Czytasz dzięki

COVID-19 odbija się złotemu czkawką

Wzrost liczby zachorowań uderza w waluty środkowoeuropejskie, bo jego skutkiem może być opóźnienie ożywienia w gospodarkach

Jeszcze w ubiegłym tygodniu zmienność w notowaniach euro do złotego była najniższa od wybuchu pandemii COVID-19, a kurs wspólnej waluty utrzymywał się w odległości kilku groszy od dołków z czerwca i sierpnia. Jednak już w poniedziałek po takim sielankowym obrazie rynku nie było nawet śladu, bo krajowa waluta notowała gwałtowne osłabienie. Po południu kursy euro i dolara zwyżkowały odpowiednio o 0,9 oraz 1,8 proc., wychodząc na 4- oraz 2-miesięczny szczyt.

— Osłabienie złotego to efekt pogorszenia nastrojów na globalnych rynkach oraz rozlewania się po Europie drugiej fali epidemii — komentuje Piotr Matys, strateg walutowy Rabobanku.

O ile w Polsce w weekend padł nowy rekord odnotowanychprzypadków COVID-19, o tyle w innych krajach regionu szybkie pogarszanie się sytuacji widać było już w ubiegłym tygodniu. Inwestorzy obawiają się, że Europa Środkowa stanie się kolejnym poważnym ogniskiem epidemii. To postawiłoby pod znakiem zapytania zapewnienia polityków, że nie dojdzie do ponownych zamknięć gospodarek.

— Politycy odżegnywali się od takich pomysłów w obawie, że gospodarki by tego nie wytrzymały. Jednak coraz wyraźniej widać, że nasza część Europy ma problem z utrzymaniem sytuacji pod kontrolą, a to oznacza, że nie można wykluczyć żadnego scenariusza — zauważa specjalista.

To może podać w wątpliwość przekonanie, że gospodarki środkowoeuropejskie wyjdą z recesji relatywnie szybko, co wspierało dotąd waluty regionu. Nie da się wykluczyć, że koniunktura ułoży się w kształt litery W lub U, ostrzega Piotr Matys. Na obawy o skutki większej liczby zachorowań nałożyło się rozczarowanie globalnych inwestorów wynikami ubiegłotygodniowego posiedzenia Fedu.

— Wydaje się, że inwestorzy oczekiwali od decydentów silniejszego sygnału, że są gotowi zwiększyć program skupu obligacji rządowych (QE) w celu wspierania gospodarki, który jednak się nie pojawił. Skutkiem było pogłębienie pogorszenia nastrojów na świecie, które nie ominęło też rynku złotego — komentuje Piotr Matys.

Jego zdaniem oczekiwania wobec amerykańskich władz monetarnych były jednak o tyle mało realistyczne, że większe pole manewru w obecnej sytuacji ma polityka fiskalna. Odbicie koniunktury w USA może się nie utrzymać, jeśli w kongresie nie dojdzie do porozumienia w sprawie kolejnego pakietu wsparcia koniunktury. Tymczasem oprócz sytuacji na globalnych rynkach złotemu nie pomagały wydarzenia w krajowej polityce. Nasilający się w ostatnich dniach kryzys w koalicji rządzącej grozi przedterminowymi wyborami parlamentarnymi, które wypadłyby w samym środku kryzysu zdrowotnego i gospodarczego.

— To nie krajowa polityka była pierwotnym impulsem do wyprzedaży złotego, jednak z pewnością utrata przez rząd stabilnej większości parlamentarnej utrudniłaby szybkie przeciwdziałanie pogłębianiu się kryzysu — zauważa specjalista Rabobanku.

Jednocześnie w cień wydają się usuwać inne czynniki, które dotychczas miały znaczący wpływ na złotego, jak kwestia pozwów związanych z kredytami frankowymi czy polityki RPP. Wskazuje na to chociażby podobne do złotego zachowanie pozostałych głównych walut regionu — korony czeskiej i węgierskiego forinta.

— Inwestorzy mogli wychodzić z pozycji nastawionych na utrzymanie się trwającego od końca marca umocnienia walut regionu do euro i dolara. Rządy cały czas się uczą postępowania z epidemią, a to sprawia, że rozwój sytuacji w gospodarkach regionu jest bardzo niepewny — podsumowuje Piotr Matys.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane