Ma 99 lat, ale jest silna i dynamiczna. Zasięgiem obejmuje kilkadziesiąt krajów. Rządzi nią załoga.
— Jestem tylko wynajętym menadżerem. Właścicielami są pracownicy. Swego czasu było wiele głosów, że z takim układem własnościowym firma musi upaść. A jednak dziś należy do ścisłej czołówki producentów zbiorników LPG i gaśnic w Polsce — przekonuje Mariusz Markowski, prezes zarządu GZWM.
Gdy powstała, w 1907 r., produkowała głównie na potrzeby rolnicze i kolei. Po 1945 r. specjalizowała się w wytwarzaniu śrubek i nakrętek. Dopiero w latach 60. fabrykę zaczęły opuszczać pierwsze gaśnice.
— Na początku lat 90. wprowadzono przepis nakazujący obowiązkowe wyposażanie samochodów w gaśnice. Nastał dobry czas, ale rynek szybko się nasycił, powstały też firmy konkurencyjne. Trudno nam było mierzyć się z preferowanymi przedsiębiorstwami pracy chronionej, zaczęliśmy tracić kontrakty. Musieliśmy znaleźć motor, który znów by napędził grodkowską machinę — wspomina Markowski.
W 1995 r. pracownicy postanowili wykupić majątek od Skarbu Państwa. Fabryka nosi odtąd nazwę Grodkowskich Zakładów Wyrobów Metalowych. Przez 10 lat spłacali raty, dziś firma jest na plusie.
— W jakiejś mierze każdy jest właścicielem zakładu. A to oznacza, że o niego dba, a w razie potrzeby jest bardziej skory do poświęceń — tłumaczy prezes.
Czas poświęceń nie był długi. Wprawdzie udział w rynku gaśnic zmalał do 20 proc., ale jeszcze przed 2000 r. rozpoczęto prace nad przystąpieniem do produkcji zbiorników na LPG.
— Mieliśmy doświadczenia w tym względzie, bo od wielu lat oferujemy butle na propan-butan. Gaz w zbiorniku samochodowym jest sprężony pod ciśnieniem 20 atmosfer, ale zbiornik musi wytrzymać trzy razy tyle — mówi Mariusz Markowski.
Ostrzelana lokomotywa
Z początku większym powodzeniem cieszyły się zbiorniki w kształcie walca, dzisiaj aż 80 proc. sprzedaży to zbiorniki toroidalne (instalowane w miejsce koła zapasowego).
— To właśnie jest nasza lokomotywa. Cztery na dziesięć kupowanych w Polsce zbiorników pochodzi z naszych zakładów. Gdy zleciłem montaż instalacji LPG w moim aucie, warunkiem było zainstalowanie grodkowskiego zbiornika — zdradza pan Mariusz.
W ofercie mają ponad 100 rodzajów zbiorników o pojemności od 10 do 240 litrów. Wzmocniona stal pochodzi głównie ze słowackich Koszyc.
— Niestety, polskie huty nie potrafią spełnić naszych wymagań. A są one rzeczywiście wysokie. Chce pan młotek? — zaskakuje mnie prezes Markowski.
Poklepałem ręką zbiornik. Nie sądzę, bym mógł wygrać tę walkę.
— Słuszna decyzja. Pastwimy się nad zbiornikami non stop. Zaczepy muszą wytrzymać przeciążenia 20 g. Do niekonwencjonalnych prób należy wrzucanie ich na poligonie w ogień. Przestrzelaliśmy je z broni — zbiornik nie ma prawa wybuchnąć. Gaz może uchodzić, ale w sposób kontrolowany. Inaczej ani policja, ani wojsko nie zaopatrywałoby się u nas — oświadcza Mariusz Markowski.
Postęp dokonał się także w wytwarzaniu gaśnic. Właśnie grodkowskie gaśnice znajdą się w sprowadzanych dla polskiej armii wozach bojowych z Finlandii.
— Tu też jesteśmy zmuszeni do importu. Nie ma w Polsce producenta proszku gaśniczego spełniającego surowe normy międzynarodowe. A my postawiliśmy na eksport wyrobów gotowych. W tym roku granicę przekroczy 35 proc. naszych gaśnic, zbiorników i butli — oświadcza prezes.
Firma nie planuje otwierania zagranicznych filii, np. produkcji w Chinach.
— To jest ciężki towar, transport byłby drogi, a przecież w Grodkowie mamy najważniejszy atut: jakość — otwiera szufladę z certyfikatami prezes.
Nie wywołujmy pożaru
Przez lata dziewięciotysięczny Grodków odczuwał uciążliwe sąsiedztwo zakładów. Pobliskie ogródki działkowe pokrywały się pyłem.
— Niedawno zamontowaliśmy urządzenie zbierające ten pył. Właściciele działek i samochodów nie muszą już ciągle wszystkiego myć. Notabene, przeszliśmy chrzest bojowy, bo nastąpił samozapłon i musieliśmy ugasić mały pożar. Zdążyliśmy przed strażą pożarną. Załoga spisała się na medal — opowiada Mariusz Markowski.
Firma zatrudnia 420 osób, każdą wiosną kolejne sto znajduje zajęcie. Leżący w tzw. opolskim półksiężycu biedy Grodków dostarcza każdą liczbę chętnych do pracy. Brakuje tylko wyspecjalizowanych spawaczy.
— Produkcja zbiorników LPG ustabilizowała się. Jednak nie spoczywamy na laurach. Na przyszły rok szykujemy kolejny skok na rynek. Z czym? Konkurencja też nie śpi. Nie wywołujmy pożaru. Niech to będzie niespodzianka — przykłada palec do ust Mariusz Markowski.



