Chimeryczne nastroje na rynkach akcji

Roman Przasnyski
opublikowano: 02-03-2010, 00:00

Wczorajsza sesja pokazuje, jak zmienne potrafią być nastroje giełdowych inwestorów. Piątkowy szał okazał się krótkotrwałym i niezbyt znaczącym epizodem. Takimi zrywami trwałej tendencji zbudować raczej się nie da. Próba kontynuacji zwyżki zakończyła się mizernym efektem. Płynne przechodzenie indeksów naszego parkietu od roli lidera wzrostów do outsidera nie robi najlepszego wrażenia. W najbliższych dniach rozstrzygnięcia i tak należy wypatrywać w danych z amerykańskiego rynku pracy.

Po piątkowym wyskoku warszawskich indeksów wczoraj nie było śladu. Na otwarciu główne indeksy zyskiwały po około 0,6 proc. Na tym poziomie dotrwały do południa, po czym nastąpiło gwałtowne osłabienie. W jego wyniku indeks największych spółek na moment spadł pod kreskę. Gwiazdą były akcje KGHM, które początkowo zyskiwały 3 proc. Akcje jednej tylko firmy nie były jednak w stanie utrzymać rynku zbyt wysoko. Sekundowały im co prawda walory Agory i TVN, ale ich wpływ na indeksy nie jest zbyt duży. Na przeciwnym biegunie znajdowały się papiery BRE, które traciły ponad 4 proc. po informacji o emisji akcji i niewypłacaniu dywidendy z zysku za ubiegły rok. Po porannych zwyżkach, w ślad za "kolegą" traciły akcje pozostałych banków. Pod koniec dnia sytuacja nieznacznie się poprawiła. Ostatecznie indeks największych spółek zyskał 1,05 proc., WIG wzrósł o 0,72 proc., a mWIG40 o 0,9 proc. Wskaźnik najmniejszych firm zniżkował o 0,06 proc. Obroty wyniosły zaledwie 888 mln zł.

Mocnym akcentem byki zapoczątkowały sesję na głównych europejskich parkietach. W Paryżu indeks zyskiwał 1,3 proc., a DAX rósł o ponad 1,5 proc. Na tym tle znacznie gorzej zachowywał się londyński FTSE, zwyżkując jedynie 0,7 proc. Na giełdach naszego regionu wzrosty były o wiele skromniejsze i nie przekraczały 0,6 proc. Piątkowe uderzenie popytu pod koniec dnia wczoraj nie miało dalszego ciągu, tym bardziej więc wydaje się "podejrzane". Być może kapitał przeniósł się do Rygi, gdzie indeks rósł o ponad 2 proc. i Tallina, gdzie tamtejszy wskaźnik zwyżkował aż o 5 proc. Po ponad 2 proc. rosły też indeksy w Atenach i Istambule.

Podsumowując, próba kontynuacji wzrostu na GPW

zakończyła się wczoraj z mizernym skutkiem. Tym bardziej dziwnie i zagadkowo wygląda z tej perspektywy piątkowy skok WIG20 o 3 proc. Oddalił on indeks naszych największych spółek od "strefy zagrożenia", ale obrazu rynku nie zmienił w zasadniczy sposób. Na wykresie można dostrzec coś na kształt podwójnego dna, jednak do odważniejszego wyjścia w górę i dotarcia choćby do poziomu 2300 punktów, trzeba nieco większej konsekwencji popytu, a nie jednorazowych akcji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy