Das ist Merc

Rafał Kerger
opublikowano: 15-05-2007, 00:00

Samochody na ścianach, na podłodze, w głowach zwiedzających. Wszędzie. Muzeum Mercedesa w Stuttgarcie budzi podziw.

Majowy poranek. Po lewej stadion VFB Stuttgart. Niemcy z dwoma Polakami w składzie niespełna rok temu ograli na nim Portugalię w małym finale mistrzostw świata. Jesteśmy blisko. Piotrek, mój przyjaciel ze Stuttgartu, do którego wybrałem się na krótką majówkę, wyznaczył ambitne zadanie na ten dzień. Już go widać. Zapiera dech w piersiach — Muzeum Mercedesa-Benza w Stuttgarcie. Dla miłośnika motoryzacji — takiego jak ja — jedno z najbardziej ekscytujących miejsc na świecie.

— Pamiętasz adrenalinę, kiedy kradliśmy mojemu tacie kluczyki do jego dużego fiata? — zapytał mnie tuż przed wejściem do muzeum Piotr.

Jasne, że pamiętałem.

— Tu adrenalina podskoczy ci dwa razy bardziej.

Piotr się mylił. Adrenalina była dziesięć razy większa.

Historia w futurologii

Zwiedzanie ekspozycji w Muzeum Mercedesa-Benza zaczyna się od ostatniego piętra, do którego dociera się futurystyczną windą po ścianie wysokiego jak budynek atrium. Pokaz otwiera atrapa białego konia. Muzeum zajmuje 3,5 tys. mkw., ma dziewięć pięter, a powierzchnia wystawiennicza wynosi 16,5 tys. mkw.

Wewnątrz możemy podziwiać około 1,5 tys. eksponatów, m.in. auta, części, komponenty oraz puchary. Wśród 160 pojazdów stojących i wiszących na ścianach znajdziemy 80 aut osobowych, 40 ciężarowych oraz 40 wyścigowych.

W Stuttgarcie zobaczymy pierwsze samochody wyścigowe, jak na przykład blitzen-benz — benz błyskawica, którym Bob Burman w 1911 r. w Daytona Beach ustanowił rekord świata 228 km/godz. Szczególnie warte obejrzenia są też: limuzyna kanclerza Konrada Adenauera, papamobil papieża Pawła VI, a także samochody cesarza Japonii Hirohito i cesarza Niemiec Wilhelma II oraz SLK księżnej Diany. Prawdziwymi perełkami są: zbudowany na zamówienie mercedes z początku XX w., którego większość elementów ozdobnych i karoseryjnych to krzyżówka złota i kości słoniowej, luksusowy maybach oraz 12-cylindrowy sportowy mclaren.

W muzeum samochody wyścigowe zgromadzono na jednym pochyłym torze. Odwiedzający ma wrażenie, że znajduje się na prawdziwym torze wyścigowym i pojazdy zaraz ruszą do wyścigu. Są tu między innymi „srebrne strzały”, które po wojnie zapisały dla Mercedesa-Benza wiele chwalebnych kart, czy mercedes-benz 300 SL coupé z drzwiami jak skrzydła, który w 1954 r. na bazie wyścigowego wozu sportowego z 1952 r. poszedł nawet do produkcji seryjnej.

Łaknący bardziej współczesnej estetyki także znajdą coś dla siebie — modele 190, 124, 160. Są nawet prototypowe modele Mercedesa sprzed 20- 30 lat, które nigdy nie weszły do masowej produkcji, a także konstruktorskie niewypały, jak na przykład niemal w całości oszklone kombi, które już na pierwszy rzut oka razi swoją niefunkcjonalnością i brzydotą.

Oprócz pojazdów osobowych Niemcy prezentują także użytkowe: ciężarówki, autobusy, pojazd wielofunkcyjny Unimog, a nawet karawan.

Małe niesmaki

Niestety, do samochodów zgromadzonych w Muzeum Mercedesa-Benza nie można wsiąść. Wyjątek zauważyć wypada jeden. Pamiętacie Latę, Szarmacha, Beckenbauera, Millera i legendarny mecz na wodzie w 1974 r., który odebrał nam szansę na jedyne w historii mistrzostwo świata w piłce nożnej? Oryginalny, pomalowany na żółto-czerwono-czarno autobus niemieckiej ekipy futbolowej z tych mistrzostw świata jako jedyny eksponat jest otwarty. Zatem nawet zniesmaczony wspomnieniami kibic z Polski może się w jego środku sfotografować.

