Dla RWE Polska jest kluczowa

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2015-11-18 22:00

Niemiecki koncern odpuścił stolicę i szuka kupców na prąd w terenie. Szykuje gazową ofertę dla Kowalskiego i czeka na energetyczną ofertę rządu

Energetycy z zapałem dyskutują ostatnio o tym, który z zagranicznych koncernów wyjdzie z Polski i dlaczego. W czołówce są EDF i Engie (dawny GDF Suez), ale niemiecki RWE, koncern, który od kilku lat jest na polskim rynku graczem numer pięć lub sześć, też jest wskazywany. Spekulacje o planach sprzedaży przez RWE polskich aktywów powracają regularnie od kilku lat, ale nie ma o czym mówić. — Polska to dla RWE kluczowy rynek. Mamy już za sobą zeszłoroczny dołek sprzedażowy — podkreśla Filip Thon, prezes RWE Polska.

ARC

Odbijają sobie w kraju

Dołek oznacza spadek wolumenu sprzedanego prądu — w ciągu ostatnich ośmiu lat zmniejszył się z 7 do 6 TWh rocznie. To efekt osłabienia pozycji RWE w Warszawie — konkurencja wyszarpała mu w stolicy dużą część klientów, ale już od dwóch lat koncern stara się odbić to sobie w terenie.

— Nie walczymy o liczbę klientów, tylko o rentowność kontraktów. Mamy coraz więcej klientów spoza Warszawy. Jesteśmy też bardzo aktywni w sektorze małych i średnich firm — twierdzi Filip Thon. RWE stawia też na handel gazem. Grupa sprzedaje w Polsce 5 TWh gazu rocznie (ostatnio zdobyła m.in. zlecenie na dostawy do Azotów).

— Wkrótce uruchomimy również gazową ofertę dla gospodarstw domowych — mówi szef RWE.

Wzrost w prądzie i gazie ma być organiczny, przejęć strategia nie przewiduje. Tymczasem inwestora szuka m.in. jeden z konkurentów RWE, czyli giełdowy Duon.

— Analizowaliśmy kilka firm, ale uznaliśmy, że samodzielny wzrost będzie bardziej efektywny — tłumaczy Filip Thon.

Gorzej wyglądają perspektywy dystrybucyjnej części biznesu RWE, ale z podobnym problemem boryka się cała branża, w tym dystrybucyjne spółki z państwowych grup: PGE, Tauronu, Energi i Enei. Słabsze perspektywy wynikają z planów zaostrzenia przez Urząd Regulacji Energetyki (URE) kryteriów jakościowych związanych z przesyłem prądu. Regulator zamierza zastosować metodę kija i braku marchewki — za niewypełnianie celów, czyli brak postępów w zmniejszaniu przerw w dostawach prądu, karać, a za poprawę jakości dostaw… nie karać. Nagród nie będzie. Kary mogą sięgnąć nawet 2 proc. przychodów operatorów, czyli mogą to być setki milionów złotych. URE chce też ograniczyć stopę zwrotu z kapitału (tzw. WACC).

— Trwają konsultacje z URE w tej sprawie. Nowe wymagania obniżą zachęty dla operatorów sieci do inwestycji, a te sieciom są przecież potrzebne — twierdzi Filip Thon.

Nadzieja w TGE

RWE, podobnie jak pozostałe grupy zagraniczne i państwowe, czeka na energetyczne propozycje nowego rządu.

— Jestem ciekaw ewentualnych decyzji, bo energetykę uważam za fundament każdej gospodarki — mówi prezes RWE Polska.

Pytany o wyzwania związane z ratowaniem polskiego bankrutującego górnictwa, reaguje bez entuzjazmu.

— Jako przedstawiciel biznesu prywatnego, opierającego się na twardych i rynkowych regułach gry, jestem zwolennikiem przejrzystości. Popieramy konkurencję, która sprzyja racjonalizacji kosztów. Wszystkie rozwiązania w zakresie górnictwa powinny być korzystne dla rynku — uważa Filip Thon.

Tymczasem rządowe plany mówią głównie o łączeniu elementów łańcucha produkcji energii, czyli np. o przyłączaniu kopalni do firm energetycznych, aby drugie udzielały wsparcia pierwszym — państwowy Tauron już kupił kopalnię Brzeszcze. Prezesa RWE Polska nie niepokoi pomysł łączenia firm energetycznych — rząd PO forsował m.in. fuzję PGE z Energą i Tauronu z Eneą, a nie można wykluczyć, że rząd PiS pracuje nad podobnym pomysłem.

— Łączenie koncernów nie musi mieć wpływu na kluczowy dla nas hurtowy rynek handlu energią. Spójrzmy na przykład Czech: na rynku wytwarzania energii dominuje koncern CEZ, a rynek i tak jest bardzo konkurencyjny. Jeśli polska Towarowa Giełda Energii nadal będzie wspierana np. giełdowym obligo, to rynek nie odczuje efektu łączenia koncernów — uważa szef RWE.

Trudna Warszawa

Sprzedaż prądu i gazu to niełatwy biznes. Walkę o warszawskiego klienta odpuściło nie tylko RWE, ale również Enea. Zniechęca m.in. niska lojalność klientów, która świadczy zresztą o stopniu rozwoju rynku.

— Stawiamy raczej na obszary poza Warszawą — mówi Grzegorz Kinelski, wiceprezes Enei. Z danych URE na koniec września 2015 r. wynika, że miesięcznie sprzedawcę prądu zmienia ponad 7 tys. gospodarstw domowych i 2,6 tys. podmiotów instytucjonalnych.