W ciągu 14 burzliwych lat urzędowania Hugo Chaveza inwestorzy, którzy posiadali wenezuelskie obligacje zwiększyli swój majątek aż ośmiokrotnie. Sięgające 14,7 proc. rocznie zyski z denominowanych w dolarze papierów to rzadkość na rynkach finansowych. Więcej od 1999 r., kiedy „El Presidente” obejmował urząd, dały zarobić tylko akcje najlepszych spółek, takich jak Apple (4152 proc.) i KGHM (3179 proc.) oraz ropa, na której właśnie przywódca zbudował swoje socjalistyczne imperium (882 proc.).




Stopy zwrotu z wybranych aktywów od czasu objęcia przez Hugo Chaveza stanowiska prezydenta Wenezueli w lutym 1999 r., wyrażone w dolarach
Jak to możliwe, że mimo pięciu dewaluacji bolivara, najwyższej inflacji na kontynencie, znacjonalizowaniu ponad tysiąca przedsiębiorstw oraz kontroli przepływu kapitału (prywatny obrót walutą jest w Wenezueli zabroniony, a największym rynkiem bolivara na świecie jest pełne kantorów przygraniczne miasto Cucuta w Kolumbii), wierzyciele wenezuelskiego skarbu tak dobrze zarobili? Obawy inwestorów sprawiły, że rentowności papierów Wenezueli utrzymywały się w czasie prezydentury Hugo Chaveza średnio na zawrotnym pułapie 12,4 proc., o prawie jedną trzecią wyższym niż przeciętne oprocentowanie takich papierów na rynkach wschodzących.
Choć utrzymujące się tak długo tak wysokie rentowności zmusiłyby niemal każdego dłużnika do ogłoszenia niewypłacalności, to jednak (m.in. dzięki ogromnym wpływom z eksportu ropy) rząd Hugo Chaveza przez 14 lat idealnie wywiązywał się ze swoich zobowiązań. Jak podkreślają specjaliści, zaprzestanie spłaty długu oznaczałoby próbę przejęcia transportów ropy przez wierzycieli i odcięcie od światowych rynków finansowych, a w konsekwencji nawet kryzys gospodarczy.
- Wielkie firmy naftowe potrzebują dostępu do rynków finansowych. Niewypłacalność kraju zdecydowanie nie posłużyłaby ich interesom – komentował dla Bloomberga Luis Martins, zarządzający towarzystwa Fidelity Investments.
Zdaniem Luisa Martinsa, mimo obaw o destabilizację kraju, wytypowany na następcę Hugo Chaveza Nicholas Maduro zapewne podąży ścieżką wytyczoną przez poprzednika. To będzie oznaczać, że oprocentowanie, które wzrosło we wtorek w reakcji na informację o śmierci prezydenta, pozostanie wysokie.
- Inwestowanie w Wenezueli to kwestia umiejętnego zarządzania ryzykiem. Jeżeli w świecie zerowych stóp oni płacą blisko 10 proc., to jest to wynik ciężki do pobicia – komentował Luis Martins.