Byle nie gołe ściany

Agnieszka Janas
opublikowano: 2008-06-04 00:00

Andrzej Wysocki tworzy spółki, które wchodzą na giełdę oraz zbiera dzieła sztuki współczesnej. Czeka na kolejny debiut na parkiecie.

Dzieło sztuki najlepszego polskiego artysty kosztuje średnio około 100 tys. euro. Na Zachodzie za porównywalne pieniądze można kupić tylko pracę rozpoznawalnego artysty drugiego szeregu lub wschodzącej gwiazdy. Dzieła największych artystów są warte nieporównywalnie więcej.

— Dlatego warto zbierać polskie dzieła sztuki współczesnej. Nie tylko dla przyjemności posiadania czegoś wyjątkowego, lecz także dla dobrej inwestycji. Wkrótce ich ceny zbliżą się do cen w krajach Europy Zachodniej, Ameryki Północnej czy w Japonii. Nie dojdą do milionów euro, ale proporcje się zmienią. Na korzyść polskich artystów — przekonuje Andrzej Wysocki, prezes Art New Media.

Dorosnąć do abstrakcji

Zabytkowa kamienica przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. O znalezieniu odpowiedniego metrażu w takim miejscu marzy wielu najemców. Należące do spółki pomieszczenia galerii zajmują trzy kondygnacje, łącznie ponad 300 mkw. Reprezentacyjnymi schodami wchodzimy na piętro. Słychać pracujących robotników. Trwa remont.

— W galerii zamierzamy sprzedawać dzieła sztuki współczesnej. Będziemy także pokazywali część naszej kolekcji, przyjmowali gości klientów naszej firmy podczas zamkniętych imprez, organizowali wernisaże i wystawy. Czynsz wynosi krocie, ale warto tu być — zapewnia prezes Wysocki.

Na ścianach rozwieszono kilka płócien. Na blatach mebli stoją rzeźby. Oglądam dzieła. Wstyd się przyznać, ale nie przemawiają do mnie. Cieszą zaś oczy Andrzeja Wysockiego.

— Nie lubię jednoznaczności w sztuce. Przy całym szacunku dla dzieł Kossaków i ich kolekcjonerów: ile czasu można wpatrywać się w ułana i dziewczynę? Dzieło sztuki współczesnej codziennie jest inne. Wszystko zależy od światła załamującego się na jego fakturze, od nastroju patrzącego i od jego wyobraźni — opowiada gospodarz.

Trzeba specjalistycznej wiedzy, aby dostrzec wielkość i artyzm tej sztuki?

— Tak, aby z powodzeniem inwestować. Jeśli komuś coś się podoba i chce to mieć dla przyjemności, wystarczy gust, impuls, chęć posiadania czegoś ładnego. Nie jestem historykiem sztuki, tylko informatykiem. Zacząłem zbierać sztukę dla przyjemności. Do abstrakcji musiałem dorosnąć. Poznaję mechanizmy inwestowania w nią. Od 2000 r. robię to profesjonalnie, poprzez spółkę — wyjaśnia prezes Wysocki.

Uważa jednak, że zakupy powyżej 10 tys. euro należy skonsultować z fachowcem. Sam też tak postępuje. Ma prywatną kolekcję, która z trudem mieści się w domu.

Chciałby zarazić ludzi kolekcjonerstwem. Widzi duże pole do popisu dla instytucji zajmujących się edukacją artystyczną. Bo jest z nią krucho.

— Oglądam propozycje kosztownych, współczesnych wnętrz w polskich pismach poświęconych urządzaniu domów. Większość koncepcji wystroju pozostawia gołe ściany. A przecież wszystko jest lepsze niż one. No, nie, gorsze od nich są tylko wiszące na nich tanie, masowe reprodukcje — śmieje się kolekcjoner.

Kawałek dzieła sztuki

Andrzej Wysocki, lat 47, znany jest z tworzenia nowych przedsiębiorstw. Zanim z przyjaciółmi powołał do życia Art New Media, współtworzył trzy giełdowe spółki z branży IT: Sekom (obecnie Qumak-Sekom), Computer Service Support (obecnie COMP Safe Support) oraz Betacom. Wprowadza na New Connect ostatnią spółkę. Art New Media będą pierwszą w Polsce firmą zajmującą się sztuką, której akcje znajdą się w ofercie publicznej. Co właściwie kupią akcjonariusze? Bo przecież nie fragment rzeźby czy obraz z kolekcji.