W muzeum oprócz podziwiania eksponatów można się też zapoznać z historią zasłużonej dla motoryzacji firmy. Na ścianach, w korytarzach między piętrami wiszą tablice, które skrupulatnie o niej informują. Można się z nich (także od przewodników) dowiedzieć, jak na przykład wygrywało się wyścigi we Włoszech w latach 30. Jedynym na to sposobem było przemalowanie niemieckiej „srebrnej strzały” na czerwono. Tak, by sędziowie i widzowie nie robili problemów i dali Niemcom bez przeszkód dojechać do mety.

Z drugiej strony jednak, czytamy też o tym, że Mercedes-Benz produkował silniki do bombowców z II wojny światowej, które zrzucały bomby między innymi na Londyn i Warszawę. I o tym, jak wiele po ogólnoświatowym konflikcie pomógł zachodnim Niemcom, w tym Mercedesowi, plan Marshalla.

Trójlistna koniczynka

Niemcy świetnie obmyślili całe przedsięwzięcie. Formę budowli zaprojektowało holenderskie UNStudio, założone przez Bena van Berkela i Karolinę Bos, które zwyciężyło w konkursie w 2001 r. Podstawowa struktura tego interesującego architektonicznie gmachu przypomina trójlistną koniczynkę. Wbite są w nią podwójne struktury DNA, noszące ludzkie geny, co ma ilustrować, że marka Mercedes-Benz służy ludziom. W środku, między wybrzuszonymi formami, znajduje się trójkątne atrium. Wokół niego rozmieszczono sale wystawowe. Ekspozycja ma kształt zwijającej się spiralnie śruby przechodzącej przez wszystkie piętra. Muzeum kosztowało Mercedesa 150 milionów euro. Łączy się ono z pasażem, w którym można kupić pamiątki związane z marką, zjeść coś i odpocząć. Po drugiej stronie pasażu umiejscowiony został centralny salon Mercedesa, w którym na ponad 9 tys. mkw. zmieści się 130 samochodów. Do nich już można wchodzić.

Czy ktoś przy okazji wizyty w muzeum zdecydował się kupić nowego mercedesa? Pewnie tak. Sam bym kupił, gdybym miał przy sobie przynajmniej 30 tys. euro. Ale nie miałem. n

Łatwo trafić

Do Mercedes-Benz Museum na Mercedesstrasse 100 łatwo dojechać samochodem. Obok jest parking. Koszt parkowania w cenie biletu. Aby dotrzeć komunikacją publiczną, należy wsiąść w kolejkę linii S1 i wysiąść na Daimler-Stadion/ Schleyerhalle. Stąd pięć minut pieszo. Z dworca (Stuttgart-Bad Cannstatt) kursuje bezpłatny autobus (Bus-Shuttle).

Dwa lata budowy

Kamień węgielny pod Mercedes-Benz Welt Stuttgart położono 17 września 2003 r. Budowa wystartowała w maju 2004 r. Z otwarciem kompleksu władze koncernu trafiły dokładnie w mistrzostwa świata w piłce nożnej w 2006 r. Nowe muzeum zastąpiło swego poprzednika mieszczącego się w historycznych zakładach firmy w Untertürkheim. W nowym gmachu położono 630 kilometrów kabli elektrycznych, a także przenoszących dane itp. Zainstalowano 12 tys. punktów świetlnych oraz 10 kilometrów rur cieplnych. Budowniczy wstawili tu w oprawy 1,8 tys. trójkątnych szyb okiennych. Mający 210 tys. metrów sześciennych budynek waży 110 tys. ton. W budowę było zaangażowanych 230 firm konsultingowych i inżynierskich.

Muzeum Mercedesa-Benza w liczbach

60

tys. mkw. Tyle liczy Mercedes-Benz-Welt, mieszczące muzeum, pasaż i salon firmowy.

150

mln euro Tyle pochłonęła budowa muzeum.

5

km Tyle trzeba przejść, by zwiedzić całą ekspozycję.

Snobistyczny winny Stuttgart

Na pierwszy rzut oka Stuttgart motoryzacją stoi. I nie ma w tym żadnej przesady. Oprócz DaimleraChryslera w regionie ma też siedzibę inna samochodowa legenda Porsche. Z drugiej jednak strony są tu również tuzy z innych branż, by wymienić tylko Bosha, Siemensa, Karchera, Stihla, Kodaka czy Allianza. — Stuttgart to region, w którym żyje się na wysokim poziomie. Cieszymy się dostatkiem i spokojem. Poza tym pijemy najwięcej wina na głowę w Niemczech. Wielu z nas ma własne winnice. I niech to świadczy o naszym charakterze — zachwala swój region burmistrz miasta dr Wolfgang Schuster.

Cóż. Burmistrz najwyraźniej wie, co mówi. Ugruntowany snobizm Stuttgartu rzeczywiście bije po oczach. To trzecia aglomeracja w Niemczech z 2,6 mln mieszkańców.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu