Członkini RPP osłabiła złotego

Piotr Kuczyński, Marek Węgrzanowski
opublikowano: 2005-01-14 00:00

Wczoraj rano rynek złotego był spokojny, bez impulsów, które zmusiłyby graczy do mocniejszych zmian. Rozruszał go dopiero wywiad udzielony agencji Bloomberg przez Halinę Wasilewską-Trenkner, członkinię RPP. Jej zdecydowanie przedwczesne stwierdzenie, że nie ma szans na obniżkę stóp w 2005 r., część graczy przyjęła poważnie. Zaczęli sprzedawać obligacje — przedtem grali na spadek rentowności, czyli wzrost ceny.

To natychmiast osłabiło złotego. Kurs euro wzrósł do dziennego maksimum 4,0920 zł, a dolara do 3,0920 zł. Ten ruch był jednak krótki i nic w obrazie rynku nie zmienił. Wydaje się, że świadkami wyraźniejszych zmian kursów będziemy dopiero w przyszłym tygodniu, kiedy na rynek dotrze kilka raportów makroekonomicznych. O godz. 16.00 dolar wyceniany był na 3,0795 zł, a euro na 4,0672 zł (odchylenie: –15,36 proc.).

Wsparcie dla kursu EUR/PLN jest na poziomie 4,04. Przełamanie go otwiera drogę do 3,91 zł. Sygnałem sprzedaży złotego byłoby przełamanie w górę pułapu 4,108 zł za euro — powstałaby wtedy formacja podwójnego dna. Dolar ma wsparcie na poziomie 3,06 zł, a potem na 2,96 zł. Oporem jest pułap 3,14 zł, a potem 3,18 zł.

Czwartek był dniem europejskich banków centralnych. Decyzje w sprawie stóp procentowych podejmowały zarówno Bank Anglii, jak i ECB. W obu przypadkach nikt nie spodziewał się zmian. I banki nie zrobiły niespodzianki. Wydawało się, że raport o grudniowej sprzedaży detalicznej w USA i o tygodniowych zmianach na tamtejszym rynku pracy zmusi rynki do wyraźniejszej reakcji, ale tak się nie stało. Co prawda sprzedaż detaliczna wzrosła nieco bardziej niż prognozowano (1,2 proc. wobec prognozy 1,1 proc.), ale sprzedaż bez samochodów ledwo drgnęła (+0,3 proc.), co nie mogło cieszyć w okresie świątecznych zakupów.

Bardzo niedobre dane dotarły z rynku pracy USA — liczba nowych bezrobotnych wzrosła w ostatnim tygodniu do 367 tys. (400 tys. uważane jest za wartość recesyjną). Nie były to dane sprzyjające dolarowi, ale gracze czekali wczoraj na pretekst, by amerykańską walutę wzmocnić. Duża korekta jednak trwa nadal. O godz. 16.00 euro kosztowało 1,3210 USD, a dolar wyceniany był na 102,45 JPY.

Inwestorzy będą dzisiaj bardzo dokładnie analizowali amerykańskie dane makro. Listopadowe zapasy w firmach nie będą miały żadnego wpływu na rynki, ale dane o grudniowej inflacji w cenach producenta (PPI) mogą dać graczom silny impuls. W grudniu cena ropy spadła do poziomu z lipca 2004 r., nic więc dziwnego, że prognozy mówią o spadku inflacji. W tej sytuacji analizowana będzie wyłącznie inflacja bazowa (bez paliw i żywności). Zapowiadany jest nieznaczny jej wzrost i gdyby tak było, to wielkiego wpływu na rynki raport by nie miał (lekko pomógłby akcjom).

Gdyby jednak inflacja zrobiła niespodziankę i wzrosła mocniej, niż się spodziewają analitycy, to dolar powinien zyskać (z powodu szybszych i większych podwyżek stóp), a akcje stracić. Warto jednak zauważyć, że wzrost PPI sygnalizowałby, że przedsiębiorstwa mogą szybciej podnosić ceny, a to mogłoby wynikać z szybszego wzrostu gospodarczego. Inaczej mówiąc, negatywny wpływ większej inflacji na akcje nie byłby duży. Deflacja może wręcz inwestorów wystraszyć. Dane o dynamice produkcji są ostatnio lekceważone, ale gdyby wyraźnie odbiegały od spodziewanego 0,5-proc. wzrostu, nastąpiłaby reakcja. Oczywiście, im wyższa produkcja, tym lepiej dla dolara i akcji.

Kurs euro ma nadal opór na pułapie 1,337 USD, a wsparcie na poziomie 1,3175 USD (a potem na 1,305 USD).