Jukos może jednak sprzedawać ropę. Dzięki temu cena ropy spadła. Ale u nas od piątku paliwo drożeje.
Rosyjskie ministerstwo sprawiedliwości nie nakazało wstrzymania wydobycia i sprzedaży ropy trzem zależnym spółkom Jukosu — doniosła wczoraj agencja AP. Na wieść o tym surowiec zaczął tanieć. Jeszcze przed południem na giełdzie w Nowym Jorku wrześniowe kontrakty wycenianie były na 42,62 USD za baryłkę, czyli 28 centów poniżej ceny otwarcia. Dzień wcześniej w obawie o wstrzymanie dostaw z Jukosu ropa podrożała do poziomu nie notowanego od 21 lat.
Teraz wszystko zaczyna wracać do normy i raczej mało prawdopodobne jest, by Jukos, produkujący dziennie 1,7 mln baryłek ropy, nagle przestał funkcjonować.
— Nie ma takiej możliwości, by koncern, który jest jednym z głównych dostawców ropy na rynek rosyjski, przestał produkować. Nakazy wstrzymania wydobycia i sprzedaży surowca są jedynie elementem walki o przejęcie kapitałowe Jukosu — uspokaja Ryszard Kaczmarek, szef BM Reflex, monitorującego rynek paliw.
Spokojny od dostawy ropy jest także nowo wybrany prezes Orlenu, który twierdzi, że problemy rosyjskiego giganta naftowego nie zagrażają dostawom ropy dla PKN.
— Umowy podpisane przez prezesa Zbigniewa Wróbla gwarantują bezpieczeństwo dostaw — uważa Jacek Walczykowski, nowy prezes Orlenu
W kolejnych dniach ropa powinna tanieć.
— Jeśli sytuacja się uspokoi, to ceny spadną do około 37 USD. W najbliższych miesiącach kurs ropy powinien wahać się w przedziale 35-40 USD — przyznaje Ryszard Kaczmarek.
W kraju szykują się podwyżki. Już dziś Orlen i Lotos podnoszą ceny swych produktów o kilka groszy na litrze.