Chińczycy wjeżdżają do polskich taksówek

opublikowano: 27-08-2017, 22:00

Taxify chce wozić Polaków i wraca z kapitałem potężnego Didi. Mytaxi i iTaxi nie lamentują, lecz mocniej inwestują we wzrost

— Masowa ucieczka z korporacji — tak jeden z polskich menedżerów podsumowuje to, co dzieje się na rynku taksówkarskim w Polsce. Mytaxi i iTaxi puchną w oczach, przejmując setki kierowców z tradycyjnych korporacji taxi. Jednak teraz na ten idylliczny obrazek nakłada się nie tylko Uber, drenujący ceny i rozwijający model przewozów oparty na kierowcach bez licencji. Do gry o polski rynek znów wkracza estoński Taxify, który kilka kwartałów temu ogłaszał chęć pokrzyżowania szyków Uberowi nad Wisłą, by wkrótce przepaść bez echa. Comeback Taxify to nadejście turbodoładowanego monstrum mającego bak pełny gotówki — inwestorem w spółce jest bowiem chiński potentat Didi Chuxing, który pokonał Ubera w Chinach. Za Didi stoją dziesiątki dużych inwestorów i kilka potężnych inwestycji. Drugi największy na świecie gracz na rynku ridesharingu wyceniany jest przez inwestorów na 50 mld USD, a kilka miesięcy temu ogłosił, że zebrał kolejne 5,5 mld USD. W jego akcjonariacie jest m.in. Apple, Tencent czy Foxconn. Didi oprócz Taxify kontroluje też m.in. amerykański Lyft i azjatycki Grab.

SWOJE MIEJSCE:  Lech Kaniuk, prezes iTaxi, uważa, że w starciu z globalnymi potęgami mniej zasobne kapitałowo firmy nie są bez szans. Rewolucja na rynku przewozów stworzyła nowe nisze.
Zobacz więcej

SWOJE MIEJSCE: Lech Kaniuk, prezes iTaxi, uważa, że w starciu z globalnymi potęgami mniej zasobne kapitałowo firmy nie są bez szans. Rewolucja na rynku przewozów stworzyła nowe nisze. Fot. Marek Wiśniewski

Cena wyzwania

— Polska to duży i niezwykle chłonny rynek, w którym jest miejsce dla kilku graczy.

Ridesharing wciąż nie jest dostępny w wielu miastach w Polsce i na świecie, a tam, gdzie można z niego korzystać, został całkowicie zdominowany przez jednego usługodawcę. Jesteśmy przekonani, że rzucając wyzwanie konkurencji, przyczynimy się do podniesienia jakości usług i obniżenia cen — twierdzi Alex Kartsel zarządzający Taxify w Polsce. Alex Kartel, Białorusin pracujący dotychczas głównie dla branży IT, ten optymizm może oprzeć na konkretnych liczbach — nowe, promocyjne taryfy Taxify są średnio o kilkadziesiąt procent niższe niż w przypadku Ubera, z którego w Polsce choć raz skorzystało około 1,2 mln pasażerów. — Cieszymy się, że sektor rośnie w siłę. To dobra informacja, bo konkurencja jest dobra dla całego rynku, a przede wszystkim dla konsumentów. W takiej sytuacji musimy być jeszcze lepsi w dostarczaniu wygodnych, bezpiecznych i przystępnych cenowo usług — mówi Magdalena Szulc z Ubera. Uber nad Wisłą nie ma na co narzekać: co miesiąc zwiększa przychody o około 20 proc. Do tego spółka mocno lobbuje, by nowelizacja ustawy o transporcie drogowym wprowadzała — wzorem Estonii czy Finlandii — wymóg tzw. lekkich licencji. To oznaczałoby, że na rynku wciąż dostępna byłaby duża ilość kierowców nieobciążonych wysokimi opłatami administracyjnymi.

Logo na północ

— Taxify w Polsce zderzy się z takimi samymi problemami prawnymi jak Uber. Pytanie, na ile sprawny i doświadczony operacyjnie jest nowy team Taxify. My robimy swoje, czyli dajemy dobrą usługę w świetnej cenie. Mamy mocne zaplecze kapitałowe i stać nas na promocyjne fale, po których część użytkowników korzysta z mytaxi na stałe. W tym roku nasz wzrost przekroczy 200 proc. Adekwatnie rośnie nam flota — podkreśla Krzysztof Urban, zarządzający mytaxi, spółką kontrolowaną przez Daimlera. Niemiecki gracz tylko w samej Warszawie ma ponad 1 tys. samochodów ze swoim logo. I — paradoksalnie — korzysta z popularności Ubera, bo w tej firmie zaczynała połowa taksówkarzy w mytaxi. Nowy początek zapowiada Lech Kaniuk, prezes i jeden z akcjonariuszy w iTaxi. Polski rodzynek na mapie taksówkarskiej rewolucji przekonuje, że nie ma mowy o zaciąganiu hamulca ręcznego.

— Rośniemy w tempie ponad 100 proc. rocznie, niby dużo, ale za mało. Teraz szykujemy się do ekspansji zagranicznej: w Skandynawii. Właśnie w tym celu pozyskaliśmy kilka dużych nazwisk z rynku, m.in. z Pizza Portal i Allegro — podkreśla Lech Kaniuk. I choć finansowanie z ostatniej rundy się wyczerpuje, to lada tydzień ogłoszone będą efekty nowej akcji pozyskiwania kapitału. I znów kwoty będą wielomilionowe, bo przecież odważnym kierowcom strach przed potęgą Didi nie zagląda w oczy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Chińczycy wjeżdżają do polskich taksówek