Bezpieczeństwo chińskim inwestorom giełdowym zapewnia fakt, że – w przeciwieństwie do większości innych rynków – w Chinach państwowe podmioty sprawują kontrolę nad deponowaniem papierów wartościowych, handlem i rozliczeniami transakcji, napisał Charles Li we wpisie na blogu. Ta wypowiedź zbiegła się z kontrowersjami wokół ogromnych interwencji rządowych, mających zatrzymać załamanie indeksów na chińskich giełdach. Wskaźnik 30-dniowej zmienności indeksu Shanghai Composite wzrósł w lipcu najwyżej od 1997 r. Spośród wszystkich rynków wyższa zmienność utrzymuje się jedynie w Grecji.
- On stara się mówić w pozytywnym tonie, bo jest ryzyko utraty zaufania do architektury rynku – komentował w wypowiedzi dla Bloomberga Brett McGonegal, dyrektor w firmie inwestycyjnej Reorient Group.
Charles Li przyznaje jednak, że chiński system organizacji rynku ma pewne niedociągnięcia. Niewielka rola prywatnych brokerów uniemożliwia wykształcenie się wśród inwestorów nawyków zarządzania ryzykiem. Regulacje nałożone na emisje publiczne zakłócają rynkową grę popytu i podaży, a wyceny na rynku w większym stopniu odzwierciedlają zmiany w płynności niż fundamenty przedsiębiorstw. Obecny skok zmienności nie powinien jednak zaszkodzić długoterminowemu rozwojowi chińskiego rynku kapitałowego, ocenił Charles Li.
„Nie mam wątpliwości, że z upływem czasu chiński rynek stanie się centrum handlu w regionie Azji” – napisał menedżer na blogu.
