Prawie 10 lat zajmował się emisjami akcji i obligacji, zasiadał we władzach spółek, wygłaszał mowę zaraz po wiceprezesie GPW. Znają go wszyscy. Jako Artura Rykowskiego. Tak naprawdę to Artur B.
— Ta historia nauczyła mnie choćby tego, że sprawdzam dokumenty tożsamości tych, z którymi zamierzam współpracować — przyznaje z uśmiechem, ale i zażenowaniem Paweł Bala, prezes i największy akcjonariusz Capital Partners.
Zeznając przed prokuraturą, Artur B. przyznał się do winy. Wyjaśnił, że nazwiska Artur Rykowski używał od dekady, chcąc „odciąć się od błędów młodości”. Stwierdził też, że mógł pracować jako prezes Capital Partners, gdyż... nikt nie żądał od niego dokumentu tożsamości! I rzeczywiście — jak ustaliliśmy — pełnił on funkcję wiceprezesa, a potem prezesa CP. Ale nie był tam zatrudniony...
W ostatnim momencie, tuż przed ukazaniem się tekstu, udało nam się dotrzeć do Artura B.
— Rzeczywiście posługiwałem się przez niemal 10 lat nie swoim nazwiskiem. Musiałem... To jednak jedyne moje przewinienie. Nigdy nie fałszowałem żadnych dokumentów ani nie używałem innych nazwisk niż Rykowski. Nie dokonałem też jakichkolwiek innych przestępstw. Próbowałem oficjalnie zmienić swoją tożsamość, ale bez sukcesu. Przyjdzie czas, że przedstawię kulisy tej sprawy — twierdzi Artur B.
Nie ten Artur
Kluczowy moment tej zadziwiającej historii to początek 2003 r.
Capital Partners, spółka notowana na pozagiełdowym rynku regulowanym CeTO, złożyła wniosek w Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Akcjonariusze chcieli wprowadzić do obrotu nowe akcje i obligacje. Wniosek rozpatrzono negatywnie.
Ale badający go pracownik KPWiG zwrócił uwagę na podejrzany numer PESEL prezesa Capital Partners, Artura Rykowskiego. Po sprawdzeniu okazało się, że ów numer należy do Artura B.
Sprawa trafiła do prokuratury. Podstawa? Podanie nieprawdziwych danych we wniosku i prospekcie emisyjnym.
Capital Partners założyli w kwietniu 2002 r. Paweł Bala i Arkadiusz Śnieżko. Bala był wcześniej członkiem zarządu firmy Pro Capital (zajmował się tam organizacją emisji akcji i obligacji dla wielu spółek). Śnieżko pracował m.in. w funduszach Enterprise Investors i MCI, inwestujących w przedsiębiorstwa z branży IT. W końcu postanowili działać na własną rękę. W kapitale akcyjnym CP objęli zgodnie po 250 tys. zł. Spółka miała zajmować się tym, na czym obaj znali się najbardziej: doradztwem przy emisjach publicznych i inwestycjami w firmy nowoczesnych technologii.
W czerwcu 2002 r. CP uzyskał 18 mln zł, sprzedając w ofercie publicznej 180 tys. obligacji. Bala i Śnieżko byli wiarygodni i znani ze swej działalności. Wśród obligatariuszy znalazły się poważne instytucje finansowe z grup Credit Suisse i CAIB oraz Otwarty Fundusz Emerytalny Dom. Część pieniędzy z emisji (niemal 7,4 mln zł) poszła od razu na zakup ponad 23 proc. akcji bydgoskiej giełdowej spółki informatycznej Telmax. Pozostałe środki czekały na nowe pomysły.
I wtedy w CP pojawił się nasz bohater.
Artur B. vel Artur Rykowski znał się z Pawłem Balą mniej więcej od 1997 r. Kiedy w połowie 2002 r. przedstawił ciekawe, jak twierdzi Bala, pomysły inwestycyjne — szybko (w sierpniu 2002 r.) został wiceprezesem, a nieco później (w grudniu 2002 r.) — prezesem Capital Partners.
Jako Artur Rykowski.
Problemy z tożsamością
Już na jesieni 2002 r. zmaterializowała się pierwsza koncepcja rzutkiego menedżera: zakup za blisko 4,2 mln zł prawie 10 proc. akcji notowanej na giełdzie firmy Computer Service Support. Plany były jednak znacznie ambitniejsze, pomysły się mnożyły — ale wymagały przypływu gotówki.
W październiku 2002 r. walne zgromadzenie akcjonariuszy Capital Partners powzięło decyzje o emisjach nowych akcji i obligacji. Wniosek trafił do KPWiG. Kiedy komisja powiedziała: „nie”, Artur Rykowski 17 marca 2003 r. złożył rezygnację. Tydzień wcześniej, jeszcze jako prezes Capital Partners, zlecił dwa przelewy (65 tys. zł) na swe prywatne konto.
Z tym że beneficjentem nie był już Artur Rykowski, lecz... Artur B.
— Śledztwo, prowadzone w tej sprawie od marca 2003 r., doprowadziło do przedstawienia Arturowi B. dwóch zarzutów: podania nieprawdziwych danych we wniosku i prospekcie emisyjnym i oszustwa na szkodę Capital Partners przez zlecenie dwóch przelewów na prywatne konto — mówi Maciej Kujawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Arturowi B. grozi do 5 mln zł grzywny i do 5 lat więzienia. Akt oskarżenia trafił właśnie do warszawskiego sądu. Nie pierwszy akt oskarżenia...
Dotarliśmy do informacji, że problemy z prawem i tożsamością Artur B. miał już wcześniej — jako główny akcjonariusz i prezes firmy doradczej Profundis Grupa Inwestycyjna.
