Dairy Queen Buffetta znowu chce do Polski

Restauracyjny biznes legendarnego inwestora z hukiem pojawił się na polskim rynku i szybko zniknął. Po niecałym roku wraca

Pod koniec maja przedstawiciele Dairy Queen (DQ), sieci restauracji szybkiej obsługi, znajdującej się w portfelu Warrena Buffetta, przyjeżdżają szukać franczyzobiorców nad Wisłą. To druga próba zaistnienia w Polsce. Pierwsza skończyła się nagle i po cichu, odwrotnie niż debiut.

WIZJA: Gdy John P. Gainor, prezes International Dairy Queen, oglądał pierwsze lokale sieci w Polsce na początku zeszłego roku, mówił o tworzeniu u nas m.in. regionalnego centrum szkoleniowego dla sieci na Europę i kreślił wizje rozwoju nie tylko lokali, ale również polskich dostawców.
Zobacz więcej

WIZJA: Gdy John P. Gainor, prezes International Dairy Queen, oglądał pierwsze lokale sieci w Polsce na początku zeszłego roku, mówił o tworzeniu u nas m.in. regionalnego centrum szkoleniowego dla sieci na Europę i kreślił wizje rozwoju nie tylko lokali, ale również polskich dostawców. Marek Wiśniewski

Najważniejsi wychodzą

Latem 2015 r. biznesowe media obiegła wieść, że pierwszy lokal DQ w Europie ma pojawić się właśnie w Polsce. Sieć miał zbudować lokalny masterfranczyzobiorca — spółka Sparrow 4, a nasz kraj miał stać się przyczółkiem do ekspansji amerykańskiego szyldu na kontynencie.

— Trzy najważniejsze dla nas rynki to obecnie Chiny, Wietnam i Polska, więc to im będziemy poświęcać najwięcej uwagi — deklarował w styczniu 2016 r. w rozmowie z „PB” John P. Gainor, prezes International Dairy Queen (IDQ). W Chinach działało wówczas 700 lokali sieci, w Wietnamie — 24, a w Polsce — trzy (wszystkie w Warszawie). Latem 2016 r. już ich u nas nie było. Sparrow 4 zapadło się pod ziemię, a John P. Gainor poprzez biuro prasowe przekazał lakonicznie, że „niestety American Dairy Queen została ostatnio poinformowana, że wszystkie trzy lokalizacje zamknięto”. Amerykańska centrala zaznaczała, że Europa, w tym Polska, pozostają w obszarze jej zainteresowania. Rynkowe komentarze były jednak jednoznaczne — że marka jest spalona, przynajmniej na jakiś czas. I to nie po stronie konsumentów, ale kontrahentów, zarówno tych wynajmujących jej lokale, jak i dostarczających produkty. DQ chwaliło się, że we współpracy z polskimi firmami opracowało menu odpowiadające unijnym regulacjom i to z nimi będzie współpracować przy dostawach do kolejnych europejskich krajów, do których będzie wchodzić. DQ jest przekonane, że sobie z tą przeszłością poradzi. „Polacy reagowali bardzo dobrze na markę. Wiele biznesów mierzy się z niespodziewanymi wyzwaniami, gdy wchodzi na nowy rynek, a nas do powrotu zachęca ten pozytywny odbiór. Mamy nadzieję, że uda nam się ponownie tu zaistnieć (…) Zainteresowanie potencjalnych inwestorów jest wysokie” — odpisało na nasze pytania biuro prasowe amerykańskiej centrali DQ. Zaznacza, że spółka chciałaby odnowić współpracę z dostawcami.

Niezmienni liderzy

Na tym etapie amerykański gigant nie precyzuje, jak dużą sieć ma zamiar zbudować w Polsce. Przy poprzednim wejściu mowa była o 25 lokalach w ciągu pięciu lat, a John P. Gainor zaznaczał wtedy, że tak wolne tempo rozwoju dużego gracza to świadoma decyzja spółki, która chce najpierw dobrze poznać rynek. Królowie wśród restauracji szybkiej obsługi są nad Wisłą niezmienni od lat. To McDonald’s i Amrest, w którego portfeluznajdują się m.in. KFC, Burger King i Pizza Hut.

— Pojawiają się jednak nowi mniejsi i średni gracze, jak np. Domino’s Pizza, która jest tu dopiero od kilku lat, a liczba jej placówek bardzo dynamicznie przyrasta. Cały czas rośnie też Subway. Statystyczny Kowalski nie wie, czym jest Dairy Queen, nie zna marki, więc nagłe zamknięcie trzech placówek w zeszłym roku nie mogło zrazić większej grupy konsumentów, a przykład Burger Kinga, który zniknął i powrócił po latach, pokazuje, że powroty mogą oznaczać sukces — komentuje Jarosław Frontczak. Innym amerykańskim szyldem, który tego właśnie próbuje dokonać, jest Dunkin’ Donuts.

— Ostatecznie o sukcesie decyduje model promocji, lokalizacja i zbudowanie otoczki wokół marki — dodaje Jarosław Frontczak. Ale nie tylko. Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. relacji korporacyjnych w McDonald’s Polska, podkreśla również znaczenie lokalnej sieci dostawców i logistyki.

— Mówimy przecież o dostawach żywności na olbrzymią skalę, w odpowiednich warunkach i określonej jakości. Nie mniejsze znaczenie niż sam koncept gastronomiczny mają też dobrzy franczyzobiorcy — zaznacza Krzysztof Kłapa. Jego zdaniem, zapowiedź kolejnej marki dotycząca powrotu na polski rynek potwierdza, że rodzima gastronomia to atrakcyjny biznesowo segment.

— Widać to po rosnących wydatkach Polaków na jedzenie poza domem. Wiele firm ogłasza swoje plany, ale od momentu pojawienia się takich informacji do zdobyciaznaczącej pozycji upływa najczęściej bardzo dużo czasu. A główni gracze wciąż umacniają swoją pozycję — mówi Krzysztof Kłapa. Według Jarosława Frontczaka, część produktów, oferowanych również przez DQ, zaczyna mieć w Polsce trochę pod górkę.

— Burgery wydają się być rynkiem dość nasyconym, powstała potężna liczba małych pojedynczych placówek. Jednocześnie amerykańskie szyldy wciąż mają siłę rażenia — dodaje analityk PMR. DQ ma różne formaty lokali: lodziarnio- -kawiarnie i koncept łączący słodki biznes ze słonym, tzn. kurczakami, burgerami i kanapkami. Sieć słynie z serwowanych od 1986 r. lodów Blizzard, które można odwrócić do góry nogami i nie wypadają z otwartego opakowania. Od 1998 r. ma natomiast na pokładzie najsłynniejszego na świecie inwestora — Warrena Buffetta. Jego fundusz Berkshire Hathaway nabył DQ za 585 mln USD.

10 mld zł Tyle, według PMR, wydamy w tym roku w barach szybkiej obsługi.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu