Cyfra na straży

Marek Nocny
opublikowano: 2006-03-02 00:00

Ich kapitałem były wiedza, pomysły i sprawne ręce. Po 15 latach są jednymi z ostatnich liczących się polskich producentów systemów alarmowych.

Piętnasty rok swojej działalności gdańska firma Satel uwieńczyła otwarciem niemal w pełni zautomatyzowanego zakładu produkcyjnego. Linie technologiczne, na których powstają zaawansowane układy elektroniczne, budzą zazdrość międzynarodowej konkurencji, z którą spółka walczy w 43 krajach na czterech kontynentach.

Czas lutownicy

Trzej właściciele, Leszek Polakiewicz, Ireneusz Kowaluk i Grzegorz Rutkowski, opowiadają, że start nie był imponujący. Na początku lat 90. postanowili wykorzystać szansę, jaką dało otwarcie polskiego rynku na import sprzętu RTV, nieprzystosowanego do odbioru programów nadawanych w obowiązujących wtedy u nas standardach wschodnioeuropejskich. Produkowali przede wszystkim dekodery PAL i konwertery FM. Część z nich montowali sami właściciele Satela.

Spółka zajmowała dwa pokoje wynajęte w biurowcu na gdańskim Czarnym Dworze, a podstawę parku maszynowego stanowiły kupiony za pieniądze wspólników komputer oraz lutownice. Gotowe wyroby trafiały do trójmiejskich sklepów i serwisów RTV.

Po pierwsze – funkcjonalne

— Mieliśmy świadomość, że nasze przygotowanie zawodowe i wiedza pozwalają na tworzenie o wiele bardziej skomplikowanych układów elektronicznych. Któregoś dnia doszliśmy do wniosku, że ciekawym wyzwaniem jest szybko rozwijający się segment elektronicznych systemów alarmowych — mówi Leszek Polakiewicz.

Pierwszy system wprowadzili do produkcji w 1991 roku. W tym czasie na polskim rynku dominowało kilku krajowych producentów, ale rosło znaczenie dystrybutorów urządzeń importowanych.

Twórcy Satela założyli, że aby zdobyć dobrą pozycję na rynku, ich produkty muszą mieć niższą cenę, ale parametry wyższe niż produkty konkurencji. Stopniowo przekonywali do swoich wyrobów instalatorów i dystrybutorów. W ugruntowaniu pozycji na rynku krajowym i w drodze na rynki zagraniczne pomagała im obecność na branżowych targach, m.in. w Poznaniu.

Po drugie – niezawodne

Umacnianiu miejsca na rynku służyła także niezawodność produktów Satela.

— Przykładamy do tego szczególną wagę. Każde urządzenie opuszczające taśmę produkcyjną jest poddawane kompleksowym testom — zaznacza Ireneusz Kowaluk.

Stopień skomplikowania nowych wyrobów sprawił, że należało zautomatyzować produkcję.

— Konsekwentnie inwestowaliśmy zyski. Przez pewien czas pozostawaliśmy na utrzymaniu naszych żon. Był też czas, że zarabialiśmy mniej niż nasi pracownicy — opowiada Leszek Polakiewicz.

Pierwsza maszyna do automatycznego montażu układów elektronicznych pojawiła się w spółce w dwa lata po jej założeniu.

— Dzięki niej mogliśmy montować do 1200 elementów na godzinę — przyznaje Leszek Polakiewicz.

Dla porównania — dwie linie do montażu, które pracują dzisiaj w Satelu, pozwalają na zainstalowanie w tym samym czasie 70 tys. podzespołów.

Po trzecie – estetyczne

Po funkcjonalności i niezawodności przyszedł czas na estetykę.

— O ile poziom techniczny naszych urządzeń nie budził zastrzeżeń, o tyle wzornictwo pierwszych modeli obudów i paneli sterujących pozostawiało wiele do życzenia. W 1995 r. zainwestowaliśmy w pierwsze formy wtryskowe do produkcji plastikowych elementów urządzeń, a pięć lat później sami rozpoczęliśmy produkcję form wtryskowych i odlewów z tworzyw sztucznych — informuje Ireneusz Kowaluk.

Po czwarte – stale do przodu

Po kilku latach spółka zajmowała już nie dwa pokoje, lecz dwie kondygnacje. Na górze mieściły się biura konstrukcyjne, laboratoria i magazyny, a w piwnicy — linie produkcyjne. Ze względu na kubaturę, lokalizację i standard, obiekt przestał jednak spełniać wymagania właścicieli. Na 10-lecie spółka przeprowadziła się do siedziby przy ul. Schuberta na gdańskim Suchaninie.

Ale i tu, jak się okazało, rosnące zamówienia szybko przekroczyły możliwości produkcyjne i logistyczne. W ubiegłym roku Satel otworzył obiekt produkcyjno-magazynowy o powierzchni 5,5 tys. mkw. przy ul. Budowlanych w pobliżu gdańskiego lotniska Rębiechowo. Wartość inwestycji, w tym nowych linii technologicznych, to kilkanaście milionów złotych. Tym razem właściciele spółki przezornie zadbali o zapas terenu.

— Jeśli będzie potrzeba, to możemy potroić powierzchnię produkcyjno-magazynową — podkreśla Leszek Polakiewicz.

Czy będzie taka potrzeba? Już dziś Satel, prócz produkcji systemów alarmowych, oferuje również projektowanie i wykonanie form wtryskowych, produkcję detali z tworzyw sztucznych, montaż powierzchniowy układów elektronicznych, finalny montaż produktów. Wspólnicy zdradzają, że chcą poszerzać funkcjonalność swoich urządzeń, by służyły w tzw. inteligentnych budynkach.