W Sądzie Rejonowym Warszawa Ochota ustaliliśmy, że 12 lutego 2004 r. trybunał skazał go prawomocnym wyrokiem na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na 2 lata. Za co? Za wielokrotne posługiwanie się nie swoim dowodem tożsamości. Co ciekawe: akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu 20 września 2002 r., a zatem mniej więcej wtedy, gdy — jako Artur Rykowski — pojawił się w Capital Partners!
Znany wszystkim...
— Kiedy miał wejść do zarządu CP, podzwoniłem po znajomych dyrektorach zarządzających znanych funduszy inwestycyjnych i emerytalnych. Wszyscy wiedzieli, o kogo chodzi: Artur Rykowski to ktoś, kto przeprowadził sporo znaczących transakcji na rynku kapitałowym. Znaczy: wiarygodny — mówi były akcjonariusz CP.
Artur B. vel Rykowski, rocznik 1968, absolwent Wydziału Architektury Politechniki Gdańskiej, studiował też na tamtejszym Wydziale Cybernetyki Ekonomicznej i Informatyki. Twierdzi, że pracę na rynku kapitałowym rozpoczął w 1992 r. we Francji w funduszach z grupy Paribas.
Dwa lata później zaczął działać w Polsce, od początku jako Artur Rykowski. W latach 1994-1997 współpracował z funduszami private equity w ramach Programu Powszechnej Prywatyzacji. Potem zajmował się inwestycjami (głównie nowe technologie). Od końca 1999 r. był związany z Profundis Grupą Inwestycyjną, gdzie od 2001 r. pełnił funkcję prezesa. Był członkiem rad nadzorczych spółek: Karen Notebook, Sekom, PGI i Hyperion.
— Pamiętam go z konferencji w budynku GPW, na których występował jako mówca — m.in. po wiceprezesie giełdy. Jeszcze jako szef Profundisu, pod koniec lat 90., zorganizował wystawne przyjęcie w Teatrze Narodowym, na którym pojawili się na przykład aktorzy święcącego wtedy triumfy kinowe filmu „Młode wilki” oraz śmietanka rynku kapitałowego. Wszyscy go znali jako Artura Rykowskiego — wspomina prywatny inwestor, pracujący kiedyś w kilku funduszach venture capital.
Wszystko możliwe
Artur B. w Capital Partners pełnił funkcję wiceprezesa, a potem prezesa CP. Ale nie był tam zatrudniony...
— Miał jedynie ustną umowę z akcjonariuszami CP, że — w ramach wynagrodzenia — może objąć akcje menedżerskie. Warunek: trzy udane inwestycje i doprowadzenie do skutecznej emisji nowych akcji i obligacji. Do tego jednak nie doszło — wyjaśnia nasz informator.
— Mimo wszystko nie rozumiem, jak mógł tak długo uchodzić za Artura Rykowskiego. Przecież — będąc prezesem Profundisu, a potem CP — otwierał rachunki bankowe i brokerskie, musiał też składać poświadczony notarialnie wzór podpisu w Krajowym Rejestrze Sądowym — nie kryje zdziwienia jeden z naszych rozmówców.
W bankach i biurach maklerskich nie sprawdzaliśmy. Wiadomo — tajemnica. Akta rejestrowe są jednak ogólnie dostępne. I tu niespodzianka!
W aktach CP nie ma w ogóle wzmianki o tym, że Artur Rykowski został w sierpniu 2002 r. wiceprezesem tej spółki! Kiedy zaś w grudniu 2002 r. obejmował stanowisko szefa firmy, sąd powziął pewne wątpliwości. Powstał nawet sądowy protokół niezgodności, w którym nazwisko Rykowski zmieniono na B. Ale ostatecznie sąd w pozycji „prezes zarządu” wpisał do rejestru jednak Artura Rykowskiego — choć ten nie przedstawił wzoru podpisu, poświadczonego przez notariusza!
Kiedy nie udało się przeprowadzić nowej emisji akcji i obligacji, a Artur Rykowski — vel B. — odszedł z firmy, obligatariusze postanowili odzyskać pieniądze. Powód? Mała efektywność inwestycji oraz zaostrzający się konflikt pomiędzy założycielami — Pawłem Balą i Arkadiuszem Śnieżko. Spór ten doprowadził do odejścia z firmy Śnieżki i pojawienia się nowych akcjonariuszy, a wśród nich wzbudzającego wielkie kontrowersje Mariusza Świtalskiego, związanego swego czasu z Elektromisem.
CP w kwietniu i maju 2003 r. wyprzedał wszystkie akcje Telmaxu i CSS, z tych drugich osiągając nawet spory zysk — ponad 1 mln zł. Odzyskane pieniądze posłużyły do wykupu obligacji.
Historia spółki zatoczyła koło.
Lepsze niż MBA
— Zajęliśmy się działalnością doradczą — doradzaliśmy Boryszewowi przy nowej emisji akcji i Telmaxowi przy fuzji ze Spinem. Przeprowadziliśmy też emisję obligacji Swissmedu, szpitala prywatnego z Gdańska. Na oku mamy kilka kolejnych projektów. Wszystko zmierza w dobrym kierunku — zapewnia Paweł Bala, prezes CP, wciąż posiadacz połowy akcji spółki.
A sprawa Artura B.? Capital Partners dołączył do śledztwa prokuratorskiego jako pokrzywdzony i — po ewentualnym wyroku karnym — zamierza na drodze cywilnej dochodzić utraconych 65 tys. zł.
— Niedawno kolega spytał, ile włożyłem w CP. Odpowiedziałem, że około 1 mln zł. On na to: 250 tys. USD, tak? To mniej więcej tyle, ile kosztują dobre studia MBA. A ta historia nauczyła cię dużo więcej niż MBA. I chyba ma rację... — kończy Paweł Bala.
