Depresja kosztuje Polskę miliardy

  • Alina Treptow
opublikowano: 03-11-2014, 00:00

Skutki chorób psychicznych odczuwa także gospodarka. Spada produktywność, rosną koszty firm i ZUS

Depresja to problem nie tylko społeczny, ale też gospodarczy — twierdzą autorzy najnowszej publikacji Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. Tylko na zmniejszeniu produktywności polska gospodarka traci rocznie 1-2,6 mld zł — wynika z raportu „Depresja — analiza kosztów ekonomicznych i społecznych”. Wartość waha się w zależności od przyjętej metodyki — utracona produktywność chorych uwzględnia albo przeciętne wynagrodzenie brutto, albo PKB na pracującego.

Państwo traktuje psychiatrię po macoszemu, a choroba zbiera żniwo – nie tylko społeczne. Z powodu spadku produktywności polska gospodarka traci rocznie nawet 2,6 mld zł
Fotolia

— Są to koszty pośrednie choroby. Według naszych wyliczeń, rocznie z powodu depresji tracimy ponad 24 tys. lat produktywności [w uproszczeniu to czas nieprzepracowany w związku z depresją pomnożony przez liczbę chorych — red.]. Co więcej, nawet jeśli chory pracownik przychodzi do pracy, pracuje mniej produktywnie, nie pięć, ale średnio cztery dni w tygodniu — porównuje Małgorzata Gałązka-Sobotko, współautorka raportu.

Koszty bezpośrednie depresji również nie są małe — Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) wydaje rocznie na jej leczenie 170 mln zł. Jeszcze głębiej do kieszeni musi sięgnąć ZUS, który depresja kosztuje rocznie 762 mln zł. Pieniądze pokrywają głównie koszty absencji chorobowych (w zależności od jednostki chorobowej wynoszą średnio 51 i 60 dni) i renty z tytułu niezdolności do pracy.

— Część kosztów, np. pierwszy miesiąc absencji chorobowej, pokrywają również przedsiębiorcy. W zeszłym roku w związku z zaburzeniami depresyjnymi zanotowano 5,38 mln dni absencji chorobowych — podaje Małgorzata Gałązka-Sobotko.

Żniwo choroby

Statystyki społeczne związane z chorobą są nie mniej przygnębiające. Na depresję choruje w Polsce rocznie 1,5 mln osób — wynika z raportu. Jak zaznaczają autorzy, część z nich bez właściwej pomocy umiera. Komenda Główna Policji podaje, że w 2013 r. doszło do 6097 samobójstw, co oznacza, że samobójców było prawie dwa razy więcej niż ofiar wypadków drogowych.

— Polska pod względem liczby samobójstw jest w niechlubnej światowej czołówce — mówi Krzysztof Troczyński, ekspert ds. psychiatrii. Liczba samobójców w porównaniu z poprzednim rokiem urosła drastycznie — o blisko 50 proc. Nie ma danych o tym, ilu spośród nich cierpiało na depresję, jednak zdaniem ekspertów, wiele ofiar to osoby chore psychicznie. Powodów wzrostu liczby samobójstw w tej grupie jest kilka: stygmatyzacja chorób psychicznych, niskie finansowanie psychiatrii, kolejki do specjalistów i brak systemowego podejścia w leczeniu chorych.

Janusz Heitzman, profesor Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, zwraca uwagę, że choroba to problem nie tylko osób dorosłych, ale coraz częściej również dzieci.

— Brakuje około tysiąca psychiatrów dziecięcych. Tymczasem dane są zatrważające: w ubiegłym roku odebrało sobie życie 300 osób poniżej 19. roku życia. Mówiąc obrazowo — cała szkoła — alarmuje Janusz Heitzman.

Profesor zwraca uwagę, że ten segment medycyny jest marginalizowany również finansowo. W Polsce psychiatria ma ponad 3-procentowy udział w budżecie NFZ (wynoszącym około 64 mld zł), średnia w UE wynosi 5,6 proc. — W przyszłorocznym budżecie NFZ zmniejszono finansowanie dla psychiatrii o ok. 200 mln zł. Pacjenci chorzy psychiczne nie wyjdą na ulicę i nie zaczną strajkować — mówi Janusz Heitzman.

O problemach finansowych w psychiatrii „Puls Biznesu” pisał już rok temu. Na początku 2014 r. pojawiło się światełko w tunelu — NFZ podniósł wyceny części świadczeń psychiatrycznych. Zdaniem ekspertów, zapowiedziane obniżki oznaczają dwa kroki do tyłu.

— Depresja powinna zostać uznana przez Ministerstwo Zdrowia i ZUS za obszar priorytetowy, a limity na jej leczenie zniesione, podobnie jak w onkologii — proponują autorzy raportu.

Pod prąd

Mimo złych wieści nie wszyscy rezygnują z inwestowania w psychiatrię. Szpital tej specjalności na 300 łóżek powstanie w Ząbkach. Jego koszt jest szacowany na 170 mln zł. Równie dużą placówkę postawi w Koszalinie NZOZ Medison.

W pierwszym etapie szpital będzie miał 150 łóżek. Inwestycja powstaje w porozumieniu z Urzędem Marszałkowskim Województwa Zachodniopomorskiego. Samorząd chciał sprzedać szpital psychiatryczny w Koszalinie, zrezygnował jednak po protestach pracowników i pacjentów. Zdecydował się wydzierżawić placówkę spółce Medison, pod warunkiem że do 2016 r. inwestor przeniesie szpital do nowo wybudowanego obiektu.

— Chcemy rozbudować nową placówkę o kolejne 150 łóżek, nie tylko psychiatrycznych. Interesują nas też świadczenia opiekuńczo-lecznicze. Ponieważ społeczeństwo się starzeje, liczymy, że płatnik odpowie na potrzeby pacjentów i je zakontraktuje. Jeśli nie, pomyślimy o usługach komercyjnych. Pierwsza część inwestycji ma zapewnione finansowanie, ponieważ kontrakt zastanie przeniesiony razem ze szpitalem — informuje Stanisław Dorosz, prezes NZOZ Medison.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane