Transport drogowy jest, i wszystko wskazuje na to, że nadal będzie, najczęściej wybieranym sposobem przewożenia ładunków po Europie.
Realne szanse na to, aby w ciągu najbliższych kilku lat pojawiła się alternatywa wobec przewozów drogowych i lotniczych, raczej nie istnieją.
— Stworzenie w ramach Europy alternatywnej, konkurencyjnej wobec przewozów drogowych i lotniczych, struktury transportu kolejowego i wodnego jest zadaniem, które wymaga nie tylko olbrzymich nakładów oraz aktywnych działań organów samorządowych, lecz również porozumienia zawartego na poziomie rządów kilkunastu krajów. Koncepcja budowy w całej Europie zintegrowanego systemu obejmującego połączenia kolejowe, śródlądowe i morskie, jawi się jako zadanie niemożliwe do zrealizowania w najbliższym czasie — przekonuje Robert Mianowski, dyrektor generalny TNT Express Polska.
Małe samoloty
Po dołączeniu do wspólnego rynku Europy kolejnych 10 państw i usunięciu barier celnych, przesyłki przemieszczane po Europie drogą lądową pod względem szybkości mogą konkurować z lotniczymi.
— Większość operatorów logistycznych oferuje transport przesyłek po Europie w ciągu 48-72 godzin. Taka szybkość przemieszczania zadowala klientów — mówi Piotr Kozłowski, dyrektor zespołu spedycji morskiej i lotniczej w spółce Schenker.
Na rynku usług lotniczych w Europie podstawowym źródłem wpływów dla linii lotniczych jest przewóz pasażerów. Tu przewoźnicy muszą konkurować jednak z tanimi liniami.
— Poza ceną, obszarem zmagań konkurujących firm jest także częstotliwość połączeń i ich szybkość. Taka walka wymusza na przewoźnikach obsługujących linie europejskie zmianę samolotów na mniejsze, które z kolei nie są najlepsze do przewozów cargo — wyjaśnia Piotr Kozłowski.
Koleje próbują zaproponować rozwiązania, które mogłyby konkurować z transportem drogowym, ale na razie niezbyt skutecznie. Klientom zależy na pewności dostawy, a niestety transport kolejowy jej nie gwarantuje.
— Na rynku działa też kilku lokalnych armatorów, którzy oferują np. połączenia pomiędzy portami bałtyckimi i Wielkiej Brytanii oraz Francji. Jednak usługa taka jest opłacalna praktycznie tylko dla klientów z regionów przyportowych — opowiada Piotr Kozłowski.
Dobre perspektywy
— Ma to szczególne zastosowanie w odniesieniu do Europy, której główne rynki, a zarazem szlaki komunikacyjne koncentrują się na terytorium kilku zaledwie krajów, oferując doskonałą synergię transportu kolejowego, wodnego i lądowego. Przykładem jest zurbanizowany i poprzecinany siecią szlaków transportowych trójkąt pomiędzy Amsterdamem, Paryżem i Stuttgartem. Ocenia się, że na obszar ten przypada ponad połowa wszystkich przewozów towarowych, realizowanych na naszym kontynencie — mówi Robert Mianowski.