Decoupling. Czy geopolityka zapuka do biznesu?

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2022-05-12 20:00

W 2021 r. relacje gospodarcze Chin i Unii Europejskiej rozkwitały. Czy 2022 r., który przyniósł wojnę i powrót pandemii, odwróci całkowicie ten trend?

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

To może być biznesowe słowo tego roku: „decoupling”, co po angielsku oznacza „odczepienie”. A konkretnie odczepienie od Chin, czyli redukcja zależności gospodarczych Europy (i Stanów Zjednoczonych) od drugiej największej gospodarki świata. Nie wiemy, czy to nastąpi, nie wiemy, czy powinno nastąpić, ale coraz więcej się o tym mówi, z dwóch powodów: poparcia przez Chiny Rosji w wojnie rosyjsko-ukraińskiej oraz paraliżu chińskiej gospodarki z powodu polityki „zero COVID”. Z drugiej strony potrzebę utrzymania intensywnych relacji z Chinami może uzasadniać powrót inflacji.

Zacznijmy od opisu bieżącego stanu rzeczy. Na razie w stosunkach europejsko-chińskich nie ma absolutnie żadnego decouplingu, wręcz przeciwnie. Inwestycje bezpośrednie z krajów UE do Chin zwiększyły się w 2021 r. do najwyższego poziomu od siedmiu lat. Import z Chin rośnie bardzo dynamicznie, a udział Chin w europejskim imporcie jest na rekordowym poziomie – 9 proc. Dla porównania, przed dekadą było to 7 proc. Stanom Zjednoczonym decoupling zresztą też idzie średnio. Udział Chin w amerykańskim imporcie wprawdzie obniżył się między 2015 a 2021 rokiem z 21 do 18 proc., ale te 18 proc. to dokładnie tyle samo, ile przed dekadą.

Idea, żeby w jakiś sposób obniżać zależności gospodarcze z Chinami, do tej pory była popularna głównie wśród polityków oraz ekspertów od stosunków międzynarodowych, ale na pewno nie w biznesie. Rola Chin była i jest na ścieżce wznoszącej.

Natomiast 2022 r. może być przełomowy pod tym względem. Może, co nie znaczy, że będzie.

Poparcie przez Chiny rosyjskiej inwazji na Ukrainę wywołało na świecie szok. Wprawdzie Chiny nie poparły wojny otwarcie, w głosowaniach w ONZ dotyczących potępienia Rosji wstrzymywały się od głosu. Ale przedstawiciele tego kraju wielokrotnie mówili, że wojna jest efektem nadmiernej ekspansji NATO i Stanów Zjednoczonych, a dla ekspertów jasne jest, że Rosja dostała od Chin polityczne zielone światło do inwazji.

Jeżeli wojna rosyjsko-ukraińska otwiera dłuższy etap konfrontacji między Rosją i Chinami a Zachodem, to budowanie relacji gospodarczych z Chinami zaczyna podlegać nowemu ryzyku. Wprawdzie już od dłuższego czasu mówiło się, że wzrasta prawdopodobieństwo wojny chińsko-amerykańskiej o Tajwan, ale dopiero obecna wojna uświadomiła biznesowi, co taka konfrontacja może oznaczać dla gospodarki, bezpieczeństwa działalności firm, ciągłości dostaw.

A na to nakłada się polityka „zero COVID”, która sprawia, że część firm w Chinach jest zamknięta. Na horyzoncie nie widać rozwiązania tego problemu, bo obecny wariant koronawirusa jest dużo trudniej kontrolować przy pomocy tego typu obostrzeń niż wariant z początku 2020 r. – obecny rozprzestrzenia się dużo łatwiej i szybciej. Przedłużanie obostrzeń może postawić pod znakiem zapytania bezpieczeństwo działalności w Chinach i wzmocnić trend dywersyfikacji łańcuchów dostaw.

Ale jednocześnie jest jeden czynnik, który może oddziaływać w odwrotnym kierunku: obniżać prawdopodobieństwo ograniczania więzi gospodarczych z Chinami. Tym czynnikiem jest inflacja. Import z Chin zapewnia krajom rozwiniętym tanie towary, a redukcja ceł na chiński import może ułatwić obniżanie inflacji. Może się okazać, że choć politycy, biznes i eksperci będą nawoływać do decouplingu, to głos konsumenta przeważy w drugą stronę.