Czym się różni rząd Tuska od U2

Małgorzata Dacko-Tomańska, Rafał Tomański
13-12-2009, 11:20

Ekipa U2 daje radę obsłużyć średnio co  trzeci dzień wielki koncert, a polscy politycy miesiącami nie potrafią przegłosować nawet najprostszej ustawy.

Grzegorz Schetyna chce, żeby Platforma Obywatelska była jak U2*. Wszyscy się śmieją (poza fanami, ci protestują). Ale przecież to doskonała wiadomość! W końcu show-business to ten rodzaj pracy, o której Michael Winner (brytyjski reżyser, który zapoczątkował cykl filmów "Życzenie śmierci" z Charlesem Bronsonem) powiedział: "praca zespołowa to dużo ludzi, którzy robią to, co ja im każę".

Każdy, kto przepracował choćby jeden dzień na planie zdjęciowym albo przy przygotowaniu koncertu, dobrze wie, że inaczej się nie da. Tradycyjny model pracy zespołowej: forming — storming — norming — performing może fajnie się rymuje i ładnie wygląda na slajdach w Power Point, ale w ten sposób nie da się ustawić wielkiej sceny albo przygotować programu telewizyjnego. W końcu kiedy każde opóźnienie kosztuje i może skutkować fiaskiem całego przedsięwzięcia, nie ma miejsca na jałowe dyskusje i udowadnianie sobie, kto ma rację, a kto nie.

Świnoujście w RFN

Powiedzmy sobie szczerze, czy ktokolwiek poszedłby na koncert, gdzie polityk byłby odpowiedzialny za zawieszenie na wysokości 50 m nad sceną ekranu, który waży 54 tony, ma powierzchnię dwóch kortów tenisowych i jest podpięty za pomocą 30 tys. kabli (bo dokładnie taki ekran wisi nad sceną na koncertach U2)? Dodajmy do tego jeszcze informację, że przygotowania do ostatniej trasy U2 trwały ponad cztery lata, że cała konstrukcja sceny waży 200 ton, jest wożona w 68 ciężarówkach, a dzienne utrzymanie tego wszystkiego kosztuje milion funtów.

Zespół zagrał od czerwca do października prawie 50 koncertów, czyli średnio co trzeci dzień ekipa musiała montować i demontować całą konstrukcję. Ale tym, co najbardziej różni pracę ekipy U2 od polityki, jest to, że wszystko to robi zaledwie zespół 137 osób plus około setki na miejscu. Dla porównania, w samej centrali Ministerstwa Finansów pracuje ponad 2 tys. biuralistów.

Dlaczego U2 daje radę, a politycy nie umieją przegłosować nawet najbardziej oczywistej ustawy, która ukróciłaby samowolę urzędników? Jak to możliwe, że na spotach wyborczych PO do Parlamentu Europejskiego ktoś na mapie przyłączył Świnoujście do Niemiec? Jak to się stało, że po aresztowaniu Romana Polańskiego minister Bogdan Zdrojewski mówi, że to antypolski spisek, a chwilę później premier Tusk wzywa, by nie podnosić w tej sprawie narodowego larum. Czy tam ktoś w ogóle ze sobą rozmawia?

Facylitacja społeczna

Rozmowa. To byłby pierwszy krok do pracy zespołowej. Bo prawdziwa praca zespołowa to coś więcej niż tylko zebranie pewnej grupy ludzi i nazwanie ich zespołem. Przydaje się tutaj znajomość psychologii. Robert Zajonc, psycholog polskiego pochodzenia, w latach 60. odkrył zjawisko facylitacji społecznej. Chodzi w nim o to, że obecność innych jest motywująca przy wykonywaniu zadań rutynowych i dobrze wyćwiczonych (dlatego na sportowców dobrze działa bezpośrednie konkurowanie ramię w ramię), ale niekorzystnie wpływa na wykonywanie zadań bardziej skomplikowanych.

Nieco pocieszające jest to, że ten sam problem mają karaluchy. Według badań Zajonca, karaluchy szybciej uciekają przed światłem, jeśli mają publiczność. Jednak dzieje się to tylko wtedy, kiedy mają przed sobą prostą drogę. Przy większych wyzwaniach (np. w labiryncie) towarzystwo innych działa na nie deprymująco.

Dlaczego tak się dzieje? Zajonc twierdzi, że w towarzystwie innych ludzie (i karaluchy) są zbyt pobudzeni, żeby rozsądnie myśleć. Inni badacze wskazują z kolei na rozproszenie uwagi i lęk przed oceną. Czy to oznacza, że jeżeli do wykonania jest zadanie bardziej skomplikowane niż wyścigi po sejmowych korytarzach, praca zespołowa nie ma sensu? Nie do końca. Okazuje się, że jeśli członkowie zespołu mają pewność, że ich wkład pracy nie może zostać wyodrębniony i oceniony — potrafią rozwiązać naprawdę skomplikowane problemy.

Anonimowość jest jednak szkodliwa przy łatwych zadaniach, bo wtedy lenistwo bierze górę i ludzie przestają się starać (to tzw. próżniactwo społeczne). Być może właśnie przy bardzo skomplikowanych zagadnieniach wymagających nowatorskich rozwiązań, zamiast burzy mózgów czasami lepiej sprawdziłoby się znane z przedszkola anonimowe wrzucanie pomysłów do kapelusza.

To nie koniec problemów z pracą zespołową. Kolejny na liście to efekt Apollo, odkryty przez brytyjskiego teoretyka zarządzania Mereditha Belbina. Belbin podzielił badanych menedżerów na kilka drużyn (uspokajamy: nie wsadził ich do labiryntu). Najinteligentniejsze osoby umieścił razem i nazwał drużyną Apollo na cześć misji kosmicznej. Co się okazało? W zadaniach, które wymagały inteligencji i zmysłu twórczego, drużyna bystrzaków zajmowała ciągle ostatnie miejsce. Menedżerowie o wysokim ilorazie inteligencji tracili czas na bezowocne dyskusje i rozszarpywali nawzajem swoje pomysły na strzępy (oczywiście zawsze w jak najbardziej błyskotliwy sposób). Na logikę w końcu nikt nie chciałby być leczony przez zespół sześciu doktorów House’ów?

Praca w pojedynkę bywa kusząca, szczególnie jeśli ma się trochę oleju w głowie. W co drugim filmie jakiś superbohater ratuje ludzkość przed zagładą. Kiedy sąd w Dijon wydaje korzystny wyrok dla grupy Belvedere, to wszyscy żartują, że to Bruce Willis uratował polską wódkę. Możemy się wściekać na mechaników z BMW Sauber, którzy przy zwykłym dotankowaniu potrafili nie dokręcić koła albo nawet zrzucić cały pojazd z podnośnika. Ale co zrobić, przecież w czasie wyścigu nie można wyjść z samochodu i zatankować samemu. Chcemy czy nie, musimy na co dzień grać w zespołach (niekoniecznie od razu w U2). Nawet dr House nie stawia diagnozy w pojedynkę.


*Grzegorz Schetyna: Platforma Obywatelska jest jak U2. Członkowie zespołu przyjeżdżają na koncert, praktycznie każdy z innej strony świata. Przyjeżdżają osobno, podają sobie ręce, grają wielki koncert i wyjeżdżają. Później spotykają się za tydzień, dwa w innym miejscu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Dacko-Tomańska, Rafał Tomański

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Czym się różni rząd Tuska od U2