4,09 pkt. w skali 1-6 przyznali Polsce zagraniczni przedsiębiorcy w rankingu atrakcyjności inwestycyjnej, wynika z badania przeprowadzonego wśród 369 firm z 14 izb przemysłowo-handlowych. Ocena jest nieco lepsza od ubiegłorocznej – 4,0 pkt. – ale i tak nie pozwoliła pokonać Czech, które w analogicznym badaniu zdobyły 4,13 pkt. Udało się natomiast skrócić dystans, bo Czechy rok wcześniej miały 4,11 pkt. Już drugi rok z rzędu zajmują pierwsze miejsce, wcześniej przez trzy lata to Polska była liderem.

Inwestorzy brali pod uwagę 21 czynników. Tradycyjnie najwyżej oceniają członkostwo Polski w UE (4,37 pkt. na 5 możliwych). W pierwszej piątce są też: kwalifikacje pracowników, jakość i dostępność lokalnych poddostawców, wykształcenie akademickie oraz produktywność i zmotywowanie pracowników.
- Najwyżej oceniane są kryteria, na które administracja ma relatywnie mały wpływ – zauważa Marcin Petrykowski, dyrektor generalny Standard&Poor’s.
Najgorzej – i niestety gorzej niż rok wcześniej – zostały ocenione: przewidywalność polityki gospodarczej (2,24 pkt., rok temu 2,30 pkt.), stabilność polityczna i społeczna (2,39 pkt., rok temu 2,50 pkt.), system i instytucje podatkowe (2,64 pkt. wobec 2,70), system kształcenia zawodowego (2,67 pkt. wobec 2,90), elastyczność prawa pracy (2,70 wobec 2,80) i obciążenia podatkowe (2,72 wobec 2,70).
- Nie gloryfikowałabym wagi elastycznego prawa pracy, bo niemieckie prawo jest nieporównywalnie ostrzejsze, np. w kwestiach rozstawania się z pracownikami. Najbardziej doskwiera mi kompletne niedopasowanie edukacji do potrzeb gospodarki. Gospodarka idzie w kierunku Przemysłu 4.0., a w Polsce ciągle kształci się mechanika – mówi Krystyna Boczkowska, prezes Robert Bosch.
Mimo czwórkowej oceny, 95,6 proc. zagranicznych inwestorów ponownie zainwestowałoby w Polsce. Lepsze notowania mieliśmy tylko raz w 12-letniej historii badania - w 2015 r.