Miasto, zamierzające ponownie gościć zimowe igrzyska w 2010 r., przegrało z Vancouver. Także dlatego, że stadion olimpijski na Koszewie pokryły groby poległych...
— Z mieszkańcami Sarajewa ciężko się rozmawia o wojnie. Zresztą — nie na miejscu pytać: nie mamy pojęcia, co ci ludzie przeszli! Chętnie za to dzielą się wspomnieniami żołnierze sił stabilizacyjnych SFOR — twierdzi Honorata Grązka, fotograf.
Trzy lata temu była w Sarajewie po raz pierwszy. Piętno wojny: domy podziurawione pociskami jak szwajcarski ser, okna ziejące pustką, osmalone ściany, piętrzące się gruzy, trawniki ogrodzone żółtą taśmą z napisem: „MINE!”... I amerykańskie helikoptery, eskortujące tramwaje sunące reprezentacyjną arterią miasta — aleją marszałka Tito, lepiej znaną jako Aleja Snajperów. A dziś?
— Wojna to przeszłość. Nie widać żołnierskich patroli, odbudowuje się budynki. Miasto tętni muzyką, wszędzie wyrastają knajpki — wśród postrzelanych domów toczy się beztroskie, kawiarniane życie. Widać dobrze ubranych ludzi, w fajnych ciuchach przemycanych z Włoch... Sarajewo wie, że musi przestawić się na tor: życie. Ale myśleć pozytywnie nie znaczy — zapomnieć... — uważa podróżniczka.
Pamięć trwa
Serbscy nacjonaliści z łatwością mogli otoczyć i ostrzeliwać Sarajewo, leżące w górskiej kotlinie. Tunel, przez który oblężone miasto (w latach 1992-95) utrzymywało łączność ze światem, zmieniono w muzeum. Podkop szedł pod lotniskiem, a wychodził poza liniami serbskimi — w podmiejskiej dzielnicy Dobrinja. Kończył się w piwnicy prywatnego domu. Jego właściciele udostępnili zwiedzającym — bezpłatnie — podziemny korytarz.
— Wąsko, ciasno, klaustrofobicznie... Niskim — zaledwie 1,5 m wysokości — obudowanym drewnianymi stemplami tunelem wywożono z miasta rannych i przywożono zaopatrzenie. Wagonikami — na dnie podkopu są tory. Po wyjściu na powierzchnię zwiedza się również altankę, gdzie wystawiono zdjęcia oblężonego Sarajewa i nazwiska poległych — opowiada Honorata Grązka.
Wszędzie pojawiają się pamiątkowe tablice — jeszcze niedawno pamięć o wojnie była zbyt świeża, by je stawiać. Każdy wiedział, że na kolorowym dziś i gwarnym bazarze, w masakrze spowodowanej serbskim ostrzałem zginęło 68 osób. Na symbol miasta wyrosły ruiny Biblioteki Narodowej, spalonej przez ludzi Radovana Karadżicia, przywódcy bośniackich Serbów. Ma być odbudowana — z funduszy zbieranych podczas koncertów muzyki poważnej i imprez patriotycznych, organizowanych pod tym, co z zabytku zostało...
Brakuje funduszy na remonty — ruiny znikają stopniowo. Coraz więcej jednak kolorowych, nowoczesnych budynków. Jak pomalowany na żółto hotel Holiday Inn, odnowiony specjalnie dla dyplomatów. Ale nie wszystkie rany łatwo się zabliźniają; przeraża, co wojna uczyniła z obiektami olimpijskimi. Położony w środku miasta stadion zmienił się w cmentarz. Tu zwożono ciała do identyfikacji, potem również grzebano zabitych. Widać drewniane krzyże z napisami „Rok 1993” i groby muzułmańskie z tą samą datą...
Życie nie znosi próżni. Choć nie wiadomo, co zrobić z mogiłami na stadionie, odbudowano i uruchomiono zniszczone olimpijskie lodowisko. Mimo tego, że dokoła rozciąga się cmentarz.
