Tylu emitentów narusza warunki emisji obligacji.W wakacje 2012 r. wycena giełdowa obligacji Oshee Polska, firmy produkującej napoje, spadła niemal do połowy wartości nominalnej. W październiku 2012 r. firma, zgodnie z obietnicą, wykupiła papiery, dając 100 proc. zarobku tym, którzy kupili je na giełdzie kilka miesięcy wcześniej. Po kilkadziesiąt procent w stosunku rocznym można było też zarobić na papierach dłużnych innych spółek, choć większość spektakularnych przecen nie kończy się szczęśliwie dla obligatariuszy. Nie należy jednak także przesadzać z ostrożnością wobec papierów notowanych poniżej nominału.

— Obligacje wyceniane na 98 proc. wartości nominalnej śmiało można kupować — uważa Michał Sadrak, analityk Open Finance. Giełdowy rynek Catalyst to jednak przede wszystkim możliwość nabycia papierów dystrybuowanych w ofertach prywatnych. Żeby kupić takie papiery w ofercie pierwotnej, trzeba z reguły dysponować kwotą kilkaset razy większą niż przeciętny nominał jednej obligacji, wynoszący 1 tys. zł. Na giełdzie można tymczasem kupić nawet pojedynczy papier, choć ze względu na sposób naliczania prowizji przez biura maklerskie taniej wychodzi zakup 2-5 dużych obligacji, lub 20-50 o nominale 100 zł.
Popyt jest, trudniej o podaż
Oprocentowanie obligacji znacznie przekracza oprocentowanie lokat bankowych, a notowania są z reguły znacznie mniej zmienne niż w przypadku akcji, co ułatwia wycofanie się z inwestycji w dowolnym momencie bez ponoszenia strat. Sęk w tym, że kupienie na giełdzie atrakcyjnych papierów nie jest łatwe.
— Na rynku obligacji dominuje popyt — szczególnie na rynku detalicznym — podkreśla Grzegorz Zawada, dyrektor zarządzający Domu Maklerskiego PKO BP.
— To prawda, że popyt przewyższa podaż, ale tylko w przypadku papierów bezpiecznych emitentów. Notowania obligacji spółek z problemami lecą na łeb
na szyję — ich posiadacze często są gotowi sprzedać je niemal za wszelką cenę — precyzuje Emil Szweda, analityk serwisu Obligacje.pl. Na atrakcyjność papierów dłużnych ma też wpływ konstrukcja kuponu. Zdecydowana większość jest oprocentowana na podstawie stawek WIBOR powiększonych o marże. — Około 80 proc. obligacji ma zmienny kupon, więc nie ma ryzyka stopy procentowej. Na świecie większość obligacji ma stałe oprocentowanie, co pozwala osiągać na nich nawet dwucyfrowe rentowności — inwestorzy zarabiają albo tracą na stopach procentowych — mówi Emil Szweda.
— Płynność jest wtedy, gdy przeważają obligacje o oprocentowaniu stałym. Przy oprocentowaniu zmiennym każdy trzyma kupione obligacje, bo nie ponosi żadnego ryzyka makroekonomicznego, nie musi stawiać sobie żadnych założeń co do rozwoju sytuacji w gospodarce. Oprocentowanie idzie albo w górę, albo w dół, w rytm zmian stóp procentowych — dodaje Przemysław Hewelt, starszy menedżer w zespole transakcji kapitałowych Grant Thornton Frąckowiak. Ten sam mechanizm działa jednak po stronie emitentów, a to oni decydują o warunkach emisji. Przy spadających i utrzymujących się na niskim poziomie stopach procentowych boją się emitować obligacje stałokuponowe.
— W takich okolicznościach stała stopa procentowa obligacji zawsze będzie wyższa od zmiennej. Emitent musi płacić więcej, niż by chciał, w nadziei, że po wzroście stóp procentowych zacznie płacić mniej — tłumaczy Przemysław Hewelt.
Częstsze problemy małych emisji
Zdaniem Przemysława Hewelta, na niską płynność rynku ma też wpływ profil emitentów. — Na rynku obligacji korporacyjnych mamy albo emitentów o profilu ryzyka zbliżonym do ryzyka kraju, albo głęboko spekulacyjnych. W środku jest luka. Rynek rozwinie się wtedy, gdy profil emitentów będzie bardziej zrównoważony — uważa Przemysław Hewelt.
Na razie jednak rozwija się w niesprzyjającym inwestorom kierunku. Z wyliczeń Grant Thornton Frąckowiak wynika, że zwiększa się liczba tzw. defaultów, czyli przypadków naruszenia przez emitenta warunków emisji obligacji. Wynosi ona obecnie 9,39 proc. ogółu emisji papierów dłużnych przedsiębiorstw, podczas gdy w pierwszych trzech latach działania Catalyst było to 4,44 proc. Pocieszające jest tylko to, że wartościowy udział problematycznych emisji wśród ogółu emisji korporacyjnych jest znacznie mniejszy. Wynosi 1,36 proc., a po uwzględnieniu papierów samorządowych 0,9 proc. wartości papierów notowanych na Catalyst.
Oprocentowanie obligacji znacznie przekracza oprocentowanie lokat bankowych, a notowania są z reguły znacznie mniej zmienne niż w przypadku akcji, co ułatwia wycofanie się z inwestycji w dowolnym momencie bez ponoszenia strat.