Celtycki tygrys gra na harfie

Jacek Zalewski
12-03-2004, 00:00

Święto narodowe Irlandii, przypadające w dniu św. Patryka (17 marca), było poza jej granicami obchodzone głównie w USA i w Kanadzie. Dziś datę tę zna już cały świat.

W tym roku trafia się szczególna okazja do świętowania, albowiem Irlandia sprawuje akurat półroczną prezydencję Unii Europejskiej i 1 maja to właśnie Dublin będzie stolicą kontynentu.

Językowa kapitulacja

Irlandia położona jest od Polski wystarczająco daleko, by mogła sobie pozwolić — jako jedyny kraj dotychczasowej UE! — na otwarcie swego rynku pracy od zaraz. Dotychczas mogliśmy na Zieloną (a precyzyjniej — Szmaragdową) Wyspę docierać promami lub samolotami — głównie przez Wielką Brytanię. Wkrótce jednak ta odległość powinna się skrócić — chodzi nie o kilometry, lecz o koszt podróży, a to dzięki rozwojowi tanich linii lotniczych.

Dla przybysza z Polski na pierwszy rzut oka Irlandia nie różni się specjalnie od Wielkiej Brytanii — lewostronny ruch, podobna zabudowa, angielski język. Tylko wszędzie te dodatkowe napisy w dziwnym narzeczu, którego ni w ząb nie można zrozumieć... Irlandzki — należący do grupy goidelskiej języków celtyckich — formalnie jest pierwszym językiem urzędowym. Obowiązkowo nauczany jest w szkołach, muszą go znać urzędnicy i służby publiczne, tytuł premiera to Taoiseach, a nie żaden tam Prime Minister etc. Wszystko podporządkowane jest idei „Tir gan teanga, tir gan anam” („Kraj bez języka jest jak kraj bez duszy”). Szkoda tylko, że irlandzkim praktycznie posługuje się może 3 proc. społeczeństwa!

O ile w Polsce germanizacja czy rusyfikacja w czasach zaborów były pracami syzyfowymi, o tyle w Irlandii anglikanizacja okazała się nader skuteczna. Doszło do paradoksu — naród chętnie mówi językiem wielowiekowego okupanta i prześladowcy. I dzieje się to w kraju, w którym na przykład pamięć o Powstaniu Wielkanocnym, trwającym w dniach 24-30 kwietnia 1916 r. i krwawo stłumionym przez wojska brytyjskie, pozostaje tak żywa, jak nasza o Powstaniu Warszawskim. Cywilizacyjna i ekonomiczna użyteczność języka angielskiego okazuje się silniejsza od patriotycznego wstrętu do niego.

NATO — nigdy, UE — tak

Położenie Irlandii nad Oceanem Atlantyckim od wieków wyznacza jej szczególną funkcję komunikacyjną. Na przykład wysunięty na zachód port lotniczy Shannon był naturalnym miejscem międzylądowania i tankowania samolotów lecących z Europy do Ameryki w czasach, gdy maszyny nie miały jeszcze globalnego zasięgu. Nic dziwnego, że w roku 1949 członkostwo Irlandii w zawiązującym się NATO wydawało się oczywiste. Ale USA i ich sojuszników spotkało rozczarowanie. Młoda republika akurat wystąpiła z brytyjskiej Wspólnoty Narodów i nie zgodziła się na żadną formę przynależności do NATO, nawet ze statusem takim jak Islandia — czyli bez armii. Przyjęta wtedy neutralność do dziś pozostaje świętością. W odróżnieniu od zmilitaryzowanej Irlandii Północnej, w Republice Irlandii rzadko trafia się na obiekty wojskowe. Ochotnicze siły zbrojne liczą nieco ponad 10 tys. żołnierzy.

W odróżnieniu od NATO, wstąpienie Irlandii do EWG — w roku 1973, jednocześnie z Wielką Brytanią — było procesem naturalnym, chociaż po utworzeniu Unii Europejskiej katolicka republika w wielu kwestiach zachowała odrębność prawną. Społeczeństwo docenia korzyści płynące z członkostwa, ale z drugiej strony — bardzo nieufnie traktuje wszelkie próby ograniczenia suwerenności państwa. Przypomnijmy sobie, ile nerwów kosztowało całą UE referendum z 19 października 2002 r., w którym Irlandia zatwierdziła (dopiero za drugim podejściem!) Traktat Nicejski. Po pozytywnym wyniku wszystkim spadł wówczas ogromny kamień z serca.

Głodowa emigracja

Początkiem masowej irlandzkiej emigracji, głównie do Ameryki, była narodowa tragedia w połowie XIX wieku. Można się o niej dowiedzieć w niezbyt często odwiedzanym przez turystów Muzeum Klęski Głodu, urządzonym na dziedzińcu Strokestown Park House w zachodniej Irlandii. Prezentowane są tam materiały archiwalne z lat 1845-48, kiedy to zaraza zniszczyła na Zielonej Wyspie zbiory ziemniaków i spowodowała bezpośrednią śmierć głodową ponad miliona osób, nato-miast 1,5 mln zmusiła do wyjazdu. Ludność, która dochodziła już do 9 milionów (!), zmniejszyła się w ciągu kilku lat o ponad 1/4. Od tego czasu emigracja stale towarzyszy losom Irlandii. Trudno się zatem dziwić, że większe lub mniejsze parady św. Patryka odbywają się 17 marca niemal na całym świecie.

Migracyjne związki zaprocentowały w ostatnich latach nawiązaniem przez Irlandię najściślejszych ze wszystkich państw UE stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Na przykład prawie połowa inwestycji amerykańskiego sektora IT w Europie trafiła właśnie na Zieloną Wyspę. Zachętą był niski podatek liniowy oraz wykwalifikowana, młoda i relatywnie tania siła robocza. Trudno się dziwić, że wywołało to zazdrość eurokratów z Brukseli, którzy wyrazili zaniepokojenie irlandzką polityką fiskalną.

Irlandia słusznie zwana jest unijnym tygrysem, albowiem osiągnęła obecnie najwyższe tempo wzrostu gospodarczego ze wszystkich państw UE. Mimo to poziom życia statystycznego Irlandczyka nadal pozostaje niższy od np. Anglika. W ciągu 30 minionych lat Dublin uzyskał z Brukseli na czysto ponad 35 mld euro środków pomocowych. Na nic jednak by się one zdały, gdyby nie uruchomiono programu rozwoju kraju w atmosferze swoistego solidaryzmu narodowego. Dla nas takie wiadomości mają posmak wirtualny.

Pełny dzban Patryka

Na szczęście zanosi się na to, że coraz więcej Polaków będzie miało możność osobistego poznania kraju, który już dokładnie wie, czemu opłaca się należeć do Unii Europejskiej. 17 marca zaś wypadałoby wypić świąteczną szklaneczkę whiskey, zwaną „dzbanem Patryka”. Kiedy na misyjnym szlaku dzisiejszy patron Irlandii przysiadł odpocząć w pewnej karczmie — musiał postraszyć gospodynię nasłaniem na nią potworów, bo... nie dolewała pełnej miarki trunku!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Celtycki tygrys gra na harfie