— W mieście powstały trzy nowe nekropolie. Cmentarz Męczenników, położony na wzgórzu wznoszącym się przy Starym Mieście, to miejsce spoczynku Aliji Izetbegovicia, lidera bośniackich muzułmanów, byłego prezydenta Bośni i Hercegowiny. Warto tam zajść — zobaczyć białe, identyczne obeliski muzułmańskich grobów, morze barwnych kwiatów. I panoramę Sarajewa, rozciągającą się z cmentarnego wzgórza — radzi Honorata Grązka.
Poleca też wycieczkę tramwajem ze Starego Miasta do dzielnicy Ilidza. Po drodze zobaczy się okaleczone wieżowce w Alei Snajperów — stąd serbscy strzelcy wyborowi celowali do przechodniów. Na kilkunastu niższych piętrach mieszkają ludzie, wyżej zaś widać zawalone gruzem dziury po zdewastowanych 2-3 kondygnacjach. Nad nimi — ocalałe mieszkania.
Osobliwe pamiątki
Mimo zniszczeń wojennych Sarajewo to największy — poza Stambułem — zespół architektury muzułmańskiej w Europie. Szczyci się ponad 60 meczetami. Jeden z nich, Gazi Husrev-bej zbudowany w XVI wieku przez majstrów z Dubrownika, uznaje się za najdostojniejszy na Bałkanach! Miał 5 bram, z tego 3 z pięknymi portalami. Pod kolebkowym sklepieniem mieściły się 52 kramy — handlowano tkaninami, galanterią i biżuterią. Ściany w sieni i wewnątrz meczetu pokrywają roślinno-geometryczne ornamenty, odnowione po pożarze w 1886 r. przez malarzy monachijskich. A na posadzkach świątyni leżą cenne dywany i kilimy.
Stare Miasto kryje nie tylko Gazi Husrev-bej i inne reprezentacyjne islamskie świątynie — meczety Ferdahija, Ali Pasza, Miszcina — ale także cerkiew prawosławną z XIV-XVI wieku, katedrę katolicką wzniesioną w XIX wieku oraz dwie synagogi wybudowane w wieku XVI. Brama zegarowa i most pochodzą z XVII w., zaś pozostałości fortyfikacji miejskich z wieku XVIII.
Nie ma tego tak dużo, by się zmęczyć zwiedzaniem. Gdyby jednak, jest mnóstwo kawiarenek, gdzie da się przysiąść. Da się też kupić pamiątki — pełno tu alejek ze starociami, obrazami, grafikami... Straganiarze sprzedają też osobliwe gadżety: długopisy, breloczki, wazoniki z łusek po pociskach rozmaitego kalibru.
Śedrwan to studnie wodotryski przy meczetach. Wierni obmywają w nich nogi przed wejściem do świątyni. Fontanna przy słynnym meczecie Gazi Husrev-bej stoi pośrodku podwórza, pod kopulastym daszkiem wspartym ośmioma drewnianymi kolumnami.
— Sarajewo rozciąga się z góry na dół i z dołu do góry. Wierni, zanim dotrą do meczetu, zdążą się nieźle zasapać! Często widzi się ludzi pijących wodę z ablucyjnych studni — dodaje Honorata Grązka.
Pod tureckim panowaniem ludność słowiańska, zamieszkująca ziemie współczesnej nam Bośni, przechodziła na islam. A sprowadzani w XVI wieku Turcy zasymilowali się. Do dziś większość Bośniaków to muzułmanie — lecz w mieście nie czuje się arabskich klimatów. O tym, że islam to religia większości, przypomina śpiew muezinów nawołujących z minaretów do modlitwy.
