Być albo nie być Putina

Wszystko albo nic. Rozpoczynając przed 20 laty realizację swojego marzenia, prezydent Rosji gra o najwyższą stawkę. Po olimpiadzie w Soczi będzie wiadomo, czy rozbił bank, czy też został w rękach z parą dziewiątek.

Władimir Putin na lodzie, fot. East News
Zobacz więcej

Władimir Putin na lodzie, fot. East News

Albo przejdzie do historii jako ten, który po ponad trzech dekadach ponownie przyciągnął wielki sport do Rosji, albo jako ten, który przez koszty i terroryzm doprowadził kraj do chaosu — napisał w swojej analizie serwis Bloomberga. Zdaniem wielu ekspertów, rozpoczynające się 7 lutego zimowe igrzyska mogą w dużej mierze zdecydować o przyszłości rosyjskiego prezydenta.

Specjaliści Bloomberga podkreślają pewne analogie do sytuacji przed letnimi igrzyskami w Moskwie, które ówczesny Związek Radziecki organizował w 1980 r. Przyniosły one krajowi, który i tak już balansował nad krawędzi, zarówno klęskę finansową, jak i fiasko polityczne. Wiele krajów, w tym USA, zbojkotowało bowiem imprezę w proteście przeciwko inwazji ZSRR na Afganistan.

OrganizacjaiIgrzysk w Moskwie była tak ogromnym wyzwaniem dla komunistycznego państwa, że rozważano nawet wycofanie się z podjętego zobowiązani, co wynika z kopii listu zamieszczonego w limitowanej edycji książki wydanej przez Federalną Agencję Archiwów.

Leonid Breżniew, ówczesny pierwszy sekretarz KPZR i formalny przywódca ZSRR, już w 1975 r. pisał do Konstantina Czernienki, późniejszego sukcesora, że „…ciągle zastanawia się, jak mogło dojść do podjęcia decyzji o organizacji olimpiady. (...) To wydarzenie będzie kosztować kolosalne sumy i może prowadzić do najróżniejszych skandali. (...) Może powinniśmy przemyśleć jeszcze raz tę ideę i zrezygnować z igrzysk?”.

Tym razem również idzie o kasę, a dodatkowo o gwarancje bezpieczeństwa. Zaplątana w różnie konflikty polityczne na swoich rubieżach Rosja jest obiektem ataków wszelkiej maści przeciwników, którzy nierzadko dopuszczają się aktów terroru. To poważny czynnik ryzyka dla Putina, który od lat jest orędownikiem olimpiady w Rosji. „Na początku było to dla Putina tylko marzenie, potem wzywanie, następnie triumf, a teraz test i godzina prawdy” – twierdzi Dmitrij Oreszkin, niezależny analityk polityczny z Moskwy.

W wypowiedzi dla Bloomberga podkreśla, że „…jeśli stanie się coś złego, albo rosyjska reprezentacja nie będzie wystarczająco dobra, Putin będzie winiony za wszystko i spadną na niego gromy”. A to może być łakomy kąsek dla jego oponentów, którzy z chęcią po 14 latach jego superdominacji w polityce posłaliby go na „zasłużony” odpoczynek.

Dla samego Putina, chwalącego się m.in. czarnym pasem w judo, zawody w Soczi jawią się również jako swoista kulminacja zadania rozpoczętego jeszcze w 1994 r., kiedy piastując stanowisko zastępcy burmistrza Sankt Petersburga, czynnie agitował na rzecz letnich igrzysk w tym mieście w 2004 r. Wtedy nie wyszło, ale uparty polityk kilkanaście lat później dopiął swego. Pierwszy olimpijski sukces mógł już celebrować w 2007 r., kiedy Międzynarodowy Komitet Olimpijski po posiedzeniu w Gwatemali przyznał Soczi organizację zimowych igrzysk. Oczarował wtedy przedstawicieli tego gremium, deklarując przeznaczenie na zorganizowanie olimpiady rekordową kwotę 12 mld USD. To dwa razy więcej niż wynosił poprzedni rekord. Jak się później okazało, była to tylko nieznaczna część rzeczywistych wydatków.

Droga do Soczi zaczęła się dla 61-letniego obecnie Putina w 2001 r. podczas wypadu w Alpy związanego z zawodami pucharu świata w narciarstwie. W szusowaniu w Sankt Anton towarzyszył mu wtedy miliarder — Władimir Potanin. „Oglądaliśmy to wszystko i zastanawialiśmy się, dlaczego nie mamy czegoś takiego u siebie” – wspomina miliarder w wywiadzie dla Bloomberga.

Z namową Putina oligarcha, były wicepremier, którego majątek szacowany jest ona około 13,6 mld USD, zwrócił się do firmy Ecosign Mountain Resort Planners o pomoc przy wyborze potencjalnej lokalizacji dla narciarskiego ośrodka z prawdziwego zdarzenia. Kanadyjska spółka spod Vancouver, gdzie gościły poprzednie igrzyska i w organizacji których brała udział, wytypowała rejon Soczi u podnóża Kaukazu.

