Dane z USA będą najważniejsze

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2002-12-17 00:00

W piątek sesja w USA zakończyła się praktycznie na najniższych poziomach dnia. Ten tydzień będzie obfitował w ostrzeżenia ze spółek, a ich treści przewidzieć się po prostu nie da. Popyt więc będzie bardzo ostrożny. Wczoraj nie było danych makro, ale dzisiaj będzie ich sporo i do tego bardzo ważne, więc rynek powinien być niezdecydowany. Pozytywem było to, że S&P 500 był tuż nad średnią 50-sesyjną. Ta średnia zawsze jest istotnym wsparciem, więc bez istotnych informacji ze spółek czy z makroekonomii lub geopolityki nie da się ich pokonać.

Z geopolityki doszły dobre i złe informacje. Dwa lotniskowce zostały wycofane z okolic Iraku, a administracja twierdzi, że opinii na temat irackiego raportu szybko nie wyda. Źle się stało, że nastąpił kolejny przeciek do mediów. Tym razem „Financial Times” napisał, że rząd brytyjski jest „bardzo rozczarowany” zawartością irackiego raportu, Brytyjczycy twierdzą, że jego zawartość nie pozwoli uniknąć Irakowi wojny. Narastającym problemem jest również pogarszająca się sytuacja w Wenezueli, gdzie strajki przeciwko prezydentowi Hugo Chavezowi hamują dostawy ropy, co podnosi jej cenę.

Jeśli chodzi o sytuację w Eurolandzie, to szef DaimlerChrysler w USA powiedział w niedzielę, że trudne warunki w USA nie zmienią się w przyszłym roku. Prasa podała, że RWE ma zanotować w przyszłym roku duży spadek zysku netto i utworzyć znaczne rezerwy. To na początku sesji wywołało spadki, ale potem górę wzięły nadzieje na odbicie w USA oraz informacje o tym, że Credit Agricole kupuje Credit Lyonnais za 19,5 mld, co pomogło sektorowi bankowemu. Indeksy, choć na małym obrocie, ruszyły mocno do góry.

Dziś na rynek dotrą bardzo ważne raporty makro z USA. O 14.30 będą to dane z rynku nieruchomości. Chodzi o pozwolenia na budowę domów (prognoza to spadek o 4 proc.) oraz o rozpoczęte budowy nowych domów (prognoza: wzrost o 5,5 proc.). Na tym rynku panuje nadal hossa, ale oczekiwane jest załamanie, wiec dane mogą mieć wpływ. O tej samej porze dowiemy się o tym, jaka była rynkowa inflacja (CPI). Prognoza mówi o tym, że zarówno główna jej miara jak i wartość bazowa wzrosną o 0,2 proc. Właściwie tutaj każdy wynik oprócz zbliżonego do prognoz jest zły. Jeśli inflacja sporo wzrośnie, to zacznie się obawa o podwyżkę stóp. Jeśli znacznie spadnie, to o deflację. Jednak chyba najważniejsze raporty pojawią się o 15.15. Chodzi o wykorzystanie potencjału produkcyjnego (prognoza 75,4 proc.) i dynamikę produkcji przemysłowej w listopadzie (+0,2 proc.). Inwestorzy będą bardzo niezadowoleni, jeśli te dane nie będą lepsze od prognoz.

U nas sytuacja polityczna na razie jest opanowana, ale wielką niewiadomą jest postawa części PSL i całego PiS. W niedzielnych „Wiadomościach” podano pierwszy sondaż (Pentora). Pokazuje on, że Polacy są w olbrzymiej większości zadowoleni z osiągniętego porozumienia. To powinno wyhamować PSL i PiS. Tym bardziej że premier Leszek Miller wycofał się z zapowiedzi, że rząd poda się do dymisji, jeśli w referendum nie zostanie zatwierdzona akcesja Polski do Unii Europejskiej.

Wszystko sygnalizowało, że na giełdzie powinien wystąpić wzrost. Rzeczywiście, rynek ruszył do góry, ale to nie było dyskontowanie szczytu UE w Kopanhadze, lecz jedynie nieśmiałe naśladowanie ruchów indeksów w Europie. Na Węgrzech wzrosty były duże, ale to był wynik obcięcia stóp przez bank centralny. To dowód, że porozumienie na szczycie UE było już w cenach, a teraz będziemy zachowywali się podobnie jak inne rynki. Wolumen był niewielki, co pozwalało spokojnie podciągać kursy i indeksy. Jednak spółki wyraźnie się podzieliły. Mocny był BPH PBK i BRE Bank, a słaby na przykład Computerland i Agora. Uważam, że dużą rolę odgrywa sytuacja techniczna indeksów i bliskość ważnych oporów, jako że nasz rynek jest niezwykle „techniczny”. Dzisiaj zachowanie rynku zależy od danych makroekonomicznych z USA.