BZ WBK na czwórkę. Słabo...

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2010-07-29 00:00

Bank nie miał warunków, by przynieść lepszą ocenę. A przed nim bardzo trudna lekcja.

Kwartalne i półroczne wyniki są jak najbardziej w porządku, ale... chciałoby się więcej

Bank nie miał warunków, by przynieść lepszą ocenę. A przed nim bardzo trudna lekcja.

W zasadzie nie ma się do czego przyczepić, jeśli chodzi o wyniki BZ WBK w II kwartale i całym półroczu. Są dobre. Ale niedosyt zostaje. Bank zarobił w II kwartale 250 mln zł, czyli mniej niż przed rokiem, kiedy zysk wyniósł 254 mln zł. Rynek spodziewał się, że BZ WBK wyjdzie na czysto z 259 mln zł w kasie.

— Bank bardziej zaskakiwał w ubiegłym roku — mówi Andrzej Powierża, analityk DM Banku Handlowego.

W tym roku już tak nie błyszczy. Pojawiły się nawet przykre niespodzianki, jak wzrost odpisów w II kwartale. Rynek zakładał, że będą one mniejsze. Andrzej Powierża tłumaczy, że przyrost rezerw można interpretować dwojako.

— W dużym stopniu wynikał on z tego, że zwiększono odpisy na niezaraportowane straty. Ktoś może powiedzieć, że to dlatego, iż wcześniej bank zawiązywał za małe rezerwy. Ktoś inny, że jest po prostu konserwatywny. Przychylam się do drugiej opcji — mówi Andrzej Powierża.

Tomasz Bursa, analityk Ipopema Securities, zwraca uwagę na spadek wolumenów, głównie w obszarze klienta biznesowego, aczkolwiek podkreśla, że strona dochodowa wciąż jest jak najbardziej w porządku.

— Problem jest taki, że jeśli nie rozkręci się sprzedaż, nie będzie z czego czerpać przychodów w przyszłości — zaznacza Tomasz Bursa.

W II kwartale rosła sprzedaż kredytów detalicznych. Konsumpcyjne poszły w górę o 13 proc. rok do roku, a hipoteczne o 17 proc. Jednak cały portfel kredytowy zmniejszył się w II kwartale o 3,1 proc. (po oczyszczeniu z wahań kursowych), a w korporacjach aż o 11 proc.

Zły czas na wzrosty

Mateusz Morawiecki, prezes BZ WBK, przyznaje, że dynamicznych wzrostów nie ma, ale takie jest otoczenie rynkowe.

— W obecnej atmosferze gospodarczej nie jest jeszcze czas, żeby ruszać agresywnie z kredytami — mówi prezes Morawiecki.

Bo, że BZ sprzedawać potrafi, udowodnił podczas kampanii reklamowej rachunków osobistych, kiedy w trzy miesiące znalazł nabywców na 143 tys. kont. Fakt, że płacił każdemu z nich po sto złotych na wejściu. Mateusz Morawiecki przekonuje, że była to opłacalna inwestycja, gdyż 90 proc. klientów aktywnie korzysta z rachunku. Bank wydał do nich już 1 tys. kart kredytowych i sprzedał 100 tys. ubezpieczeń.

Tomasz Bursa przyznaje, że nowa baza klientów może być dobrym źródłem przychodów w przyszłości, jeśli tylko BZ WBK umiejętnie będzie potrafił sprzedawać dodatkowe produkty. A jest przekonany, że może to zrobić.

— Bank jest nadpłynny i gotowy operacyjnie do szybkiego powiększania sprzedaży. Zakończył inwestycje i może praktycznie z dnia na dzień osiągać wzrosty na wszystkich płaszczyznach. BZ WBK może generować przyrost biznesu zarówno w segmencie korporacyjnym jak i detalicznym. Sporo jednak zależy od otoczenia rynkowego — mówi Tomasz Bursa.

Pytanie o kupca

Rzeczywiście na płynność bank nie może narzekać. Współczynnik wypłacalności po I półroczu dobija do 14 proc. (wymagane minimum to 8 proc.), a stosunek kredytów do depozytów wynosi 83 proc. Bank cały czas zagęszcza sieć oddziałów. Własnych ma już przeszło 500, a do końca roku otworzy kolejne 15-20 placówek. Jak grzyby po deszczu rośnie sieć partnerska. Liczy już prawie 100 oddziałów, a na koniec roku będzie ich 170.

Andrzej Powierża przyznaje, że potencjał rozwoju w banku jest duży, jednak przypomina, że BZ WBK znajduje się w trakcie sprzedaży.

— Nie wiemy jak zmiana właściciela wpłynie na pracowników, klientów i cały biznes — mówi.

Według nieoficjalnych informacji o BZ starają się włoska Intesa, hiszpański Santander, francuski BNP Paribas oraz rodzimy PKO BP. Potwierdził to pośrednio Mateusz Morawiecki informując, że w banku odbyły się cztery spotkania z potencjalnymi nabywcami. Nie powiedział jednak z ilu inwestorów wizytowało BZ.