komunikacyjnych w imieniu KPRM w żadnym zakresie, nie zajmujemy się również tzw. szeptanką, o której wspomina Piotr Waglowski. Umowa w żadnym stopniu nie przewiduje publikowania komentarzy na jakichkolwiek stronach internetowych — zapewnia Anna Robotycka, partner zarządzający w agencji faceAddicted. Co więc przewiduje?

— To standardowa umowa na wsparcie działań KPRM w mediach społecznościowych. Nie realizujemy dla KPRM innych zadań niż te przewidziane zawartą umową — mówi Anna Robotycka. Majowe zlecenie jest nadal realizowane. Wcześniej agencja nigdy nien współpracowała z kancelarią premiera. Anna Robotycka zapewnia również, że podobnego zlecenia nie otrzymała od żadnej innej organizacji — na przykład Platformy Obywatelskiej.

— Nie realizujemy żadnych innych zleceń od instytucji publicznych ani nigdy nie współpracowaliśmy z jakąkolwiek partią polityczną czy posłem — mówi Anna Robotycka. Zwraca też uwagę na to, że jej agencja podpisała umowę z KPRM pod koniec maja — tymczasem wskazywane przez Piotra Waglowskiego komentarze publikowano już na początku roku. Przedstawiciele władz już niejednokrotnie z otwartą przyłbicą korzystali z PR-owego i marketingowego wsparcia w drażliwych społecznie kwestiach — np. w sporze z wydawcami edukacyjnymi w sprawie e-podręczników Ministerstwo Edukacji Narodowej korzystało z pomocy warszawskiej agencji Garden of Words.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy