Chiny szykują się do stymulacji?

GRZEGORZ LASKOWSKI
opublikowano: 2012-05-18 00:00

OPINIE

Po kryzysie w 2008 r. chiński rząd zdecydował się na olbrzymi pakiet stymulacyjny i w kolejnych dwóch latach wpompował w gospodarkę kilkanaście bilionów RMB, czyli niemal 3 bln USD. Znaczna część tych pieniędzy to kredyty, które kiedyś trzeba będzie spłacić. Czy Chiny będą w stanie zareagować równie energicznie w celu podtrzymania wzrostu gospodarczego w przypadku kolejnych zawirowań w światowej gospodarce? W częściowej odpowiedzi na to pytanie może pomóc analiza poprzedniego pakietu stymulacyjnego, a przynajmniej jego bankowej części.

W 1994 r. Chiny zrestrukturyzowały system bankowy, tworząc dwa rodzaje instytucji: banki komercyjne, nastawione na depozyty i kredyty detaliczne (również dla przedsiębiorstw) oraz tzw. policy banks, udzielające kredytów na realizację dużych, politycznie istotnych projektów. Jednostki terytorialne (samorządy) nie mogą zadłużać się w bankach ani emitować własnych obligacji. Aby zdobyć finansowanie na inwestycje, musiały tworzyć sztucznie przedsiębiorstwa (fundusze), wnosząc do nich źródło dochodu w postaci ziemi, akcji, przyszłych wpływów z podatków lub opłat lokalnych, czy też w formie innych papierów wartościowych. Te twory miały w ten sposób aktywa na zabezpieczenie kredytu oraz bieżące dochody do obsługi kredytów. Określane są jako LGFV (Local Government Financing Vehicles) lub LGFP (Local Government Financing Platform) i są zbliżone do podobnych tworów europejskich zwanych SIV (Special Investment Vehicles).

Taka forma finansowania inwestycji samorządowych funkcjonuje już od lat. Warto tutaj jednak zwrócić uwagę na dwa elementy. Liczba tego rodzaju kredytów wyraźnie wzrosła w ostatnich latach, głównie ze względu na próbę utrzymania tempa wzrostu gospodarczego i związane z tym wzmożone inwestycje samorządów. Drugi aspekt tej sprawy to aktywa, które były wykorzystywane w zabezpieczeniu i finansowaniu kredytów typu LGFV. Bardzo często samorządy wykorzystywały w tym celu nieprzerwanie rosnące nieruchomości oraz ziemię, ze sprzedaży której można było obsłużyć kredyty. Wielkość wszystkich kredytów tego typu szacowana jest na pomiędzy 9 a 14 bln RMB, czyli równowartość 25 proc. PKB.

Łącznie zadłużenie sektora samorządowego i rządowego wynosi około 45 proc. PKB, co jak na standardy europejskie wydaje się wartością nie tylko bezpieczną, ale wręcz zawstydzająco niską. Nie w ilości jednak tkwi problem, ale w jakości tej części portfela kredytowego banków. Większość tych kredytów ma zapadalność w kolejnych 3 latach, a nie wszystkie wydają się mieć pokrycie w bieżących przychodach. Ceny nieruchomości nie rosną, a ziemia nie jest już tak pożądana jak w ostatnich latach. Szacuje się że 30 proc. tych kredytów uznawanych jest za samofinansujące się i zaliczonych do najwyższej kategorii bezpieczeństwa. Niepewność dotyczy pozostałych 70 proc.

Czy zatem banki, które przygotowują się właśnie na ten zbliżający się problem, będą w stanie udźwignąć kolejny pakiet stymulacyjny? Wydaje się, że może być to utrudnione. Jednak jako banki w większości państwowe na pewno podejmą wyzwanie, przynajmniej tak długo, jak wystarczy kapitału.

GRZEGORZ LASKOWSKI

szef wydziału ryzyka rynkowego KGHM