Damy radę bez waszego EURO

Magdalena Graniszewska; Współpraca: JKW, ANP, MAG, ANP, KAP
opublikowano: 25-06-2008, 00:00

Włoskie media ogłosiły, że możemy utracić EURO 2012. To będzie katastrofa dla wizerunku Polski i turystyki. Budowlanka i drogowcy się nie boją.

Co by było, gdyby odebrano nam Mistrzostwa Europy

Włoskie media ogłosiły, że możemy utracić EURO 2012. To będzie katastrofa dla wizerunku Polski i turystyki. Budowlanka i drogowcy się nie boją.

Bombową wiadomość podał wczoraj włoski dziennik „Il Giornale”. Z jego informacji wynika, że już w przyszłym tygodniu Michel Platini, szef UEFA, może zadecydować o odebraniu Polsce i Ukrainie organizacji piłkarskich mistrzostw Europy w 2012 r. Co taka decyzja mogłaby oznaczać dla polskiej gospodarki? Kiedy ponad rok temu UEFA przyznała nam organizację EURO 2012, firmy — szczególnie budowlane — nie kryły zachwytu. Liczyły na krociowe zyski z inwestycji związanych z infrastrukturą. W ślad za tym wystrzeliły ich giełdowe kursy. Czy Platini może to zniweczyć?

Zagranica nas ominie

Eksperci obawiają się, że taka decyzja mogłaby zaszkodzić wizerunkowi Polski w oczach inwestorów zagranicznych.

— Nasz wizerunek ucierpiał ostatnio, gdy na inwestycję nie zdecydował się Daimler, więc już nie jest najlepszy — mówi Wojciech Szelągowski, były wiceprezes Polskiej Agencji Inwestycji i Informacji Zagranicznych (PAIIZ).

— Gdyby się nie udało, to z jednej strony nie miałoby to wielkiego wpływu na inwestycje zagraniczne, w których boom trwa od kilku lat. Z drugiej strony inwestycje infrastrukturalne związane z mistrzostwami podnoszą atrakcyjność Polski. Dlatego ich brak lub opóźnienia w realizacji mogłyby wpłynąć na naszą wiarygodność i zaszkodzić w ściąganiu międzynarodowych koncernów — dodaje Paweł Panczyj, ekspert Ernst & Young.

Turystyczna katastrofa

Specjaliści podkreślają, że utrata organizacji mistrzostw to katastrofa z punktu widzenia branży turystycznej.

— Nie da się ocenić strat związanych z taką decyzją. W turystyce wystarczy lekkie trzęsienie ziemi czy atak terrorystyczny, by na lata zepsuć wizerunek kraju. Nam naklejono by łatkę nieudaczników, którzy nie poradzili sobie z imprezą z powodzeniem organizowaną w mniejszych krajach — twierdzi Jan Korsak, prezes Polskiej Izby Turystyki.

Bo EURO 2012 to świetna okazja do rozreklamowania Polski.

— Stracilibyśmy płaszczyznę do promocji kraju. Przyjedzie tu wielu obywateli starej Unii, którzy na pewno docenią naszą zaradność i zaangażowanie —twierdzi Maciej Grelowski, przewodniczący rady głównej BCC.

— Utrata mistrzostw byłaby gigantyczną wpadką polityczną, która na wiele lat pozbawiłaby nas organizacji wielkich imprez. Na szczęście poza stadionami nie realizujemy nic, co i tak nie byłoby Polsce cywilizacyjnie potrzebne, więc drogi, lotniska i hotele i tak powstaną — uważa Jacek Bochenek, dyrektor projektu EURO 2012 w Deloitte.

Budowlanka spokojna

Spokój zachowuje z kolei szeroko rozumiana branża infrastrukturalno-budowlana.

— Przyznanie organizacji mistrzostw sprawiło, że zmieniła się tylko kolejność projektów, które i tak muszą powstać — mówi Konrad Jaskóła, prezes Polimeksu-Mostostalu, jednej z największych w kraju grup budowlano-inżynieryjnych.

Nie przejmuje się też Pol-Aqua, specjalizująca się m.in. w usługach budownictwa ogólnego, drogowego i w budowie rurociągów.

— Utrata Euro nie będzie mieć wpływu na wyniki mojej spółki. Drogi i tak musimy budować, podobnie jak infrastrukturę — mówi Marek Stefański, prezes Pol-Aquy.

Nadzieje na zyski z EURO 2012 mają też firmy działające w branży oświetleniowej. Czy w razie utraty mistrzostw — stracą?

— Czy będzie EURO, czy nie będzie, moja firma da sobie radę. Zawsze traktowałem to jako pewien bonus i dlatego nie przykładałem do tego wagi w strategicznych planach — przekonuje Bogusław Pilszczek, prezes ES –System.

Drogowcy się nie boją

Kwestia potencjalnej porażki w organizacji mistrzostw nie zakłóca też snu branży drogowej.

— Dla takiej imprezy ważna jest budowa stadionów, organizacja ruchu w miastach, baza noclegowa, transport kolejowy i lotniczy, a drogowy umieściłbym na ostatnim miejscu — podkreśla Zbigniew Kotlarek, prezes Polskiego Kongresu Drogowego.

Podobnego zdania jest Janusz Piechociński, poseł PSL i wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury. Zapewnia, że dla programu drogowego organizacja EURO 2012 nie ma wielkiego znaczenia, bo niezależnie od mistrzostw trzeba go wykonać, by wykorzystać pieniądze unijne. Wtóruje mu Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.

