Czytasz dzięki

Byliśmy okradani przez WSG

opublikowano: 05-11-2020, 22:00
aktualizacja: 06-11-2020, 01:06

O trudnościach finansowych rodzica wspierającego karierę córki oraz konflikcie z agencją Warsaw Sports Group opowiada Tomasz Świątek

Posłuchaj rozmowy w formie podcastu:

„PB”: Jakie to uczucie? Córka wygrywa French Open, za chwilę pucha w górze, potem przelew na koncie — 1,6 mln EUR…

Tomasz Świątek: Nie da się tego porównać. Przedsmak odczułem dwa lata temu, gdy Iga wygrała juniorski Wimbledon, ale to oczywiście zupełnie inna skala. Skoro rozmawiamy o pieniądzach, to od razu sprostuję: organizator pobiera podatek — w tym przypadku jest to 15 proc.

Droga Igi do sukcesu była długa. Tenis to drogi sport?

Jako młody chłopak trenowałem do końca ósmej klasy piłkę nożną, a później, od 15. roku życia, wioślarstwo. Mój ojciec niespecjalnie wspierał to finansowo — były to jakieś drobne, symboliczne wartości, ale nigdy nie płacił za mój trening. Jako rodzic musiałem więc odkrywać to równolegle z córkami. Pierwszym zderzeniem było to, że za wszystko — od skarpetek po kort i trenera — musiałem płacić sam. Robiłem to z czystej miłości do sportu, nie w wyniku chłodnej kalkulacji. Do głowy mi wtedy nie przyszło, że kariera Igi potoczy się w ten sposób. Ze smutkiem przyznaję jednak, że po 1989 r. sport został zostawiony sam sobie. Dotyczy to również tenisa. Nie ma systemowego wsparcia państwowego dla tej dyscypliny. Uważam, że to dlatego mamy dziś więcej dzieciaków np. z otyłością. Rodziców nie stać na to, żeby dziecko biegało, skakało czy grało w coś w jakimś klubie…

Tymczasem resort sportu ogłosił właśnie, że przeznacza dodatkowe 2 mln zł na wsparcie tenisa oraz 11,5 mln na centrum szkoleniowe pod Warszawą...

To trochę tak, jak byśmy przyszli na dobrą imprezę, porządnie zjedli i wypili. Wychodzimy z niej i już następnego dnia ponownie mamy bułkę z masłem i żółtym serem. Jeden taki ruch niczego nie załatwia.

Wypowiedział pan umowę z Warsaw Sports Group (WSG), która reprezentowała Igę. Dlaczego?

Zrobiłem to półtora roku temu i od tego czasu nie możemy dogadać się z WSG. Chcę uczciwie rozliczyć się z tego, na co dostaliśmy pieniądze i co było inwestycją w Igę. Natomiast nie zapłacę za to, co zostało wirtualnie wpisane w rozliczenia. Moim zdaniem byliśmy okradani, bo księgowano kwoty na rzecz późniejszych rozliczeń. To było głównym powodem zerwania umowy. Zdaję sobie sprawę, że kiedy ją podpisywałem, moja sytuacja finansowa była słaba — również ze względu na rosnące potrzeby Igi. Próbowałem pokrywać wszystko z własnych pieniędzy, moja działalność zaczęła coraz bardziej podupadać i nie było mnie już stać na to, żeby dalej finansować jej karierę. Wiedziałem jednak, co podpisuję.

Co dokładnie zarzuca pan WSG?

Nie chcę wdawać się w szczegóły, ponieważ jesteśmy w trakcie postępowania sądowego. Mogę powiedzieć tyle, że od półtora roku nie możemy doprosić się WSG o wgląd w dokumenty, które były podstawą do wyliczeń. Powtarzam — nie mam żadnego problemu z tym, by opłacić wszystkie wydatki na warunkach przewidzianych w umowie, natomiast chcę zobaczyć faktycznie zaksięgowane dokumenty. Jedyne, co zobaczyłem, to excelowe tabelki, które dostawałem od Bochenka.

Mówimy o prezesie WSG Arturze Bochenku.

Nie będę nazywał go prezesem, bo ten tytuł obraża wszystkich prezesów.

To mocne słowa.

Ja się ich nie boję. Uważam, że nie zasługuje na tę funkcję. Mawiał zazwyczaj: „Co się martwisz? Przyjdzie sponsor i zapłaci”. Ja odpowiadałem: „Martwię się, bo tym sponsorem mogę być ja”. WSG zrobiła sobie z Igi biznes. Nie jest prawdą, że to instytucja, która ma pomagać czy wpierać sportową młodzież.

Ale chyba na tym polega biznes agencji sportowej — zarabia na tym, że reprezentuje zawodnika. Ten, kto dostarcza kapitał, oczekuje też zwrotu z inwestycji. To naturalne.

Prowadzi pan biznes z kimś i w trakcie okazuje się, że wspólnik pana okrada. To OK pana zdaniem?

To zależy, jak zdefiniujemy kradzież. Zwrot z inwestycji nią nie jest.

Zamierzam dotrzymać zapisów umowy. Jeżeli było napisane, że mam zwrócić koszty plus 10 proc., to tyle zwrócę, ale najpierw chciałbym je zobaczyć. Nie rozumiem, dlaczego przez półtora roku WSG nie ujawniła tych kosztów. Deklaracje o rzekomej przejrzystości działania są mocno na wyrost. Nie było też widać ugodowego podejścia, a warunki przez nią narzucane można porównać do pewnego rodzaju niewolnictwa. Liczę, że sąd zajmie się sprawą jeszcze w tym roku lub na początku następnego. Miałem w życiu kilka sytuacji, gdy z kimś się nie dogadywałem — moją dewizą nie jest jednak palenie mostów, bo różnie w życiu bywa. Różnice zdań są oczywiste, ale w tym przypadku widzę olbrzymią złośliwość ze strony WSG.

Wywiad jest skróconym zapisem rozmowy z odcinka podcastu „Puls Biznesu do słuchania” pt. „Tenisowe boje o pieniądze”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Paweł Sołtys

Polecane