Czwarta runda — bez rezolucji

14-12-2016, 22:00

Na zakończenie sezonu politycznego w Strasburgu przetoczyła się przez Parlament Europejski (PE) — ale nie 13 grudnia po południu, czyli w porze polskich obchodów 35. rocznicy stanu wojennego, lecz dnia następnego — już czwarta tegoroczna debata o stanie praworządności i demokracji w Polsce. W odróżnieniu od kwietnia i września, tym razem europosłowie nie głosowali nad żadną rezolucją, po prostu sobie godzinę pogadali.

W stanowiskach grup politycznych, a zwłaszcza europosłów polskich nic się od września nie zmieniło. Zdecydowana większość PE, na czele z najliczniejszą Europejską Partią Ludową (do której należą Platforma Obywatelska i Polskie Stronnictwo Ludowe), w czwartej rundzie podtrzymała opinię, że roczne sparaliżowanie, a obecnie już bezpośrednie przejmowanie Trybunału Konstytucyjnego (TK) przez Prawo i Sprawiedliwość spycha Polskę na manowce praworządności i cofa nasz kraj cywilizacyjnie. Tezy twardego odporu danego przez odosobnionych Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, czyli grupę współtworzoną przez europosłów PiS, także się nie zmieniły. Według nich debata PE ponownie była bezzasadna i nieobiektywna, a elity unijne… wyalienowały się z kultury europejskiej. Dostało się nie tylko Komisji Europejskiej (KE), lecz jeszcze bardziej — Komisji Weneckiej. Przypomnę, że to ciało utworzone przez Radę Europy, czyli wcale nie unijne, jest powszechnie szanowane za wyważone i uczciwe opinie na świecie — ale ostatnio na pewno nie przez rząd w Warszawie.

W imieniu KE stan polskich spraw ocenił jej wiceprzewodniczący Frans Timmermans, postrzegany przez PiS jako jastrząb. Potwierdził, że unijny gabinet trzyma rękę na pulsie i na bieżąco monitoruje kolejne polskie ustawy dotyczące TK. Stwierdził m.in., że najnowszy pomysł, aby to prezydent RP samodzielnie powołał p.o. prezesa trybunału, jest niezgodny z Konstytucją RP. Rzeczywiście, art. 194 ust. 2 bez jakichkolwiek wątpliwości i możliwości naginania rozstrzyga, że prezydent powołuje prezesa i wiceprezesa „spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Trybunału Konstytucyjnego”. Bez względu na obecne skomplikowane okoliczności, jakikolwiek inny tryb powołania prezesa TK będzie oczywiście niekonstytucyjny — ale w Polsce żaden organ już tego nie stwierdzi. Natomiast w Brukseli czy Strasburgu — jak najbardziej.

Środowa debata PE, zwłaszcza niezakończona rezolucją, nie będzie miała jakiegokolwiek znaczenia prawnego. Ale w kategoriach polityczno-wizerunkowych jeszcze bardziej obniża inicjatywne możliwości rządu Beaty Szydło, co może być odczuwalne nawet już na najbliższym brukselskim szczycie Rady Europejskiej (RE) w czwartek. Rzecz jasna KE nie przejdzie do uruchomienia artykułu 7 unijnego traktatu i złożenia wniosku o stwierdzenie zagrożenia dla praworządności w Polsce. Wymagałoby to jednomyślności na szczycie RE (bez uwzględniania kraju, którego dotyczy problem), która jest niemożliwa, choćby dzięki deklaracji premiera Viktora Orbąna. Ale echo starcia PiS z KE podczas korekty unijnej perspektywy finansowej 2014–20, czego skutkiem może stać się zwężenie polskiego strumienia pieniędzy spójnościowych oraz rolnych, jest jak najbardziej realne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Czwarta runda — bez rezolucji