— Z powodu EURO 2012 nie otrzymaliśmy ani jednego dodatkowego euro. Przedsięwzięcia, które są zapisane w programie drogowym, muszą być zrealizowane niezależnie od piłkarskich mistrzostw, bo w przeciwnym razie stracimy fundusze unijne — mówi Wojciech Malusi.

Zdaniem analityka

Najpierw będzie panika

Maciej Stokłosa

analityk DI BRE

Boom w sektorze budownictwa opierał się w dużym stopniu na oczekiwaniach związanych z EURO, które stało się czymś w rodzaju symbolu. Dlatego w krótkim terminie reakcja emocjonalna inwestorów na odebranie mistrzostw na pewno byłaby negatywna. Spadki dotknęłyby spółki w dużym stopniu zaangażowane w budownictwo infrastrukturalne. Z kolei najmniej narażone na spadki byłyby spółki działające w segmentach niezwiązanych z EURO, jak na przykład Hydrobudowa Polska czy Elektrobudowa. Fundamentalnie sytuacja spółek budowlanych w przypadku odebrania EURO nie uległaby znaczącej zmianie. Inwestycje infrastrukturalne opierają się na pieniądzach z UE, nie zaś z UEFA. Inwestycje drogowe byłyby zrealizowane nawet bez EURO 2012, możliwe, że nieco później. Podobnie inwestycja w stadiony odbywa się kosztem innych inwestycji publicznych (ograniczony budżet). Brak EURO 2012 oznacza po prostu realizację inwestycji mniej spektakularnych.

WIG Budownictwo

Od chwili ogłoszenia w kwietniu ubiegłego roku informacji, że Polska będzie wspólnie z Ukrainą organizatorem EURO 2012, budowlany indeks i spółki z sektora wystrzeliły w górę. Niestety, entuzjazm nie trwał długo. Powody dekoniunktury to m.in. słabsze wyniki giełdowych spółek i przegrzanie rynku. Mieszkania przestały sprzedawać się jak świeże bułeczki, a ich ceny nie rosły już tak spektakularnie jak w 2007 r. Rosły za to ceny materiałów budowlanych i presja płacowa.

Naszym zdaniem:

Tadeusz Markiewicz: Polska może wiele przegrać

Jeśli polska reprezentacja piłkarska przegrywa PO WALCE z silniejszym rywalem, prawdziwi kibice, chcąc pocieszyć zawodników, śpiewają „nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało”. Jeśli Polska — MIMO STARAŃ — przegra już raz wygraną organizację EURO 2012, tego krótkiego pocieszenia nie będzie można zaśpiewać.

Z dwóch powodów. Po pierwsze, stracimy wielką motywację do wielkich inwestycji, których przez wiele lat jakoś nie mogliśmy przeprowadzić. A przecież potrzebujemy autostrad, szybkich tras kolejowych, lotnisk czy stadionów. Po drugie, dostaniemy etykietę państwa, które dało plamę i o którym będzie można mówić per nieudacznicy. A o tym będą pamiętać np. potencjalni inwestorzy zagraniczni.

I jeszcze jedna strata — tym razem dla kibiców. Jeśli nie będziemy organizować EURO 2012, nasza reprezentacja będzie musiała grać w eliminacjach do turnieju. Nikt nie da gwarancji, że znów się uda awansować.

PKB w piłkę nożną nie gra

Spokojnie, gospodarka to kolos. Brak jednej imprezy nią nie zachwieje — uważają ekonomiści.

Kibice nie mają wątpliwości — odebranie nam organizacji EURO byłoby dramatem. Spokojem imponują natomiast ekonomiści, którzy patrzą na gospodarkę w skali makro. Ich zdaniem, impreza nie ma dużego znaczenia dla rozwoju kraju.

— Czy EURO się u nas odbędzie, czy nie — na gospodarkę nie ma to bezpośredniego przełożenia. W trakcie samej imprezy konsumpcja prawdopodobnie wzrośnie, ale w skali kilku lat takie wahnięcie znaczy niewiele. Bolesne może być jedynie osłabienie reputacji kraju — uważa Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Podobnego zdania jest Marek Zuber, główny ekonomista Dexus Partners.

— Odebranie mistrzostw będzie miało pewien wpływ na rozwój gospodarczy: drogi będą powstawały nieco wolniej, a Polska nie skorzysta z możliwości promocji w świecie. Ale oddziaływanie to będzie niewielkie. Nawet gdyby udało się zarobić kilka czy kilkadziesiąt mld zł, to przy PKB wynoszącym około biliona złotych rezultat nie będzie wyraźny — uważa Marek Zuber.

Spokojny o gospodarkę jest też Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP. W dłuższej perspektywie EURO niczego nie zmienia.

— Jeśli będziemy organizować imprezę, wzrost PKB skumuluje się w latach 2011-12. Mobilizacja przed mistrzostwami sprawi, że inwestycje będą szły szybciej. Jednak później nastąpi odreagowanie. W 2013 r. dynamika PKB zacznie hamować. Gdyby EURO zostało nam odebrane, rozwijalibyśmy się równomiernie, a w ostatecznym rozrachunku niewiele wolniej — uważa ekonomista.

Zdarzają się nawet głosy optymistyczne.

— Być może brak mistrzostw przyspieszyłby o rok-dwa przystąpienie do strefy euro — mówi Łukasz Tarnawa.

Małgorzata Krzysztoszek z PKPP Lewiatan uważa, że porażkę można obrócić w sukces.

— Jeśli zrezygnowalibyśmy z pewnych inwestycji, to pojawiłyby się wolne pieniądze, które można by przeznaczyć na cele bardziej proinnowacyjne —mówi Małgorzata Krzysztoszek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska; Współpraca: JKW, ANP, MAG, ANP, KAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu