Nasze rolnictwo wreszcie wyszło ze świńskiego dołka. Popyt na polskie mięso rośnie. Po okresie wzrostu ceny ustabilizowały się.
Dobra passa krajowej branży mięsnej jest wynikiem kilku czynników. Najważniejszy z nich to rosnący eksport, związany z przewagą cenową polskiego mięsa w stosunku do pozostałych państw UE.
Podwyżki cen mięsa są odnotowywane na wszystkich rynkach i to nie od 1 maja, lecz od marca 2004 r. Wołowina zdrożała od tamtej pory do czerwca o 25 proc. na rynku detalicznym i przetwórczym, a w skupie nawet o ponad 30 proc. Powodem wzrostu była niska podaż krajowa oraz duży popyt ze strony zagranicznych odbiorców. Przed dwoma miesiącami wzrost cen wołowiny został jednak zahamowany, a w sierpniu odnotowano nawet ich niewielki spadek w stosunku do lipca. Przyczynami były prawdopodobnie niższy popyt eksportowy oraz silny kurs złotego.
— Produkcja i eksport mięsa wołowego będą rosły, by osiągnąć znacznie wyższy poziom za 1,5 roku — 2 lata — uważa Roman Urban, specjalista w Instytucie Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.
Wyjście z dołka
W zakresie produkcji wieprzowiny, która stanowi 75 proc. mięsa konsumowanego w Polsce, krajowe rolnictwo znajduje się w schyłkowej fazie tzw. świńskiego dołka, czyli okresu niskiej podaży mięsa oraz wzrostu jego cen. Ceny wieprzowiny wzrosły od marca do czerwca, lecz od czerwca są stabilne i jest szansa, że tendencja ta się utrzyma.
— Dzieje się tak za sprawą wysokich plonów zbóż, które powodują spadek cen pasz. Krajowy popyt na wieprzowinę także nie będzie wzrastał, ponieważ, aby tak się stało, musiałyby się polepszyć wskaźniki gospodarcze. Spadek cen wieprzowiny spodziewany jest także w krajach zachodnich — tłumaczy Roman Urban.
I dodaje, że ceny drobiu, podobnie jak wołowiny i wieprzowiny również podlegają wahaniom. W ostatnich miesiącach drób zdrożał o 20 proc. w skupie i o 15 proc. na rynku detalicznym.
Wschodnie rynki czekają
Obecnie brakuje statystyk na temat bilansu płatniczego za II kwartał 2004 r., więc nie można stwierdzić, jak „efekt Unii” wpłynął na dynamikę eksportu mięsa. Zdaniem Romana Urbana, eksport wzrósł — biorąc pod uwagę kilkumiesięczny wzrost cen — nawet o 50 proc. Taka koniunktura cieszy eksporterów, mimo że wzrost cen mięsa i przetworów spowodował spadek popytu wewnętrznego. Maciej Duda, dyrektor generalny Zakładów Mięsnych Duda, twierdzi, że krajowi nabywcy kupują ostatnio mniej mięsa i wędlin, jednak wielkość ich wydatków jest niezmienna.
— Eksport zwiększa się od dawna. Do krajów dawnej Piętnastki sprzedawaliśmy mięso jeszcze przed akcesją, zaś data 1 maja stanowiła dla nas moment otwarcia rynków nowych członków wspólnoty. Kontrahenci z Litwy i Łotwy — wiedząc, że zostaną zniesione ograniczenia w handlu — podpisywali z nami kontrakty przed majem i tylko czekali na datę integracji, aby je zrealizować — opowiada Maciej Duda.
Jego zdaniem, duży popyt na wieprzowinę i wołowinę nie powinien być wyłącznie przejściowym trendem. Twierdzi on, że obecne ceny mięsa osiągnęły właściwy, maksymalny poziom — nie powinny już rosnąć, a mogą nieznacznie zmaleć.
— Ceny hurtowe polskich wyrobów są podobne do cen w krajach UE: różnice w cenie wieprzowiny wynoszą kilkanaście procent, a wołowiny — ponieważ nasza wołowina jest gorszej jakości — są jeszcze większe — mówi Maciej Duda.
Roman Urban dodaje, że efekt Unii przyczynił się do zwiększenia zapotrzebowania na polskie mięso jedynie w 30 proc. Pozostałe czynniki wzrostu popytu to świński dołek — przez który chwilowo podaż wieprzowiny jest mniejsza — oraz stosunkowo niskie ceny, które przez kilka lat, aż do marca 2004 r. wykazywały tendencję spadkową.