Coraz trudniej być sobą

opublikowano: 02-07-2021, 14:30

Założyciel tego rodu otarł się o mezalians. Dziś familia, której dał początek w oparach skandalu, jest poniekąd wizerunkiem całej dynastii.

Cztery dekady temu debiut Mercedesa 190 wzbudził niemałe kontrowersje. Pojawienie się małego i tańszego modelu w ofercie marki słynącej z dużych i drogich aut niektórzy potraktowali jako skazę na wizerunku marki. Auto zyskało przydomek Baby Benz, co z jednej strony pieszczotliwie odnosiło się do jego rozmiarów, z drugiej podkreślało, że prawdziwym Benzem to on nie jest. 40 lat później już jest, bo – jak to z dziećmi bywa – dorósł.

Zmieszany, nie wstrząśnięty

Cześć cylindrom:
Cześć cylindrom:
Piąta generacja Mercedesa C jest zarazem pierwszą, w której nie będą instalowane silniki o liczbie cylindrów większej niż cztery. Dotyczy to również przyszłej, ewentualnej usportowionej wersji przygotowanej przez AMG.
materiały prasowe

Dziś to właśnie klasa C, czyli spadkobierca stodziewięćdziesiątki, uchodzi za ten klasyczny samochód z gwiazdą na masce. Dziś też już wiadomo, że podjęta przed laty decyzja o rozszerzeniu oferty o propozycję dla uboższych (co nie znaczy ubogich) klientów stała się podwaliną obecnej pozycji marki. Patrząc z tej perspektywy, można o klasie C myśleć jak o najważniejszym modelu Mercedesa. Możemy zatem przyjąć, że do salonów właśnie wjeżdża piąta generacja najjaśniejszej gwiazdy w konstelacji Mercedesa. Jaka jest? Jak to w Mercedesie: łączy klasykę z twardym stąpaniem po ziemi i domieszką poprawności politycznej. A teraz tłumaczę, o co mi chodzi.

Dlaczego klasykę? Bo to cały czas sedan i kombi. A to, w zalewanym SUV-ami, corossoverami i innymi mieszańcami łączącymi cechy różnych typów nadwozi, coraz większą rzadkość. Tu sytuacja jest jasna. Sedan to prostu sedan, a kombi – kombi. Klasyka gatunku. Wypada się z tego cieszyć, bo mieszańce zalewają świat (dziś to już ponad połowa sprzedaży). Końca tej powodzi nie widać. Zatem klasyka staje się wyjątkiem. A to do Mercedesa pasuje.

Wymiary. To spore auto. Zwłaszcza jak na określenie „baby”. Dziś w Mercedesie sporo jest mniejszych modeli. No, ale ustaliliśmy, że Baby Benz już dawno wyrósł z krótkich majtek i swego przydomku. Nowa generacja klasy C (oznaczona kodem W206) ma 4751 mm długości. Jeden rzut oka w specyfikację poprzednika (W205) i staje się jasne, że to o 6,5 cm więcej. Rozstaw osi wzrósł o 25 mm (do 2865 mm). W W206 jest też nieco szersza i niższa od poprzedniej generacji. W tym wypadku nieco to dokładnie 1 cm. Bagażnik ma 450 litrów (w sedanie) i 490 lirów (w kombi) pojemności, czyli gra w tej samej lidze co ten z W205. Wierność tradycji o wspomnianą klasyczność klasy C potwierdza również zawartość komory silnika. Tak! Są diesle (w tym ten najbardziej popularny w Polsce dla tego modelu – 200-konny C 200d). Rolę bazowej jednostki ma pełnić benzynowe C 180. To 1,5-litrowy silnik dostępny w wariancie 170- i 204-konnym. Dalej mamy dwulitrową benzynę C 300 o mocy 258 KM oraz dwa diesle: wspomniany C 220d – 200 KM i C 300d – 265 KM. Układ miękkiej hybrydy jest montowany do każdego z tych silników, podobnie jak automatyczna 9-biegowa skrzynia. W wersjach C 200 i C 300 będzie można też wybrać opcjonalny napęd na cztery koła 4Matic. Skrzyni manualnej w ofercie nie stwierdzono. I tą informacją powoli kończymy opisywać klasyczne cechy nowej klasy C i dochodzimy do udowodnienia, że Mercedes twardo stąpa po ziemi…