— Również kawałek dobrze rozszerzonej kolekcji przeznaczonej na sprzedaż. Na ten cel pójdzie duża część pieniędzy z emisji. A tak naprawdę to kupią akcje w spółce profesjonalnie zajmującej się rynkiem sztuki. Działaniem obejmujemy cały ten rynek. Od zdobywania i obrotu dziełami sztuki, przez dostarczanie informacji, produktów komunikacji marketingowej opartej na sztuce, edukację, ekspozycję dzieł sztuki we wnętrzach, a także działania promujące czy wspierające sztukę o charakterze non profit — wymienia Andrzej Wysocki.

To nie wszystko. Jest także miesięcznik „Sztuka.pl” oraz portal poświęcony sztuce współczesnej

Dla klientów korporacyjnych, np. banków, spółka m.in. opracowuje oraz wydaje materiały marketingowe i reklamowe z reprodukcjami sztuki współczesnej, organizuje imprezy dla ich klientów, połączone ze spotkaniami z wybitnymi twórcami. Dla koncernów szukających sposobów na dotarcie do prestiżowych klientów oraz budujących wizerunek firmy zaangażowanej społecznie — wykorzystanie sztuki współczesnej może okazać się ciekawą propozycją. Dowód? Lista zleceniodawców: PKN Orlen, Polkomtel, Millennium, PZU, Allianz, Telenergo, CSS, IT Partners, Lumena. A są jeszcze klienci prywatni, ale ich nazwisk prezes nie zdradza.

Powodzenie w tej działalności wymaga nieposzlakowanej reputacji.

— Od początku zdecydowaliśmy się na coroczne audyty przeprowadzane przez BDO Numerica. Także wejście na giełdę jest sposobem pokazywania własnej pozycji oraz uwiarygodnienia działalności. Będziemy przecież kontrolowani przez instytucje giełdowe oraz inwestorów. Stawiamy na przejrzystość, pełne dokumentowanie klientowi transakcji czy przemyślane rekomendacje — dodaje gospodarz.

Co różni powstający w Polsce rynek rodzimej sztuki współczesnej od rynku krajów rozwiniętych?

— Brak instytucjonalnych mecenasów. Na Zachodzie wielkie korporacje albo mają własne kolekcje, albo sponsorują zakupy do muzeów. W Polsce jedynie ING, BRE czy dawne BPH mają własne zbiory dobrej klasy. Nie mówię o sytuacji, gdy w pokoju prezesa wisi jeden obraz, tylko o programowo stworzonej kolekcji. Ale skoro na Zachodzie finansiści i przedsiębiorcy widzą sens inwestowania w sztukę, nastąpi to także w Polsce — uważa Andrzej Wysocki.

I na te czasy czekają z utęsknieniem artyści, a przygotowują się do nich profesjonalni marszandzi.

Sztuka podliczona

2 mln zł Tyle zamierza uzyskać Art New Media z wejścia na New Connect.

3,58 mln zł Takie są prognozy przychodów ze sprzedaży w 2008 r.

9,48 mln zł Tyle przychodów ze sprzedaży powinna osiągnąć spółka za dwa lata.

Magdalena i jej abakany

Magdalena Abakanowicz (rocznik 1930) to jedna z nielicznych polskich gwiazd światowych galerii. Studiowała w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Sopocie i w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Od końca lat 60. tworzy abakany, rzeźby z tkanego przez nią materiału. Realizowała zamówienia, m.in. we Włoszech kompozycję 33 postaci z brązu. Wygrała konkurs władz Paryża na zagospodarowanie części miasta w 1991 r. Przedstawiła projekt Architektura Arborealna. Brała udział w wielu prestiżowych wystawach, m.in. w Sao Paulo (1965), gdzie dostała Wielką Nagrodę Biennale czy w Wenecji (1968, 1980). Jest doktorem honoris causa Royal College of Art w Londynie oraz Rhode Island School of Design w USA. Mieszka i pracuje w Warszawie.