DAX na szczytach, ale analitycy kręcą nosem

Krzysztof Kolany
opublikowano: 2021-09-07 20:00

Niemiecka giełda od miesiąca lewituje w pobliżu historycznego szczytu, czemu jednak towarzyszy bardzo szybkie pogorszenie sentymentu wśród rynkowych analityków. W przeszłości taka dywergencja zwykle poprzedzała nadejście bessy

Przeczytaj i dowiedz się:

  • jaka koniunktura jest na giełdzie we Frankfurcie,
  • jak powstaje indeks ZEW i jakie wnioski można wyciągnąć z jego notowań,
  • jakie zmiany zajdą w składzie DAXa.

W piątek, 13 sierpnia indeks DAX po raz pierwszy zameldował się powyżej 16 tys. punktów, ustanawiając nowy szczyt postcovidowej hossy. Ten okrągły poziom jak do tej pory udało się przekroczyć tylko raz – podczas ostatniej sesji sierpnia. Zatem od niemal miesiąca flagowy indeks niemieckiej giełdy utrzymuje się tuż poniżej historycznego szczytu.

Taki brak zdecydowania rynku u niektórych inwestorów może wzbudzać złe przeczucia. Tym bardziej, że pesymizm coraz częściej gości w umysłach niemieckich analityków. Przejawem tego są wyniki comiesięcznej ankiety, jaką instytut ZEW przeprowadza na próbie ok. 200 niemieckich ekspertów finansowych. Analitycy pytani są o oczekiwania względem następnych sześciu miesięcy. Możliwe są tylko trzy odpowiedzi: wzrośnie/poprawi się, pozostanie bez zmian, spadnie/pogorszy się.

Analitycy tracą optymizm

Indeks ZEW jest różnicą odsetka respondentów obstawiających poprawę koniunktury gospodarczej w Niemczech w horyzoncie kolejnych sześciu miesięcy oraz respondentów obstawiających jej pogorszenie. Jeszcze w maju wskaźnik ten wspiął się na najwyższą wysokość od 20 lat, ilustrując powszechne oczekiwania na bardzo wyraźną poprawę koniunktury gospodarczej po ustaniu covidowych lockdownów.

Od tego czasu indeks ZEW spadł już o 57,9 pkt, przez trzy ostatnie miesiące notując jedne z silniejszych zniżek w swojej 30-letniej historii. Badanie przeprowadzone na początku września pokazało, że przewaga odsetka optymistów nad pesymistami stopniała do najniższego poziomu od marca 2020 r. Czyli miesiąca rozpoczynającego największy kryzys gospodarczy w powojennej historii Europy.

Na początku września już tylko 41,8 proc. respondentów zakładało, że następne sześć miesięcy przyniesie poprawkę koniunktury gospodarczej w Niemczech. To aż o 9,3 pkt proc. mniej niż przed miesiącem. Frakcja pesymistów spodziewających się pogorszenia stanu gospodarki wciąż pozostaje nikła (zaledwie 15,3 proc.). Rynkowi analitycy migrują raczej do obozu zakładającego utrzymanie obecnej koniunktury w kolejnych miesiącach. Wyraźnie zmalał też odsetek giełdowych byków. Co prawda wciąż prawie 45 proc. ankietowanych analityków spodziewa się zwyżki DAX-a w nadchodzącym półroczu, to jednak jest to wynik o 9,1 pkt. proc. niższy niż w sierpniu.

ZEW nie zawsze prawdę ci powie

"Bądź strachliwy, gdy inni są chciwi i bądź chciwy, gdy inni są strachliwi“ – mawiał legendarny inwestor Warren Buffett. I tak właśnie należy interpretować wskazania indeksu ZEW. Jest to bowiem wskaźnik kontrariański. To znaczy, że przy ekstremalnie niskich wartościach wysyła sygnał kupna akcji i ostrzega przed szczytem hossy przy odczytach ekstremalnie wysokich. A ten z maja 2021 r. niewątpliwie do takich należał. Sprawdźmy więc, co w takiej sytuacji podpowiada nam historia.

Przez poprzednie 25 lat możemy wyróżnić 10 długoterminowych maksimów indeksu ZEW. Dwa razy nadmierny optymizm niemieckich analityków dał fałszywy sygnał . Po grudniu 2003 r. skończyło się tylko na lokalnej i płytkiej korekcie. Natomiast szczyt ze stycznia 2006 r. okazał się całkowicie błędnym sygnałem. Jednakże w pozostałych ośmiu przypadkach maksima indeksu ZEW za każdym razem poprzedzały bessę albo przynajmniej poważną korektę na niemieckim rynku akcji.

Problem w tym, że okres między szczytem indeksu ZEW a szczytem DAX-a miewał bardzo różne długości. Najkrótszy wynosił raptem dwa miesiące (wiosną 2015 r.), a najdłuższy aż 20 miesięcy (sygnał z września 2009, a spadki zaczęły się dopiero w maju 2011 r.). Średnio od szczytu ZEW do rozpoczęcia spadków we Frankfurcie mijało siedem miesięcy. A jeśli z analizy wykluczymy warianty skrajne, to otrzymamy przesunięcie w postaci pięciu miesięcy. Mieścimy się zatem w okolicy półrocznego horyzontu prognozy, o jaki pytani są ankietowani analitycy.

Jeśli obecna hossa na giełdowych parkietach miałaby mieć przebieg zbliżonych do historycznych wzorców, to cykliczne maksimum DAX-a powinno nadejść po pięciu-miesiącach miesiącach od majowego szczytu indeksu ZEW. Otrzymujemy zatem przedział październik-grudzień, po którym powinniśmy oczekiwać początku bessy, albo przynajmniej porządnej korekty pocovidowej hossy.

DAX do remontu

Rzecz jasna opieranie całej analizy i własnej strategii inwestycyjnej na tylko jednym wskaźniku przypomina trochę wróżenie z fusów. Faktem jest jednak, że dynamika ożywienia gospodarczego praktycznie na całym świecie zaczyna słabnąć. Trudno zresztą oczekiwać, aby późna faza ożywienia była równie dynamiczna co podczas pierwszych miesięcy po zniesieniu lockdownów.

Warto przy tym dodać, że już za niespełna dwa tygodnie DAX przejdzie drobny „remont”, a właściwie rozbudowę. Jego skład zostanie powiększony z obecnych 30 do 40 spółek. Do grona blue chipów awansują takie firmy jak Airbus, Zalando czy Porsche. Równocześnie o 10 spółek zmniejszy się liczebność mDAX-a, czyli odpowiednika naszego mWIG-u. Wydaje się, że zmiana specyfikacji DAX-a nie powinna mieć istotnego wpływu na zachowanie samego indeksu. Gdyby jednak stało się inaczej, to niemiecka giełda zaliczy wizerunkową klapę.