Niewielu mieszkańców Sarajewa chodzi w tradycyjnych strojach — chociaż bogate kraje znad Zatoki Perskiej, łożące hojną ręką na budowę meczetów w Bośni, płacą też ponoć tamtejszym kobietom, by nosiły chusty (150 bośniackich marek, czyli jakieś 75 euro). Aby islam widać było poza świątyniami...
Kompaktowa aleja
Zabytkowa część Sarajewa ciągnie się wzdłuż rzeki Miljacki. Na rzece kilkanaście mostów. Jeden z nich to most Gawriły Principa. Przez tego bośniackiego studenta Sarajewo — wtenczas stolica austriackiej prowincji Bośni i Hercegowiny — znalazło się na ustach świata. Bo 28 czerwca 1914 r. ów członek organizacji Młoda Bośnia zastrzelił austriackiego następcę tronu, arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego morganatyczną małżonkę, hrabinę Zofię Chotek. Zamach stał się pretekstem do rozpętania I wojny światowej.
Niestety, teraz most Gawriły Principa jest w remoncie, przesłaniają go rusztowania.
CD Alley to gigantyczny plac przed koszarami stacjonujących w mieście sił stabilizacyjnych SFOR. Pełno tu budek zawalonych po sufit tysiącami płyt kompaktowych. Cena? Dwa euro za płytę!
— W Bośni kopiowanie nagrań nie jest zabronione. Nawet żołnierze wyjeżdżający na patrol kupują sobie płyty, wrzucają do odtwarzacza i ruszają dalej — twierdzi podróżniczka.
Ale nie wszystko w Sarajewie jest równie tanie, jak pirackie kompakty. Za nocleg w 2-osobowym pokoju płaci się 220-260 zł.
— Biuro rezerwacji noclegów mieści się w zabytkowej części miasta, a wynajmowane pokoiki w tym samym budynku. Nam jednak zaproponowano apartament. Pracownik biura poprowadził nas wzdłuż ciągu pawilonów handlowych. To jeden z niewykorzystanych sklepów był apartamentem, wyposażonym w łazienkę i dwa łóżka! — śmieje się Honorata Grązka.
W sklepach — dość drogo. Skromne zakupy w spożywczym (bułki, masło, ser) to wydatek rzędu 30 zł. A kawa zamówiona w knajpce kosztuje jakieś 7 zł. Kurs marki bośniackiej to 0,5 euro. Można mieszać pieniądze, płacąc za jeden zakup i w markach, i w euro.
Warto jadać w knajpkach czevapczinica (potoczna nazwa sieci barów). Lokalne specjalności to czevapczici — mielone mięso z cebulą, pomidorami i przyprawami, podawane z pieczywem oraz plejskavica — mielone kotlety. Bośniackiej kuchni da się popróbować również w sarajewskim browarze, gdzie otwarto klimatyczny lokal. Kelnerzy noszą stroje ludowe, a potrawy przyrządza się na węglu, w wielkich garach.
— Jedzenie w Sarajewie jest smaczne. Jedyne, co nas zdumiało, to lokalna lemoniada. Zwykła woda, do której wyciśnięto cytrynę i dodano słomkę. Wszyscy ją piją. Kosztuje 1 euro. Lepiej już skosztować miejscowego trunku — wiliamówki, czyli rakii z gruszek — przekonuje podróżniczka.
Do niedawna turysta, pragnący zwiedzić Sarajewo, mógł liczyć jedynie na transport własny. Jak Polacy podróżujący do Chorwacji: niektórzy tak planowali trasę, by po drodze zajrzeć do miasta. Poszwendać się, poczuć atmosferę... Dziś Sarajewo jest łatwo dostępne — latają tam samoloty.
— Warto pojechać, choćby na kilka dni! A kto chce się przygotować na niepowtarzalny klimat tego miasta, powinien przed wyjazdem obejrzeć film: „Welcome to Sarajevo”, w polskiej wersji językowej znany jako „Aleja Snajperów” — radzi Honorata Grązka.
