Chińczycy znów chcą budować polskie drogi

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2013-11-13 00:00

Menedżerowie z Państwa Środka wyciągnęli wnioski z kompromitacji firmy COVEC i znów zaczynają walkę o kontrakty na szybkie trasy. Szlak, dosłownie i w przenośni, przeciera Sinohydro — firma, która budowała Zaporę Trzech Przełomów

Niemal 40 mld zł planuje wydać Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) na budowę ekspresówek i obwodnic w latach 2014-20. Miliardowe kontrakty rozpalają wyobraźnię budowlanych graczy z całego świata. Do gry o polskie drogi starają się wrócić Chińczycy. Zadanie niełatwe po kompromitacji firmy COVEC na autostradzie Warszawa — Łódź.

Na świecie Sinohydro jest znane głównie z projektów energetycznych i hydrotechnicznych. Projekty drogowe przynoszą około 10 proc. obrotów grupy. Czy dzięki polskim budowom Chińczycy zwiększą ten wskaźnik?
 [FOT. ARC]
Na świecie Sinohydro jest znane głównie z projektów energetycznych i hydrotechnicznych. Projekty drogowe przynoszą około 10 proc. obrotów grupy. Czy dzięki polskim budowom Chińczycy zwiększą ten wskaźnik? [FOT. ARC]
None
None

— Otrzymujemy pytania i prośby od największych firm konsultingowych, dotyczące wskazania przedsiębiorstw, które mają doświadczenie na rodzimym rynku i są zainteresowane współpracą z korporacjami chińskimi. Nie wiemy, jakie firmy kryją się za reprezentującymi je kancelariami. Wiele wskazuje jednak na to, że Chińczycy wyciągnęli wnioski z porażki firmy COVEC i szukają u nas sprawdzonych partnerów, którzy mają doświadczenie w realizacji inwestycji — mówi Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Szukanie partnera…

Jedną z firm zainteresowanych polskimi drogami jest Sinohydro. To gigant, który na świecie plasuje się na 14. miejscu wśród firm budowlanych. Złożył wniosek dotyczący udziału w przetargu na budowę jednego z odcinków drogi S-17 między Lublinem a Garwolinem. W GDDKiA zapanowała podobno konsternacja. Jeśli chińska oferta spełni wymogi formalne, dyrekcja nie będzie mogła jej odrzucić.

— Sinohydro, podobnie jak każdej nowej firmie na rynku, nie jest łatwo rozpocząć działalność. Powoli jednak buduje zaplecze, prowadząc rozmowy z polskimi partnerami, dotyczące zarówno kooperacji, jak i współpracy kapitałowej. Sinohydro zapewnia, że budując w Polsce, będzie zatrudniać Polaków i kupować w Polsce materiały — podkreśla Jacek Fabijańczuk, szef kancelarii Bilans, która współpracuje z chińskim wykonawcą.

Z kim rozmawiają Chińczycy — tego nie ujawnia. Polscy przedsiębiorcy przed laty alarmowali, że wpuszczenie do Polski Chińczyków rozreguluje rynek budowlany. Blady strach na branżę padł po przetargowym debiucie firmy COVEC, która z impetem weszła na A2, ale mimo zainwestowania 100 mln USD w rozruch inwestycji nie była w stanie jej zrealizować. Nie miała własnego zaplecza wykonawczego, a rodzimi przedsiębiorcy bojkotowali tych, którzy chcieli współpracować z Chińczykami.

— COVEC stał się symbolem firmy, która wygrała kontrakty po bardzo niskich cenach. Dziś już nie boimy się samych chińskich firm, ale obawiamy się, że gdy ruszy rządowy program budowy ekspresówek, znów dojdzie do wojny cenowej. W ogłaszanych obecnie przetargach pojawia się bowiem mnóstwo firm europejskich, niemających — podobnie jak Chińczycy

— na naszym rynku doświadczenia, ale zdeterminowanych do walki o kontrakty. W efekcie, kalkulując cenę, mogą po prostu nie wycenić dobrze ryzyka — mówi Jan Styliński.

…i pracowników

Papierkiem lakmusowym, który pokaże, czy Sinohydro poradzi sobie na polskim rynku, jest kontrakt na budowę Wrocławskiego Węzła Wodnego. Rok temu Chińczycy podpisali umowę i… zakasali rękawy.

— Spółka jest na półmetku tej inwestycji. Zatrudniła 120 osób, z czego 80 to Polacy — informuje Jacek Fabijańczuk. W internecie nadal pojawiają się także ogłoszenia, w których Sinohydro oferuje pracę spawaczom czy majstrom budowlanym. Czy roboty idą zgodnie z planem? — W kontrakcie mamy zapis zakazujący informowania o bieżącej realizacji kontraktu — mówi Piotr Stachura, rzecznik Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, który zlecił Chińczykom wykonanie kontraktu.

Nie ukrywa jednak, że gdyby pojawiły się problemy z realizacją umowy, byłoby już o tym głośno. Firma Sinohydro wygrała wrocławski kontrakt, oferując realizację zadania za 300 mln zł przy kosztorysie inwestora wycenianym na 500 mln zł. Chińczycy zapewniają jednak, że o kolejne polskie zlecenia nie będą walczyć na wszelką cenę. W przetargu na budowę zbiornika wodnego w Raciborzu znaleźli się w połowie stawki oferentów. Zaproponowali 1,48 mld zł, a wygrał Dragados proponujący nieco ponad 900 mln zł.

Chińska wojna cenowa

Rządy PiS i PO witały firmy z Państwa Środka z otwartymi rękami. W 2009 r. na A2 wszedł COVEC, wygrywając kontrakty za 40 proc. kosztorysu GDDKiA. Konkurenci bezskutecznie protestowali. Bojkotowali Chińczyków i nie chcieli z nimi współpracować. Chińscy menedżerowie szybko zorientowali się, że przy zaproponowanych stawkach nie są w stanie wykonać kontraktu.

Starali się, by GDDKiA przyspieszyła i zwiększyła płatności, ale ta odrzuciła ich prośby i Chińczycy zeszli z placu budowy. Wkrótce z polskich autostrad uciekać zaczęły także firmy europejskie, które nie były w stanie porozumieć się z GDDKiA w sprawie realizacji kontraktów.

Przełomowa firma

Na świecie Sinohydro znane jest m.in. z budowy Zapory Trzech Przełomów na rzece Jangcy, czyli największej na świecie elektrowni wodnej. Pracowali też przy budowie autostrad w Chinach oraz portów lotniczych w Szanghaju i Katarze. W ubiegłym roku obroty firmy sięgnęły 18,7 mld USD, a zysk netto 602 mln USD. Dla porównania, przychody największych działających w Polsce grup budowlanych przekraczają 3 mld zł.