Dacia odświeża Wiosnę

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2024-02-23 11:30

Więcej mocy, więcej miejsca, ale tyle samo zasięgu. To przepis Dacii na odświeżenie modelu Spring – swojego pierwszego auta na prąd.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Pierwszy elektryczny samochód Dacii – Spring – zadebiutował pod koniec 2020 r. Zatem, zgodnie z motoryzacyjnym kalendarzem, najwyższy czas pomyśleć o kuracji odmładzającej. Tym bardziej że jest co odmładzać.

Najtańszy nie znaczy tani

Dacia Spring była jednym z najtańszych elektryków na rynku. Na rynku aut elektrycznych, oczywiście. Za niewielki miejski crossover z baterią 27,4 kWh i zasięgiem w okolicach 200 km (przy dobrych wiatach) żądano niewiele poniżej 90 tys. zł (po uwzględnieniu dopłat z programu Mój elektryk). Na rynku aut elektrycznych to rzeczywiście… promocja. Ale należy pamiętać, że Spring nie był mistrzem. Ani dizajnu, ani wykończenia, ani osiągów. W tej ostatniej kategorii plasował się szczególnie daleko od wyników mistrzowskich. Nie tylko jako elektryk – jako samochód w ogóle. Nawet miejski. Za napęd odpowiadał silnik elektryczny o mocy 44 KM (125 Nm). Od 0 do 50 km/h przyspieszał w 5,8 s. Lecz sprint od 0 do 100 km/h zajmował kierowcy i jego „wiośnie” ponad… 19 s. Prędkość maksymalną ograniczono do 125 km/h. Osiągi miejskie, nawet bardzo.

Wykończenie przeciętne, dizajn mało porywający. Wszystko to sprawiło, że Dacia Spring była nie tyle autem dla tych, którzy elektryka mieć chcieli, ile dla tych, którzy z różnych względów mieć go musieli. Chodzi np. o firmy co to w politykę wpisały sobie procent aut zeroemisyjnych we flocie. Dacia doskonale się w ten procent wpisywała. Tania – jak na elektryka. I to była jej główna zaleta. Poza tym wystarczyło, że była i pozwalała realizować cele. Niekoniecznie związane z mobilnością.

Nowe rozdanie

Dacia najwyraźniej nie chce, by jej elektryk był kupowany wyłącznie dla procentów, pewnie dlatego mocno odświeża swój elektryczny model. Spring się zmienił. Bardzo. Można pomyśleć, że to kolejna, zupełnie nowa odsłona tego modelu. Ale nic z tych rzeczy. To klasyczny face lifting. Zmiany stylistyczne są zgodne z obecną polityką tej marki dotyczącą aparycji. Auto upodobniło się do jej innych nowych modeli – i to należy uznać za duży plus. Bo nowe dacie wyglądają znacznie drożej, aniżeli głosi faktura.

Znacznie lepiej (na zdjęciach) sytuacja wygląda również wewnątrz auta. Poza 7-calowym wyświetlaczem cyfrowych zegarów nowy jest także 10-calowy ekran multimediów wyposażony w nowy system – to spora zmiana w porównaniu z mocno analogowym wnętrzem Springa sprzed odmłodzenia. Inny jest także panel obsługi klimatyzacji – konserwatystów uspokajam, są fizyczne przyciski. Nowością jest też dodanie regulacji kolumny kierownicy. Sporo pracy poświęcono na szukanie dodatkowego miejsca. Rezultat? Pod maską wygospodarowano je na 35-litrowy bagażnik. Odrobinę więcej przestrzeni uzyskano też w kufrze – liczy teraz 308 litrów zamiast 290 jak poprzednio.

Jak z wykończeniem? Na to pytanie dopowiem dopiero po pierwszych jazdach.

Dacia podczas liftingu nie poprzestała jednak na kwestiach stylistycznych czy ergonomicznych. W nowym Springu obok dotychczasowej wersji 45-konnej zagości wariant o 20 KM mocniejszy. To pozwoli osiągnąć 100 km/h w niespełna 14 s. Nie poczyniono żadnych zmian w kontekście akumulatorów. Można się zatem spodziewać, że zasięg mocniejszej wersji spadnie co najmniej o 20 km. Dacia uważa jednak, że deklarowany zasięg 220–230 km w zależności od wersji jest całkowicie wystarczający dla grupy docelowej. Według badań właściciele springów pokonują bowiem dziennie mniej więcej 37 km przy średniej prędkości 37 km/h, a 90 proc. użytkowników przejeżdża w ciągu dnia mniej niż 70 km. Z kolei 75 proc. właścicieli ładuje swoje dacie z domowego gniazdka. W związku z powyższym marka nie zdecydowała się wyposażyć nowego Springa w mocne złącze ładowania. Maksymalna moc z prądu DC wynosi 30 kW, co pozwoli naładować akumulatory z 20 do 80 proc. w 45 minut. Co ważniejsze, Spring został wyposażony w możliwość ładowania dwukierunkowego – jeśli więc zapragniesz podładować komputer lub podłączyć wiertarkę, Spring nie odmówi ci tej przyjemności.

Ceny odświeżonej „wiosny” pozostają na razie tajemnicą. Cennik odchodzącego modelu zaczyna się obecnie od 107 tys. zł (bez dopłat, wersja osobowa). Kiedy wchodził na rynek kosztował jednak (również bez dopłat) 30 tys. zł mniej.

Czego możemy się spodziewać? Dwóch rzeczy. Po pierwsze Dacia nie zmieniła grupy docelowej modelu Spring, ale sprawiła, że owa grupa będzie bardziej uśmiechnięta. Po drugie Spring pozostanie jednym z najtańszych elektryków na rynku, przynajmniej do momentu rozpanoszenia się u nas producentów z Chin.