Kupeg uverova pojistovna — tak brzmi pełna nazwa ubezpieczyciela, który na początku tego roku rozpoczął działalność nad Wisłą. Firma, która jest numerem jeden w segmencie ubezpieczeń należności u naszych południowych sąsiadów, uruchomiła oddział.

— W ciągu trzech lat chcemy wejść do grona trzech największych ubezpieczycieli należności w Polsce, a za pięć lat być niekwestionowanym numerem jeden — zapowiada Michał Winiarski, który stanął na czele polskiego oddziału Kupega.
Menedżer, który do lutego 2014 r. był wiceprezesem Euler Hermes, zna od podszewki polski rynek ubezpieczeń finansowych. Niekwestionowanym numerem jeden jest jego poprzedni pracodawca. Za Eulerem Hermesem plasują się Coface i Atradius, o resztę rynku walczą m.in. KUKE i Ergo Hestia.
— Nasze biuro w Warszawie zatrudnia obecnie dziewięć osób. Planujemy budowę struktur regionalnych. Nie chcemy obsługiwać klientów z poziomu centrali — zapowiada Michał Winiarski.
Nie ujawnia, ile czeskie towarzystwo zamierza zainwestować w Polsce. Według niego, wyróżnikiem Kupeg ma być jakość obsługi klientów. Ubezpieczyciel zapowiada, że przeniesie nad Wisłę standard stosowany w Czechach. Każdej firmie, która będzie korzystała z jego usług, zapewni opiekę delegowanego pracownika. A to znak, że Kupeg zamierza powalczyć o dużych klientów.
Cios dla branży
Rywale nie chcą komentować wejścia czeskiego ubezpieczyciela. Ich przedstawiciele, zastrzegając anonimowość, martwią się, że może wybuchnąć wojna cenowa. Ostatnie lata były dla ubezpieczycieli bardzo trudne. Najpierw ucierpieli na skutek bankructw w branży budowlanej, następnie zaś dotknęły ich problemy firm, handlujących sprzętem RTV i AGD.
Szczególnie bolesne było ubiegłoroczne bankructwo Domeksu, właściciela sieci Avans, które mogło kosztować rynek nawet 200 mln zł. To był mocny cios dla branży, jeśli weźmiemy pod uwagę, że roczny przypis składki z tytułu sprzedaży ubezpieczeń należności jest szacowany na 500-600 mln zł.
Marcin Olczak, dyrektor w zespole ryzyka kredytowego i politycznego firmy brokerskiej Marsh, ocenia, że plany Kupegu są bardzo ambitne.
— Rynek ubezpieczeń należności praktycznie stoi w miejscu. Przedsiębiorcy, którzy nie ubezpieczali się do tej pory, nie zrobią tego tylko dlatego, że na rynku pojawi się nowy ubezpieczyciel. To oznacza, że jeśli Kupeg będzie chciał zdobyć znaczące udziały, będzie musiał konkurować niskimi cenami, co może doprowadzić do wojny cenowej. Alternatywą jest wprowadzenie produktów niedostępnych w Polsce — mówi Marcin Olczak.
Kupeg nie znajduje się na straconej pozycji. Ma szansę na udany start, jeśli inni ubezpieczyciele go zlekceważą. Taką sytuację obserwowaliśmy 11 lat temu, gdy na rozpoczęcie sprzedaży ubezpieczeń należności w Polsce zdecydował się Coface.
Belgowie w grze
Choć Kupeg to firma o czeskich korzeniach, jej większościowym właścicielem jest grupa ubezpieczeniowa Credendo, którą kontroluje belgijski Delcredere Ducroire.
To odpowiednik naszej Konfederacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE). Delcredere Ducroire zajmuje się ubezpieczaniem eksportu i inwestycji zagranicznych belgijskich firm. Poza granicami Belgii działa od ośmiu lat — wówczas kupiła połowę udziałów w austriackim ubezpieczycielu finansowym Garant.
Pakiet 34 proc. udziałów w Kupegu należy do EGAP, czeskiej agencji ubezpieczeń kredytowych. To ona założyła Kupeg jako komercyjne ramię. W latach 2007-09 sprzedała większościowy pakiet udziałów belgijskiemu odpowiednikowi.
— W Europie Zachodniej działamy pod marką Credimundi, natomiast w Europie Środkowej i Wschodniej pod marką Kupeg — wyjaśnia Michał Winiarski.
Od dwóch lat Credendo jest obecna w Rosji pod marką INGO-ONDD. Grupa jest obecnie czwartym co do wielkości ubezpieczycielem należności w Europie.