…bo musi

Odnośnik:
Odnośnik:
Cenniki startują od 173,9 tys. zł (sedan, benzynowe C 200, 170 KM). Diesel zaczyna się od 196,6 tys. zł – oczywiście co najmniej, bo wystarczy umiarkowane szaleństwo z opcjami, by dotrzeć do kwoty ćwierć miliona. I niech to ona będzie benchmarkiem dla tego modelu.
materiały prasowe

Układ miękkiej hybrydy w każdym silniku nie jest dowodem na uwielbienie marki dla takich rozwiązań, lecz koniecznością. Rzecz jasna idzie o normy emisji i ich doganianie. Dowodem na konieczność liczenia się z realiami jest również to, że klasa C będzie w niedalekiej przyszłości dostępna również jako hybryda plug-in. Ma być oparta zarówno na jednostkach benzynowych, jak i dieslach. Choć Mercedes na razie nie pochwalił się specyfikacją żadnego z tych napędów, wiadomo, że silnik elektryczny w nich stosowany ma mieć niemal 130 KM mocy i 440 Nm momentu obrotowego. Akumulator (o pojemności 25,4 kWh) ma zapewniać 100-kilometrowy zasięg na samym prądzie. Jeśli te przechwałki się sprawdzą, to będzie swego rodzaju rewolucja, bo dziś żaden z konkurentów tego nie potrafi. Ta rewolucja dopiero przed nami. Inna – i to jest ważna informacja – właśnie się wydarzyła. Klasa C Anno Domini 2021 nie będzie dostępna z silnikiem, który ma więcej niż cztery cylindry. Informacja ta pozostanie również aktualna w wypadku przyszłych wersji AMG tego modelu. Oznacza to ni mniej ni więcej tyle, że wraz z W205 bezpowrotnie pożegnaliśmy 6- i 8-cylindrowe silniki w klasach C. Powód? Jak zawsze. Normy i groźba kar za ich przekroczenie. Kolejnym dowodem na owo twarde stąpanie po ziemi jest wygląd auta. Mercedes chwali się, że klasa C może pochwalić się imponującym oporem powietrza wynoszącym 0,24 w sedanie i 0,27 dla kombi. Mercedes dodaje, że udało się to osiągnąć bez utraty charakterystycznych dla marki rozwiązań i tym samym dizajn nie pozostawia złudzeń, czyja fabryka powiła to dziecię. I wypada się z Mercedesem zgodzić. I dodać, że choć widać już z daleka, że to jedzie Mercedes, to nie do końca wiadomo jaki. Modele od lat są do siebie podobne i trudno odróżnić, czy mija nas klasa A (sedan), C, E czy nawet S. Czy to wada? To już zależy od posiadacza któregoś z tych aut.

Cztery kółka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
×
Cztery kółka
autor: Łukasz Ostruszka
Wysyłany co dwa tygodnie
Łukasz Ostruszka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Ową domieszkę poprawności politycznej, o której wspominałem, opisując koncepcję nowej klasy C, stanowi pewna zapowiedź. O ile klasa C to sedan lub kombi (czyli esencja klasyki), o tyle Mercedes nie zapomina, że to nie kombi i sedany mają największy rynkowy potencjał. Mają go oczywiście mieszańce. Dlatego klasa C (w nadwoziu kombi) będzie również dostępna jako tzw. All Terrain. To nowość, bo taka uterenowiona wersja z większym prześwitem i plastikowymi osłonami nie była dotychczas dostępna w tym modelu (występowała wyłącznie w klasie E).