Wszystko wyglądało pięknie: klimat, widoki, śnieg, tyle że brakowało praktycznie wszystkiego związanego z infrastrukturą. Znajdował się tam zaledwie jeden prosty wyciąg narciarski. A plan miał iście mocarstwowy, jak to w Rosji, charakter. Trzeba było zbudować 16 wyciągów i utworzyć 77 km tras zjazdowych, by przemienić nikomu praktycznie nieznany region Krasnej Polany w narciarski kurort. „Wstępne szacunki na poziomie 140 mln USD z perspektywy czasu wyglądały na kompletnie głupie i naiwne. Trzeba było mówić o kwotach rzędu 2 mld USD, by stworzyć taki ośrodek” – tłumaczy Bloombergowi Potanin. „Wzięliśmy kawałek Alp i przenieśliśmy go na Kaukaz” – dodaje miliarder.

Rosyjski rząd po raz pierwszy poważnie zaczął dyskutować o możliwym przekształceniu Soczi i zgłoszeniu kandydatury tego miasta na organizatora olimpiady w 2005 r. po spotkaniu Leonida Tiagaczewa, ówczesnego szefa Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego, z Potaninem w sprawie wsparcia planów i prezentacji pomysłu Putina.

Potem sprawy potoczyły się już szybko, choć w narodzie sceptycyzm nie umierał. „Początkowo myślałam, że to czysta fantazja. Jak można mieć ośrodek, nie mówiąc już o olimpiadzie, kiedy nie ma dróg i elektryczności? Były tylko góry, śnieg i tereny chronione w ramach parków narodowych. To był czysty hazard” – mówi agencji Bloomberg Jelena Anikina, pracująca dla Potanina, kluczowa negocjatorka w rozmowach z Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim.

Po kilku latach bezprecedensowych inwestycji w transformację regionu Soczi, która pochłonęła gigantyczną kwotę 50 mld USD (to więcej, niż kosztowały wszystkie poprzednie zimowe igrzyska łącznie), powstało 14 obiektów sportowych, w tym stadion główny na 40 tys. widzów, 19 tys. pokoi hotelowych. Zbudowano też 260 km dróg, 200 km torów kolejowych, 54 mosty i 22 tunele. Wyremontowano i poszerzono także lokalne sieci: energetyczną, kanalizacyjną oraz zmodernizowano port morski i lotnisko. Inwestycje prowadzone były z prawdziwym rozmachem, o czym może choćby świadczyć centrum medialne. Jego powierzchnia to, bagatela, 155 tys. mkw., sześć razy więcej niż obszar placu Czerwonego w Moskwie.

Jak tłumaczył dziennikarzom Władimir Putin, odrzucając pomówienia o realizację wyłącznie swoich przerośniętych ambicji, skok ewolucyjny, jaki jest udziałem Soczi, to nie tylko kwestia olimpiady. To część szerszego programu ożywienia gospodarki w północnym Kaukazie, jednym z  najbiedniejszych i najbardziej zagrożonego przemocą regionów. To także element strategii rządu mającej na celu poprawę wizerunku Rosji. W tle – należałoby dodać – także  umacnianie pozycji geopolitycznej i ekonomicznej Moskwy w tym regionie.

Na olimpiadzie się nie skończy. Rosja chce w najbliższych miesiącach systematycznie przykuwać uwagę świata. W lato Soczi ma gościć przywódców najbogatszych państwa z G8, łącznie z prezydentem USA. Na październik zaplanowane są w Soczi pierwsze rosyjskie zawody Grand Prix Formuły 1. Miasto będzie też jednym z 11, w których odbywać się będą mecze Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 2018 r.

Z jednej strony gigantyczne pieniądze i polityczne zadęcie, z drugiej zaś region, w którym notuje się najwyższe średnie temperatury spośród obszarów, na jakich do tej pory rozgrywano zimowe olimpiady i groźba ataków terrorystycznych (nie chodzi nawet o samo Soczi, gdzie skierowano ogromne siły policyjne, ale o tzw. odkryte tyły, skąd wyeksportowano przedstawicieli prewencji, np. Moskwa czy Sankt Petersburg).

Dla Putina gra toczy się o kolosalną stawkę. Były funkcjonariusz KGB, przykład niemal idealnego kameleona, działającego na styku polityki i biznesu z najwyższej półki, już nie raz i nie dwa udowadniał jednak, że za czasów panowania „cara Władimira” nie istnieje słowo „niemożliwe”. A że realizacja „niemożliwego” czasami kosztuje miliardy, to nieważne. Rosję z rezerwami złota sięgającymi około 500 mld USD na to stać. Tak przynajmniej wygląda to z perspektywy obecnego władcy z Kremla.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Stasiuk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Być albo nie być Putina