Byli wodniacy promują survival
Wozy w stylu Dzikiego Zachodu wędrują Lasami Mszczonowskimi
Wyprawy konnymi wozami, jak gdyby żywcem wyjętymi z westernu, przez Lasy Mszczonowskie i Chojnowski Park Krajobrazowy, noclegi pod gołym niebem z siodłem pod głową i proste jadło proponuje firma Stański Connection. Włączenie do programu elementów survivalu przyciąga klientów, choć oferta nie jest tania. Jedna osoba za dzień spędzony na świeżym powietrzu musi zapłacić co najmniej 455 zł.
Właściciele Stański Connection i pomysłodawcy treków (tak nazywają wyprawy) to Andrzej Stański, prezes firmy Silver Service, Jarosław Tatarowski, spec od marketingu i Grzegorz Studziżba, do niedawna kapitan na Zawiszy Czarnym. Sami lubią w ten sposób wypoczywać. Uwierzyli, że spodoba się to też innym.
Własnym sumptem
Właściciele firmy szacują poniesione na tym etapie koszty na 120 tys. zł. Docelowo mają one sięgnąć 150-200 tys. zł.
— Przyjęliśmy kurs na stary Dziki Zachód. Wozy są replikami szkunerów prerii. Zamiast wielkich drewnianych kół, dla wygody naszych gości wprowadziliśmy mniejsze, ogumione. Poszukiwaliśmy takich ze szprychami po całej okolicy. Najwięcej kłopotów sprawił jednak brezent na plandeki. Zielony jest wszędzie, w kolorze ecru znaleźliśmy w Jeleniej Górze — opowiada Jarosław Tatarowski.
W przyszłości planowane jest rozszerzenie działalności na Mazury i Bieszczady.
Na żywioł
Przewidywane są cztery rodzaje treków: szkoleniowe, integracyjne, edukacyjne i szkoła przetrwania. Standardowy czas trwania wypraw wynosi dwa, trzy lub pięć dni. Proponowane ceny nie są niskie. Dwudniowa wyprawa integracyjna jednym wozem kosztuje 625 zł od osoby za dzień, przy czterech wozach i pięciodniowej eskapadzie spada do 455 zł. Nieco droższa jest impreza edukacyjna, ale to można „wrzucić” w koszty.
— Spodziewamy się, że największą popularnością będą cieszyły się weekendy albo wręcz jednodniowe „majówki”, ale otwarci jesteśmy na każdą propozycję — mówi Jarosław Tatarowski.
W programie zaplanowano elementy survivalu: przeprawy przez rzekę, bagna, wymiany kół, szorowanie i karmienie koni itp. Organizatorzy zapewniają nocleg na wozie pod plandeką, dla delikatnych na kanadyjkach w namiocie, dla odważnych pod gołym niebem z siodłem pod głową.
— Nic nie będzie wyreżyserowane do końca. To uczestnicy sami będą modyfikowali przebieg imprezy — zapowiada Andrzej Stański.
Warto spróbować
Grupa, dla której opłaci się organizować wyprawę, musi liczyć minimum siedem osób — obsadę jednego wozu. Toteż oferta jest adresowana głównie do instytucji.
— Kilka wspólnie spędzonych dni poza dżunglą cywilizacyjną, to platforma dla stworzenia więzów i relacji międzyludzkich, na których nam zależy. Na pierwsze wyprawy rezerwujemy czas w czerwcu. Wtedy przetestujemy załogę. W późniejszym terminie zaprosimy naszych partnerów — zapowiada Stanisław Boczkowski, członek zarządu Scandia Ubezpieczenia na Życie.
Survival zyskuje coraz większą rzeszę zwolenników wśród korporacji, stanowi bowiem doskonale narzędzie weryfikacji i zarazem konsolidowania personelu.
— W trudnych warunkach objawiają się ludzkie zalety i wady. Wprowadzenie elementów normalnego życia do korporacji z całą pewnością daje efekty w postaci lepszej współpracy — uzasadnia Stanisław Boczkowski.
ŻEGLARSKA TRADYCJA: Wspólnicy (od lewej) Grzegorz Studziżba, do niedawna kapitan na Zawiszy Czarnym, Andrzej Stański, prezes Silver Service, Jarosław Tatarowski, marketingowiec, mają żeglarskie życiorysy. Do nich nawiązują nazwy wozów: Zawias, Kapitan, Szaman, Dziadzia.
URATOWANE Z RZEŹNI: Tabor ciągną łagodne konie uratowane od przeróbki na mięso we włoskich rzeźniach. Ich utrzymanie nie jest tanie — to przekłada się w prosty sposób na ceny treków.