Skurczy S…

I dobrze, i źle:
I dobrze, i źle:
Najnowsza odsłona średniego sedana od Mercedesa bardzo przypomina i te mniejsze, i te większe. Najbardziej klasę A sedan (z zewnątrz) i klasę S (wewnątrz). To doskonała wiadomość dla posiadaczy A i niespecjalna dla szczęśliwców za kierownicą S.
materiały prasowe

Wspominałem o podobieństwie różnych sedanów Mercedesa. Najbardziej jednak klasa C przypomina flagowca, czyli S. Szczególnie we wnętrzu. Jest tam trochę jak w wypranej w zbyt ciepłej wodzie klasie S. To samo, ale w mniejszym wymiarze. Ot, skurczona eska. Ale nie powinno to być zaskoczeniem. Mercedes C ma kokpit według tego samego pomysłu jak w najnowszej klasie S. Kierownica, nawiewy, dwa ekrany. Koniec. Mamy więc wielki 12-calowy wyświetlacz przed oczami i mniejszy, prawie 12-calowy pośrodku. Na pokładzie jest oczywiście najnowsze wcielenie systemu MBUX z możliwością sterowania głosowego. Stała łączność z siecią zapewni nie tylko kontakt ze światem i dostęp do aktualnych informacji, ale i np. serwisów streamingowych, wliczając w to autorską kolekcję muzyki udostępnianą przez producenta. Standardem będą również zdalne aktualizacje oprogramowania. Auto można wyposażyć w wielu asystentów, tak wielu, że trudno wymienić. Nowością jest system skrętnej tylnej osi. Ten dostępny jako opcja gadżet pozwala zmniejszyć promień skrętu o 43 cm i uczynić prowadzenie bardziej bezpośrednim. Oczywiście w opcji jest również adaptacyjne zawieszenie. Jest też ciekawostka. Znane z klasy S reflektory digital light. To rozwiązanie wykorzystujące 1,3 mln mikrolusterek pozwalające skierować strumień światła w dowolne miejsce, a także wyświetlać pomocne iluminacje, np. linie lub symbole na jezdni. Wszystko po to, by zapewnić optymalne doświetlenie przestrzeni przed pojazdem bez oślepiania innych uczestników ruchu.

Takie lub podobne rozwiązania są oczywiście i u konkurencji. I w tym sęk. Kiedyś świat motoryzacji był prostszy. Audi miało pięciocylindrowe silniki, BMW słynęło z doskonałego prowadzenia, a Mercedes był tym poukładanym, klasycznym elegantem. Dziś – to tylko moje wrażenie – te wyraźne różnice w charakterze się zacierają. Auta tych samych segmentów i klas są do siebie w prowadzeniu bardzo podobne. Myślę, że w teście w ciemno (jeśli taki byłby możliwy) trudno byłoby wychwycić różnice. Modele różnią się sposobem podania (żeby nie napisać: pokolorowania) przestrzeni, na jaką pozwalają im normy. A te dla wszystkich są identyczne. Zatem i wyraźnych różnic mniej. Oczywiście w prowadzeniu. Bo na zewnątrz i wewnątrz jeszcze jest kilka różnic. Nowa klasa C ma genialny system multimedialny i paskudnie niefortunny sposób obsługi wielofunkcyjnej kierownicy. Gładziki zamiast przycisków sprawiają, że ani razu nie udało mi się za pierwszym razem ustawić tego, co chciałem. Zamiast tego miałem losowo wybraną funkcję. Być może to wina moich niezgrabnych paluchów, niemniej irytująca, choć oczywiście nie stanowi o być albo nie być klasy C. Nawet dla mnie.

Pean naszych czasów

Mercedes C pozostał sobą. Oczywiście na tyle, na ile pozwalają mu normy i przepisy. Rezygnacji z dużych silników nie miałbym mu za złe… bo to nie wina tej marki, tylko rezultat chęci pozostania w grze. Zresztą to samo dzieje się u innych, konkurencyjnych dostawców aut. I mimo oczywistych podobieństw stara się za wszelką cenę pozostać Mercedesem. To świetna wiadomość dla wielbicieli gwiazdy. Dla mnie nie. Jakoś nie po drodze mi z tą marką. Nie iskrzy (albo bardzo rzadko – G i S) między mną a ich sposobem na podanie samochodu. Niemniej za osiągniecie uważam, że stara się być sobą w świecie, który nieustannie próbuje go zmienić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane