Demografia wywraca uczelnie

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 15-04-2013, 00:00

Przez dwa lata zniknęło w Polsce 19 prywatnych szkół wyższych. Odpowiedzią na kryzys w branży jest konsolidacja

Rosną kłopoty prywatnych uczelni. Jak wynika z danych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, obecnie działa w Polsce już tylko 309 takich szkół. To znaczy, że przez niespełna dwa lata (od zakończenia roku akademickiego 2010/2011) przestało istnieć 19 prywatnych uczelni. Dotychczas przed dwie dekady liczba prywatnych szkół wyższych w Polsce konsekwentnie rosła.

None
None

— Rynek przeżywa kłopoty i musimy liczyć się z tym, że z każdym rokiem te problemy będą się nasilać — mówi Rafał Kaszta, kanclerz Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Kryzys w uczelniach wyższych to przede wszystkim skutek starzenia się społeczeństwa. Roczniki z wyżu demograficznego właściwie skończyły już studia i weszły na rynek pracy. Każdy kolejny rocznik, który rozpoczyna naukę w szkołach wyższych, jest już mniej liczny od poprzedniego. Według danych GUS, obecnie 19. rok życia ma ukończone około 498 tys. osób. Pięć lat temu było to 581 tys.

Nadciąga wielka fala

Tych coraz trudniejszych warunków demograficznych nie przetrwała np. Wyższa Szkoła Dziennikarska im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie, która jeszcze niedawno miała silną, rozpoznawalną markę i pięć filii poza stolicą — w Białymstoku, Kielcach, Lublinie, Olsztynie i Radomiu. Ogłosiła upadłość w listopadzie 2012 r. Jej studenci mogą kontynuować naukę w Collegium Civitas.

— Przykład szkoły Wańkowicza pokazuje, że niż demograficzny zagraża nie tylko uczelniom w małych miejscowościach, ale także tym w największych ośrodkach akademickich. Wystawione są na ostrą rywalizację rynkową o studentów, a także na konkurencję o kadrę dydaktyczną i atrakcyjne lokale — zaznacza Paweł Zygarłowicz, prezes Centrum Rozwoju Szkół Wyższych TEB Akademia. A to dopiero początek potężnego kryzysu na rynku prywatnych uczelni. Za pięć lat osób w wieku 19 lat będzie w Polsce już tylko 403 tys., a za 10 lat — 351 tys. Dopiero w kolejnych latach ta negatywna tendencja zacznie się powoli odwracać i liczba potencjalnych studentów zacznie rosnąć. Jak szacuje PKPP Lewiatan, do 2025 r. przetrwa tylko jedna na sześć działających obecnie w Polsce placówek. Czyli za nieco ponad dekadę studenci będą mieli do wyboru tylko 50 prywatnych uczelni.

Razem raźniej

Jak uczelnie wyższe próbują radzić sobie z demograficznym zagrożeniem? Po pierwsze, zmieniają ofertę edukacyjną. Kryzys zmusza je do tego, by rezygnowały z tradycyjnego myślenia o szkolnictwie wyższym, a dawały studentom tę wiedzę, jakiej oni rzeczywiście potrzebują, a przynajmniej — jakiej oczekują.

— Odczuwamy pewien spadek liczby chętnych i zdajemy sobie sprawę z tego, że w kolejnych latach ten problem będzie coraz poważniejszy. Próbujemy się przed tym bronić, przede wszystkim inwestując w nowe specjalizacje, bardziej dostosowane do potrzeb rynku pracy i oczekiwań studentów, np. analizę finansową czy zarządzanie kryzysowe — mówi prof. Ryszard Kościelak, prorektor Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania w Warszawie.

Uczelnie zdają sobie też sprawę z tego, że najbliższą dekadę przetrwają tylko najwięksi gracze — posiadający silną markę, bogatą ofertę i dobrą relację ceny do jakości oferowanych studiów. Dlatego na rynku w ostatnich latach nasilają się procesy konsolidacyjne. Duże szkoły wchłaniają mniejsze, by w ten sposób z jednej strony obniżać jednostkowe koszty funkcjonowania (administracyjne i kadrowe), a z drugiej — zyskiwać nowych studentów, rozszerzać zasięg uczelni i poprawiać rozpoznawalność marki. Jednym z takich rosnących konglomeratów na rynku jest Grupa Wyższych Szkół Bankowych. Dotychczas trzy główne uczelnie grupy — Wyższe Szkoły Bankowe we Wrocławiu, w Poznaniu i Gdańsku — przejęły trzy inne placówki (Wyższą Szkołę Zarządzania i Finansów we Wrocławiu, Wyższą Szkołę Ekonomiczno-Turystyczną w Szczecinie oraz Szkołę Wyższą Prawa i Dyplomacji w Szczecinie). W czwartek grupa podpisała umowę o wchłonięciu siódmego podmiotu — Wielkopolskiej Wyższej Szkoły Turystyki i Zarządzania.

— Od dawna zdajemy sobie sprawę z zagrożeń, jakie niesie dla szkolnictwa wyższego demografia, dlatego już od kilku lat intensywnie przygotowujemy się na ten trudny okres. Wiele szkół wybrało strategię na przeczekanie, my uznaliśmy, że najlepszą odpowiedzią na niż demograficzny jest rozwój i tworzenie dużej grupy — tłumaczy Rafał Kaszta.

Podobne, liczne grupy kapitałowe uczelni wyższych budują też Grupa Vistula (obecnie sześć uczelni — ekonomicznych i turystycznych) oraz konsorcjum Futurus (cztery szkoły ekonomiczne). Ta druga grupa była jednym z podmiotów, które w 2011 r. przejęły bliską bankructwa Wyższą Szkołę Biznesu — National-Louis University w Nowym Sączu — jedną z pierwszych prywatnych szkół wyższych w Polsce. Jak przekonuje Paweł Zygarłowicz, procesy konsolidacyjne sprawiają, że rynek się porządkuje.

— Pozostają w grze podmioty najsilniejsze finansowo i najlepiej zarządzane — mówi Paweł Zygarłowicz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane