Tymczasem warto również spojrzeć szerzej na obraz sytuacji na rynku ropy naftowej. W poprzednim tygodniu Międzynarodowa Agencja Energetyczna oceniła, że Chiny będą jedynym rynkiem, na którym w bieżącym roku zaobserwujemy wzrost popytu na „czarne złoto”. Według wyliczeń MAE, 2020 rok przyniesie spadek globalnego popytu na ropę o około 9%.
Bardzo wymowne są dane dotyczące okresu kwiecień-wrzesień 2020 r. Pokazują one, że popyt na ropę w Chinach w tym czasie wzrósł o 3,6% w ujęciu rdr. To duży kontrast na tle pozostałych rejonów świata. Gdy spojrzymy na resztę krajów Azji, to we wspomnianym okresie popyt na ropę spadł tam o 14,8%. Nie lepiej wyglądają inne kontynenty: w okresie kwiecień-wrzesień br. popyt na ropę w Amerykach spadł o 15,9%, na Bliskim wschodzie o ponad 10%, w Afryce o niemal 15%, zaś rekordowa obniżka dotyczyła Europy, gdzie popyt spadł o 16,7% w ujęciu rdr.
Chiny relatywnie sprawnie poradziły sobie z koronawirusem, podczas gdy Stany Zjednoczone czy Europa znalazły się w dużo trudniejszej sytuacji i obecnie wciąż wprowadzają restrykcje związane z drugą falą pandemii. Niskie ceny ropy na globalnym rynku, spowodowane ograniczeniem w przemieszczaniu się i obniżonym popytem na paliwa, zachęciły Chiny do zwiększenia zakupów ropy i uzupełniania swoich rezerw.